PRZECZUCIE KŁOPOTÓW
Jadwiga obudziła się w środku nocy i już do rana nie zmrużyła oka. Czy winny był dziwny sen, czy po prostu coś ją gryzło? Sama nie wiedziała. Nagle ciężar spadł jej na serce taki, iż łzy same popłynęły po policzkach. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego, skąd ten podły nastrój. Z ledwością łapała oddech, gdy strach przed nadchodzącym nieszczęściem uderzył z siłą gniewnej wichury.
Zerknęła do łóżeczka, gdzie spał jej mały syn, Staś. Maluch przez sen uśmiechał się słodko i wydawał urocze cmoknięcia. Jadwiga poprawiła mu kołderkę i wyszła do kuchni. Za oknami panowały egipskie ciemności.
Jadźka, znowu nie możesz spać? dobiegł za plecami głos Łukasza.
Znowu to samo! Naprawdę nie wiem, Łukaszku, co się ze mną dzieje odpowiedziała cicho.
Pewnie to ta cała posłowie depresja poporodowa! żartował mąż, próbując rozładować atmosferę.
No nie wiem… Stasiek to już prawie półroczniak, żadnych depresji dotąd nie miałam, a tu nagle taki dół?
Różnie w życiu bywa! Hormony, nerwy… Ale dasz radę, wszystko wróci do normy!
Boję się, Łukasz wyszeptała, wtulając się w męża.
Dasz radę. Wszystko będzie dobrze odpowiedział, obejmując ją mocno.
Po trzech tygodniach Jadwigę wezwano do przychodni. Staszek właśnie skończył pół roku i mieli za sobą rutynowe badania. Wyniki, konsultacje, pobrane próbki rutyna. Dlatego telefon od pielęgniarki był sporym zaskoczeniem.
Stało się coś? zapytała niepewnie.
Jadwużko, spokojnie, lekarz wszystko pani wyjaśni! usłyszała w słuchawce.
W poczekalni u pediatry, standardowo, tłum i nerwowość. Jadwiga cała chodziła jak na szpilkach. Gdy wreszcie weszły do gabinetu, była bliska płaczu.
Proszę usiąść, Jadwigo Łukaszewicz westchnęła doktor, Muszę powiedzieć pani coś ważnego. Proszę się nie martwić, ale będziemy musieli zrobić jeszcze kilka badań.
Co się dzieje?! wydusiła Jadwiga, czując, iż złe przeczucia właśnie zaczynają się sprawdzać.
Staszek ma bardzo niepokojące wyniki. Leukocyty w jego krwi biją rekordy, inne wskaźniki również. Musimy powtórzyć badanie krwi, najlepiej w specjalistycznej placówce.
Gdzie konkretnie? spytała cicho.
W wojewódzkim centrum onkologii dziecięcej odpowiedziała lekarz.
Nie pamiętała, jak dotarła do domu. Łukasz czekał już, odwołał wszystko w pracy po jej wiadomości.
Jadźka, co się stało?! dopytywał.
Łzy spływały jej po policzkach, ale jakby ich nie czuła.
Wysyłają nas na badania do onkologii… wyszeptała.
Może to tylko kontrola? Może nic poważnego? próbował uspokajać ją Łukasz.
To nie tylko rutyna… Ja wiem… czułam, iż coś się wydarzy. Nie rozumiałam co, ale…
Przytuliła Staszka do siebie i rozszlochała się. Maluch przebudził się lekko, nic jeszcze nieświadomy dramatu, który zbliżał się do jego życia.
Ostra białaczka stwierdził poważnie starszy lekarz, wpatrując się w wyniki. Musimy natychmiast rozpocząć leczenie.
Jadwiga płakała. Nie potrafiła zaakceptować tego, co słyszy. Na chemioterapię nie wpuszczano jej. Staszek leżał na intensywnej terapii, a ona siedziała pod drzwiami.
Proszę iść do domu! przekonywała ją pielęgniarka. Dzisiaj i tak nie wpuszczą pani do synka.
Jak mogę?! Co ja będę robić w domu BEZ mojego dziecka?!
Osiem lat byli już po ślubie. Lata starań o dziecko: badania, wizyty u specjalistów, zero efektów… Aż w ósmym roku małżeństwa zdarzył się cud. Najszczęśliwszy, a zarazem najbardziej stresujący czas w życiu Jadwigi. Łukasz nosił ją na rękach, nie pozwalał choćby talerza podnieść. Ostatni miesiąc ciąży spędziła w szpitalu z powodu ryzyka wcześniejszego porodu zalecona kontrola. I w końcu pół roku temu urodziła wymarzonego synka. Chłopiec otrzymał imię po ojcu Łukasza, który kilka lat wcześniej zginął w wypadku samochodowym.
Jadźko, nie nazywaj dziecka imieniem po kimś, kto zginął tragicznie! ostrzegała babcia.
Babciu, nie przesadzaj, to tylko przesądy! machała ręką Jadwiga, radosna i przekonana, iż nic nie może zakłócić jej szczęścia.
…Tymczasem Jadwiga czuwała przy łóżeczku Staszka. W ciągu tego miesiąca schudł, wyblakł, policzki straciły kolor, pod oczami pojawiły się sine kręgi. Łzy cieknące z jej oczu zlewały się ze sterylnym szpitalnym powietrzem. Do synka dopuścili ją dopiero po awanturze z ordynatorem. Ten powoływał się na słaby układ odpornościowy Staszka kontakt z matką ryzykowny. Ale Jadwiga już nie wytrzymywała pod drzwiami OIOM-u była gotowa gryźć wszystkich po kostkach, byleby być przy synu. W końcu pozwolono jej wejść.
Tego typu operacji u nas nie wykonujemy powiedział ordynator, dr Gienek Milewski, następnego dnia.
A gdzie wykonują? Jadwiga spojrzała wyzywająco.
W Izraelu. Tylko tam mogą uratować pani syna. Ale to kosztuje fortunę.
Znajdziemy pieniądze. Proszę przygotować wszystkie dokumenty.
Dokumenty zostały wysłane do jednej z izraelskich klinik onkologicznych. gwałtownie przyszła pozytywna odpowiedź, ale też kwoty, przy których można dostać palpitacji: ponad 1 200 000 złotych!
Jadźka, choćby jak sprzedamy mieszkanie i samochód, nie uzbieramy choćby połowy mówił Łukasz. Dałem ogłoszenie, ale to nie dzieje się w tydzień.
Mamy niecałe dwa miesiące! płakała Jadwiga. Musimy ratować Staszka!
Pieniądze zbierali wszyscy: współpracownicy, lokalna fundacja, sąsiedzi, sklepy prowadziły skarbonki, każdy złoty liczył się podwójnie. Część udało się zdobyć od urzędu miasta, część przekazali wolontariusze. Ostatecznie udało się uzbierać nieco ponad połowę. Czas uciekał nie dało się dłużej zwlekać.
Jadźka, lećcie już przekonywał mąż. Każdą kolejną złotówkę będę wam przelewał! Może ktoś kupi mieszkanie…
Wieś cała przeżywała ich tragedię, ale pieniędzy było jeszcze zdecydowanie za mało.
Po formalnościach, Jadwiga z synem poleciała do Izraela. Kwota do zapłacenia wciąż ich przerastała, a Staś miał przed sobą kolejne badania i przygotowania do operacji. Jadwiga nie pozwalała sobie myśleć co dalej liczyła po prostu na cud. Za miesiąc Staszek miał skończyć rok.
W sąsiedniej sali leżała też matka z synem trzyletnim Maćkiem. Okazało się, iż są prawie sąsiadkami: mieszkają w sąsiednich miastach województwa śląskiego. Sabinie się poszczęściło pieniądze na operację udało im się zebrać, ale u Maćka chorobę wykryto późno lekarze nie mogli zatrzymać postępu, zabieg musiał być ciągle odkładany.
Nie płacz pocieszała Sabina Jadwigę. Zobaczysz, jeszcze zabierzesz Staszka do cyrku, do zoo ja z Maćkiem w zeszłym roku byliśmy, mały zakochał się w niedźwiedziu pół godziny stał przy klatce, śmiał się. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, iż jest chory. W zoo po raz pierwszy poleciała mu krew z nosa nie wiedziałam jak zatamować. Przestraszyłam się… Potem jeszcze kilka razy się to powtórzyło… Dopiero później do lekarza. Za późno już trzecie stadium. Jak ja wcześniej nie zauważyłam!
Sabinko, nie płacz, jeszcze się wszystko ułoży, pójdziemy do zoo wszystkie razem z dzieciakami! teraz to Jadwiga pocieszała koleżankę od niedoli.
Wiedziałam, iż coś jest nie tak! Maciek chudł, był blady, jadł coraz mniej… Mama mi mówiła coś nie gra! Ale ja nie chciałam w to wierzyć! rozpłakała się Sabina. A Jadwiga nie wiedziała nawet, czym ją pocieszyć…
Kilka dni później stan Maćka się pogorszył. Zabrali go na OIOM. Sabiny nie wpuszczano. Siedziała na korytarzu i po prostu płakała.
Sabinko, chodź, połóż się, odpoczniesz prosiła Jadwiga.
Muszę być tu! Maciek to czuje! Będzie mu lżej wie, iż mama jest blisko! odpowiadała bliska szaleństwa.
On i tak wie, iż jesteś. Chodź, choć na chwilę.
Ale Sabina trwała na posterunku. Pielęgniarka dała jej zastrzyk uspokajający. Już nie płakała, tylko patrzyła przed siebie jakby nieobecna, jakby czekała na cud.
Wieczorem zadzwonił mąż. Jadwiga tuliła Staszka, wykorzystując każdą chwilę z synem nie wiedziała ile ich jeszcze mają.
Jadźka, przelałem sto tysięcy powiedział na razie więcej nie uzbieram. Była dziś para oglądać mieszkanie, obniżyłem cenę, mają dać odpowiedź za dwa dni.
Dobrze… szepnęła Jadwiga. Ja…
Nagle rozległ się w korytarzu desperacki krzyk. Telefon wypadł jej z ręki. Staszek się obudził i zaczął płakać. Uspokoiła go, pogłaskała po główce znowu zasnął. Odłożyła syna do łóżeczka i pobiegła na korytarz. Czuła, co się stało, choć nie chciała w to uwierzyć. Pod drzwiami intensywnej terapii, na kolanach, rozpaczała Sabina. Krzątały się pielęgniarki, próbowały ją uspokoić, podać leki. Kobieta tylko szlochała. Takiego bólu w oczach Jadwiga jeszcze nigdy nie widziała. Wszystko zrozumiała.
Sabinko, musisz być dzielna płakała, przytulając ją musisz żyć dla Maćka!
Po co?! Mój synek nie żyje! To moja wina! Jak mam z tym żyć?! Sabina rzucała się na łóżku.
Jadwiga nie odstępowała jej aż do momentu, gdy pielęgniarka zrobiła Sabinie zastrzyk. Odprowadziła ją do sali, półprzytomną.
Niech odpocznie! westchnął lekarz dyżurny Jeszcze będzie miała czas na łzy…
Jadwiga tej nocy oka nie zmrużyła. Siedziała przy łóżeczku syna, gapiąc się na niego, jakby próbowała napatrzyć się na zapas.
Następnego dnia przyszła do niej Sabina. Już nie płakała. W jedną noc postarzała się o dekadę. W oczach miała pustkę. Przytuliły się milcząco.
Oby wszystko się u was ułożyło szepnęła, wychodząc macie szansę, wykorzystajcie ją! Ja muszę zadbać teraz o Maćka: pogrzeb, potem dziewiąty dzień, czterdziesty… Postawię mu pomnik, a potem… otarła łzy, Tu masz, przeczytasz później, nie mam siły mówić wręczyła Jadwidze zalakowaną kopertę.
Dobrze… odpowiedziała.
Po odejściu Sabiny przytłoczyła ją dodatkowo samotność. Staszka zabrali na zabiegi.
Otworzyła kopertę.
Droga Jadwigo! drżące pismo Sabiny Bardzo chcę, żeby Staś żył. Niech żyje i za mojego Maćka: niech rośnie, chodzi do szkoły, śmieje się… Niech cieszy się każdym dniem, kopa piłkę, jeździ na nartach. Idźcie, proszę, do naszego zoo i pozdrówcie ode mnie dużego czarnego niedźwiedzia! łzy spływały na list, Jadwiga musiała je otrzeć, by przeczytać dalej Macie szansę na życie. W kopercie są pieniądze na operację. Maćkowi się nie przydały może Staszkowi pomogą.
Jadwiga płakała. Płakała ze szczęścia, bo teraz już wiedziała, iż wystarczy na operację syna. I płakała z żalu bo koszt tej pomocy był zbyt wysoki.
Łukasz, nie sprzedawaj mieszkania! zadzwoniła do męża następnego dnia. Musimy mieć gdzie wracać.
Jak to? A pieniądze? zdziwił się.
Są pieniądze. Wszystko będzie dobrze!
Po raz pierwszy od dawna Łukasz się uśmiechnął wyczuł w głosie żony coś, co go uspokoiło. Jadwiga była pewna wszystko będzie dobrze.
Operację przeprowadzono dzień po pierwszych urodzinach Stasia. Spędziła następne dni przy drzwiach intensywnej terapii, jak kiedyś Sabina. Tym razem rokowania były dobre. Po pewnym czasie mogła już odwiedzać synka, potem byli razem w jednej sali. Czekał ich miesiąc kwarantanny i kilka miesięcy rehabilitacji. Drobiazgi w porównaniu z tym, co przezwyciężyli. Operacja się udała. Nadzieja wróciła.
Staszek wracał do życia: zaczynał bawić się zabawkami, jadł, choćby się uśmiechał. Gdy pierwszy raz wykrztusił coś na kształt mama, Jadwiga rozpłakała się ze szczęścia. Przeżyli cud.
Miedźwiedź! pokazywał Staś paluszkiem na ogromnego czarnego misia w klatce.
Nie miedźwiedź, tylko niedźwiedź! śmiała się Jadwiga.
Wybrali się do miejskiego zoo, tego samego, gdzie Maćka zachwycał niedźwiedź.
Przekazuję ci pozdrowienia od Maćka, misiu cicho szepnęła do zwierzaka Jadwiga.
Staś biegał, śmiał się, jadł loda, jeździł na barana u taty i z zainteresowaniem przyglądał się wszystkim zwierzętom. Teraz jego życie wypełnione było dziecięcą radością. Szpital został daleko za nimi, a Jadwiga tylko czasem, budząc się w nocy, podchodziła do łóżeczka, przysłuchując się oddechowi synka. Niepokój odchodził. Przed nimi była całkiem nowa przyszłość taka na dwóch, a może i trzech…









![[FOTO] Awaryjne zamknięcie fragmentu ul. Drzymały. Konieczna jest naprawa nawierzchni](https://img.czecho.pl/2026/05/awaryjne_d36f.jpeg)



