Drogówka

Celowo wprowadzał autobus w poślizg. Nagranie
Karambol w Żukowie. Laweta zmiażdżyła tył dostawczego auta [ZDJĘCIA]
Śmiertelny wypadek w gminie Jadów. Kierowca zginął na miejscu
Granat w salonie piękności. Kilka osób rannych, w tym dziecko
Auto Tyszanki wbiło się pod tira. Kobieta jest poważnie ranna
„Tylko na chwilę” kosztowało fortunę. Laweta za zastawienie garażu w Elblągu
Na skrzyżowaniu w Łączkach Kucharskich doszło do zdarzenia
Nowy Crafter dla strażaków z SGPR CHEŁM
Nie żyje mężczyzna. Wypadek w lesie
Hrubieszów. Wjechał w nastolatkę na pasach
18-latka potrącona na pasach. Poszybowała w górę i upadła. Zobacz nagranie [FILM]
Wypadek na „Kozackim Rogu” w Hrubieszowie. 18-latka potrącona na pasach. Zobacz nagranie
Nowe wozy dla Państwowej Straży Pożarnej. Moto-Truck z kolejnymi zamówieniami
Kolizja na DK16. Utrudnienia między Olsztynem a Barczewem
Ciężarówka zderzyła się z lawetą. Utrudnienia między Olsztynem a Barczewem
Poranny wypadek na jednym z głównych skrzyżowań w Bielsku-Białej. Piesza trafiła do szpitala
Strażacy bezpłatnie zamontują 140 tysięcy czujek u osób najbardziej potrzebujących
19-latek z dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów. Efekt surowszych kar
Wymuszenie pierwszeństwa i kolizja na skrzyżowaniu Grunwaldzkiej i Miłej. Na miejscu interweniuje policja
Wójt jechał pijany. Prokurator nie zgodził się na warunkowe umorzenie postępowania
Chciał wyłudzić pieniądze, dostał pocięte gazety. Seniorka wykiwała oszusta
Wypił i wsiadł za kółko. Wójt może trafić do więzienia
Tragiczny wypadek w gminie Zbrosławice
Tychy: Wyprzedzała samochody i potrąciła kobietę na oznakowanym przejściu dla pieszych
Spadające z ciężarówki kawałki lodu uszkodziły szybę w osobówce na A2
#CzarnyAlertDrogowy: Tragedia w gminie Zbrosławice. Nie żyje 68-latek
Transport towarów na własną rękę - gdzie i jak wynająć dostawczaka w Łodzi?
Kontrole w Polsce. Urzędnicy ruszają w teren. Brak jednego wpisu to kara do 5000 zł
Śmiertelny wypadek w gminie Zbrosławice
Potrącenie pieszej przy Zamku Sułkowskich. Sprawca stracił prawo jazdy
Libacja i jazda z promilami. Pechowy finał interwencji w Piotrkowie
Zjechał z drogi, uderzył w drzewo i dachował. Nie przeżył
Ponad 50 lat służby. Gnieźnieński policjant przechodzi na emeryturę
Pijany kierowca uciekał przed policją w Grodzisku. Pościg, rozbite auto i poważne zarzuty
[FOTO] Wypadek na ul. Leszczyńskiej. Samochód wpadł na chodnik i zmiótł pieszą
Mercedes wjechał w sklep. Prawda gorsza niż plotki
Kronika Ochotniczej Straży Pożarnej
52 lata w służbie. Asp. sztab. Adam Rakowski przechodzi na emeryturę
Wsiadł w Passata z trzema promilami. A nie miał prawa choćby na trzeźwo!
Wiadomości lokalne. Śmiertelny wypadek w Chełmie: sąd wysłuchał pasażerów i świadków
42-latka zatrzymana na stacji paliw. Kobieta miała ponad 2 promile alkoholu w organizmie
Siedem lat więzienia dla sprawcy śmiertelnego wypadku w Jakaci Dwornej
Egzamin teoretyczny na prawo jazdy wyższych kategorii dla obywateli Ukrainy
Numer sprawy Kasjerka w aptece podała terminal, a on odruchowo przyłożył kartę, choćby nie patrząc. Ekran zamigotał na czerwono, zapiszczał i wyświetlił lakoniczne „Transakcja odrzucona”. Spróbował jeszcze raz, wolniej, jakby od tempa zależało, czy będzie osobą z pieniędzmi. – Może inna karta? – rzuciła kasjerka, choćby nie unosząc wzroku. Sięgnął po drugą, tę z wypłatą, ale znów usłyszał krótkie „odrzucono”. Za plecami ktoś głośno westchnął i poczuł, iż robi mu się gorąco w uszach. Schował do kieszeni opakowanie leków, o które wcześniej prosił, i bąknął, iż zaraz załatwi. Na ulicy zatrzymał się przy ścianie, by nie tarasować przejścia, i sprawdził aplikację bankową. Zamiast znajomego widoku salda – szare okno i komunikat, który ściśnięciem zamroził mu wnętrze: „Rachunek zablokowany. Podstawa: postępowanie egzekucyjne”. Bez kwoty, bez łopatologicznych wyjaśnień – tylko przycisk „Szczegóły” i numer sprawy, wyglądający jak cudzy paszport. Stał i patrzył, jakby mogło to zniknąć pod siłą wzroku. W głowie natychmiast pojawiły się sprawy, których nie wolno odkładać: za tydzień miał jechać do mamy w regionie, miała badania, obiecał, iż przyjedzie; w pracy wziął dwa dni urlopu, szef marudził, ale się zgodził. No i te leki, których teraz nie mógł zapłacić. Wykręcił infolinię banku. Automat zdążył już poprosić go o „ocenę jakości obsługi”, zanim ktokolwiek podniósł słuchawkę. – Słucham Pana – odezwała się pracownica, głosem opanowanym, jak ktoś, kto dystansuje się nie z niechęci, tylko z obowiązku. Podał nazwisko, datę urodzenia, ostatnie cyfry dowodu. Powiedział, iż konta zablokowane i iż to pomyłka. – Na Pana profilu widnieje ograniczenie z tytułu dokumentu egzekucyjnego – odpowiedziała. – Nie możemy zdjąć blokady. W tej sprawie należy się zgłosić do komornika. Widzi Pan numer postępowania? – Widzę. Ale nie wiem, o co chodzi. Nie mam długów. – Rozumiem. My tylko wykonujemy zalecenia. Bank nie jest inicjatorem. – Kto jest? – W dokumencie wskazano oddział komorniczy. Mogę podać Panu adres. Podyktowała. Zapisał na odwrocie paragonu z apteki. Ręka drżała mu ze złości i wstydu jednocześnie, jakby przyłapano go na drobnej kradzieży. – A pieniądze? – zapytał. – Widzę „potrącenie”. – Zajęcie na podstawie postępowania komorniczego. Po zwrot trzeba zgłosić się do wierzyciela lub komornika. – Czyli nie mogą mi państwo pomóc. – Możemy przyjąć zgłoszenie. Zgłosić reklamację? Chciał nie numeru, tylko żeby ktoś powiedział: „Tak, pomyłka, już to naprawiamy”. Zamiast tego usłyszał tylko numer sprawy, zupełnie jakby ktoś wręczał mu żeton do szatni. – Numer zgłoszenia… – powiedziała, jakby odczytywała kod na kurtkę. – Czas rozpatrzenia do trzydziestu dni. Powtórzył numer sobie pod nosem. Trzydzieści dni brzmiało jak wyrok, ale i tak podziękował. Słowa podziękowania wypadły z ust automatycznie, jak „do widzenia” na koniec rozmowy, która go upokorzyła. W domu otworzył szufladę z dokumentami, gdzie trzymał rachunki, umowy, stare zaświadczenia. Zawsze uważał się za porządnego: płacił w terminie, nie zaciągał zbędnych kredytów, choćby mandaty za parkowanie opłacał natychmiast, by nie zapomnieć. Rozłożył paszport, PESEL, NIP na stole, jakby to były dowody jego uczciwości. Żona wyszła z pokoju i zobaczyła go nad stosem papierów. – Co się stało? Opowiedział jej. Starał się mówić spokojnie, ale w połowie głos mu zadrżał. – Może to jakiś stary mandat? – zapytała ostrożnie. – Jaki mandat na takie kwoty i z blokadą rachunku? – Pokazał ekran z komunikatem o zajęciu. – Przecież nigdzie nie jeżdżę, tylko do pracy. – Pytam tylko – wzruszyła ramionami. – Teraz takie rzeczy się zdarzają. Słowo „zdarzają” go wściekło. Jakby jego życie było statystyką. – Zdarza się, iż człowieka wpisują jako dłużnika i musi udowadniać, iż nie jest wielbłądem – rzucił ostro, a zaraz potem pożałował tonu. Postawiła mu na stole kubek z wodą i wyszła. Został sam z dokumentami i wrażeniem, iż w domu zrobiło się mniej powietrza. Następnego dnia pojechał do banku. W oddziale było jasno i cicho, jak w przychodni po remoncie. Ludzie czekali na krzesełkach, śledząc numery wyświetlane na ekranie. Wziął numerek: „Sprawy dotyczące rachunków”. Usiadł i poczuł, jak zaczyna w nim narastać frustracja już od samego faktu czekania. Zamiast człowieka znów czuł się zadaniem do rozwiązania. Gdy przyszła jego kolej, doradczyni uśmiechnęła się kurtuazyjnie. – W czym mogę pomóc? Pokazał ekran i opowiedział o blokadzie. – Tak, widzę ograniczenie – mówiła, klikając myszką. – Nie mamy dostępu do bazy komorników. Możemy wydać tylko wyciąg z rachunku i zaświadczenie o nałożonych ograniczeniach. – Proszę wszystko, co się da – poprosił. – Potrzebuję dzisiaj. – Zaświadczenie jest gotowe do trzech dni roboczych. – A jeżeli muszę kupić leki? – usłyszał u siebie w głosie nutę prośby, co było jeszcze gorsze niż złość. Doradczyni na chwilę speszyła się. – Rozumiem. Ale procedury są niezmienne. Złożył wniosek, odebrał kopię z datą i podpisem. Wydruk był jeszcze ciepły; ściskał papier, jakby to była jedyna broń przeciw niewidzialnej machinie. Potem pojechał do urzędu. Pachniało kawą z automatu i preparatem do podłóg, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Przy wejściu czekał biletomat, obok młoda kobieta z identyfikatorem, pomagająca wybrać usługę. – Chciałbym do komornika – powiedział. – Komornik u nas nie urzęduje – odparła. – Możemy przyjąć wniosek, wysłać zapytanie, pomóc przez „ePUAP”. Jaki problem? Pokazał zaświadczenie i numer sprawy. – Najlepiej od razu do komornika – doradziła. – Ale jeżeli Pan chce, możemy wydrukować wyciąg z „ePUAP”, o ile coś się pokaże. Nie miał wyboru. Odebrał numer i usiadł. Na ekranie przesuwały się cyferki, ludzie podchodzili do okienek, wracali z teczkami, przeklinali szeptem. Spoglądał na swoje ręce – wydawały się starsze niż wczoraj. Przy okienku pracowniczka poprosiła o dowód. – Ma Pan potwierdzone konto? – zapytała. – Tak. Zalogowała się do jego profilu, długo czegoś szukała. – Faktycznie, jest postępowanie komornicze – orzekła w końcu. – Ale tu wpisany inny NIP. Nachylił się zaintrygowany. – Jak inny? – Proszę spojrzeć, u Pana… – przeczytała cyfry. – W postępowaniu – jedna cyfra jest inna. Jedna cyfra. Poczuł dziwną ulgę, jakby znów otrzymał prawo do oburzenia. – To nie mój dług – powiedział. – To może błąd przy łączeniu danych – podsumowała. – Tak się zdarza przy podobnych nazwiskach i datach urodzenia. – I co teraz? – Możemy przyjąć wniosek o błędnej identyfikacji i dołączyć kopie dokumentów. Decyzja należy do komornika. Wydrukowała formularz, podpisał. Dołączono kopię dowodu, NIP, PESEL. Widzieć, jak jego życie zamienia się w stos papierów znikających w skanerze, było upokarzające. – Jak długo trwa rozpatrzenie? – zapytał. – Do trzydziestu dni. Czasem szybciej – dorzuciła, widząc jego minę. Znowu trzydzieści. Z urzędu wyszedł z teczką – ważniejsza wydawała się od nazwiska. Do kancelarii komorniczej dotarł dopiero dwa dni później. Ochroniarz sprawdzał torbę, poprosił o wyciszenie komórki. W korytarzu ludzie – niektórzy z dziećmi, inni z plikiem dokumentów. Na ścianie kartka: „Obsługa tylko po wcześniejszym umówieniu”. Obok lista, na której wpisywano nazwiska jeden pod drugim. Spytał kobietę z kolejki: – Tu trzeba się zapisać? – Tu trzeba żyć – odparła bez uśmiechu. – Kto szybciej przyszedł, ten bliżej. Dopisał się na końcu. Usiadł na parapecie, bo zabrakło krzeseł. Czas nie płynął – rwał się na drobne frustracje: ktoś próbował wejść bez kolejki, ktoś głośno wyjaśniał przez telefon, iż „komornicy nic nie robią”, ktoś w toalecie cicho płakał. Gdy wyczytali jego nazwisko, wszedł do gabinetu. Przy biurku komorniczka – kobieta pod czterdziestkę z oczami pełnymi zmęczenia. Na biurku monitor, plik spraw, pieczątka. – Nazwisko? – nie podniosła głowy. Podał. – Numer sprawy? Podał kartkę z banku. Zerknęła, kliknęła. – Ma Pan zaległość z tytułu kredytu – przeczytała. – Nie mam żadnego kredytu – zaostrzył głos. – Proszę sprawdzić NIP. Tu jest błąd. Zmarszczyła brwi, przybliżyła ekran. – Rzeczywiście, NIP się nie zgadza – przyznała. – Ale system powiązał Pana po imieniu, nazwisku i dacie urodzenia. – I to wystarcza, żeby blokować mi konto? Westchnęła. – Pracujemy na przekazanych danych. jeżeli to błąd, potrzebny wniosek o korektę plus dokumenty. Składał Pan już gdzieś? Położył kopie z urzędu. – Tam był przyjęty. Jest potwierdzenie przyjęcia. Przekartkowała. – To przez urząd. Do nas jeszcze nie doszło. – Ale ja nie mogę czekać, aż „dojdzie”. Zabrano mi środki, nie mogę kupić leków. Komorniczka spojrzała na niego wreszcie. – Myśli Pan, iż jest Pan jedyny? – powiedziała cicho, bez złości. – Mam na biurku sto takich spraw. Mogę przyjąć wniosek tu. Ale szybciej nie będzie. Poczuł furię, którą ledwie powstrzymał. Widząc jej zmęczenie, zrozumiał, iż krzyk nie pomoże, tylko zapisze go w pamięci jako „awanturnika”. – Dobrze – wyrzucił z siebie cicho. – Tu napiszę. Co trzeba? Dostał formularz. Napisał: „Proszę o usunięcie mnie z postępowania egzekucyjnego z powodu błędnej identyfikacji”. Dołączył kopie dowodu, NIP. Komorniczka podstemplowała: „Przyjęto”. – Do dziesięciu dni na sprawdzenie – powiedziała. – jeżeli się potwierdzi, cofniemy zajęcie. – A pieniądze? – O zwrot potrąconych środków trzeba starać się osobno – przez wierzyciela. To już nie do mnie. Wyszedł z nową pieczątką. Pieczątka była zwycięstwem – ale zwycięstwem nad czym? Nad tym, iż ktoś wreszcie uznał jego istnienie. Wieczorem poprosił szefa o pół dnia wolnego następnego dnia. – Kpisz sobie? – Szef patrzył, jakby wymyślił to dla wymówki. – Przecież mamy raport. – Mam zablokowane konta – wyjaśnił. – Muszę biegać po urzędach. – Powiedz mi… tam coś było? Alimenty? Kredyty? To bolało bardziej niż odmowa w aptece. Zimny wyraz twarzy. – Nic nie było – powiedział stanowczo. – To błąd systemu. Szef wzruszył ramionami. – Dobra. Ale niech to nas nie ciągnie w dół. Księgowość już pytała, czemu były potrącenia. Na komputerze zobaczył maila z działu kadr: „Uprzejmie prosimy o wyjaśnienie, czy mają Państwo postępowania komornicze”. Wszystko się ścisnęło. Odpisał krótko: „Błąd, wyjaśniam, dostarczę dokumenty”. Zrozumiał, iż teraz musi tłumaczyć się nie tylko komornikowi, ale i kolegom z pracy, z którymi przepracował dekadę. W domu żona spytała, co ustalił. – Przyjęli wniosek – odpowiedział. – To już coś – przyznała. – Jesteś pewien, iż to nie przez kredyt twojego brata? Kiedyś chyba poręczałeś… Od razu się wyprostował. – Nie byłem poręczycielem – powiedział ostro. – Odmówiłem, pamiętam. Kiwnęła głową, ale jej spojrzenie zostało nieufne. Zrozumiał, iż machina już zdążyła naruszyć zaufanie – i niełatwo to posklejać dokumentami. Po tygodniu przyszło pismo na ePUAP: „Stwierdzono błędną identyfikację dłużnika. Zamknąć postępowanie egzekucyjne.” Czytał trzy razy, by uwierzyć. Otworzył aplikację bankową. Konta aktywne, saldo z powrotem jak gdyby nigdy nic. Ale jeszcze wisiało powiadomienie: „Część operacji może być ograniczona do czasu aktualizacji danych.” Spróbował zapłacić rachunek. Przelew przeszedł, ale długo ładował się kręcący krąg. Kupił w końcu leki w aptece. Kasjerka choćby go nie poznała. Chciał powiedzieć: „Już wszystko w porządku”, ale to byłoby dziwne. Wziął siatkę i wyszedł. Dwa dni później zadzwonili z banku. – Otrzymaliśmy informację o zdjęciu zajęcia – powiedziała konsultantka. – Ale w historii kredytowej przez jakiś czas zostanie adnotacja. Aktualizacja w BIK może potrwać choćby do czterdziestu pięciu dni. – Czyli ślad zostanie – rzucił. – Tymczasowo. Słowo „tymczasowo” nie przynosiło ulgi. Wyobraził sobie, iż gdy za miesiąc będzie chciał wziąć raty na remont okien u mamy, usłyszy: „Miał pan zajęcie”. I znowu będzie musiał tłumaczyć, iż to nie jego wina. Złożył wniosek o zwrot potrąconych środków. Komorniczka tłumaczyła, iż wierzycielem jest bank, który udzielił komuś kredytu, więc zwrot będzie przez ich dział księgowy. Przesłał skany decyzji, wyciąg, numer konta. W odpowiedzi: „Zgłoszenie przyjęte”. Kolejny numer. W tym czasie zauważył, iż mówi ciszej. Jakby miał pewność, iż każde dodatkowe słowo może uruchomić znów ten mechanizm. Po kilka razy dziennie sprawdzał powiadomienia w telefonie, zaglądał na ePUAP, czy „postępowań” przez cały czas brak. Pustka stała się nową normalnością. Któregoś dnia znów był w urzędzie – tym razem załatwiać sprawę mamy. W poczekalni siedział mężczyzna z teczką, zagubiony jak uczeń. Patrzył na swój numerek, jakby nie wiedział, co dalej. – Z jaką sprawą Pan czeka? – zapytał go, sam zdziwiony, iż się odważył. – Powiedziano mi, iż mam dług – ściszył głos nieznajomy. – W banku mówią, iż to komornik. Zauważył w jego oczach coś, co niedawno widział u siebie – mieszankę wstydu i wściekłości. – Najpierw proszę wziąć z banku wyciąg z numerem sprawy – doradził. – Potem tu można wydrukować z ePUAP raport – czasem widać, na jakich danych pana podpięli. jeżeli PESEL lub NIP nie ten, trzeba napisać wniosek o błędnej identyfikacji. I koniecznie poprosić o potwierdzenie przyjęcia. Mężczyzna słuchał uważnie, jakby dostał mapę do nieznajomej krainy. – Dziękuję… A Pan już to przeszedł? Kiwnął głową. – Przeszedłem – odparł. – Wolno. I nie do końca. Ale przeszedłem. Wyszedł z urzędu z upoważnieniem i zatrzymał się przy drzwiach, by włożyć dokumenty do teczki. Teczka była ciężka, nie przez papier, ale od nawyku dokumentowania wszystkiego. Złapał się na tym, iż oddycha spokojniej. W domu uporządkował postanowienie komornika, bankowe zaświadczenia, kopie wniosków – osobny segregator, opisany markerem: „Postępowanie egzekucyjne, błąd”. Kiedyś by się tego wstydził, jakby to była przyznana wina. Teraz już mu nie zależało. Schował teczkę do szuflady i, już spokojnym tonem, powiedział żonie: – jeżeli jeszcze raz coś takiego się zdarzy, wiem, co mam robić. Już nie będę się tłumaczył. Będę żądał. Patrzyła na niego długo, po czym skinęła głową. – W porządku – powiedziała łagodnie. – Napijmy się herbaty. Poszedł do kuchni i włączył czajnik. Szum wody zabrzmiał jak dowód, iż życie należy przez cały czas do niego, a nie do numerów czy terminów.
Zderzenie czterech osobówek pod Piasecznem. Jedna osoba zginęła
Potrącenie pieszej na pasach. Kierowca stracił prawo jazdy
Policjant po służbie ruszył z pomocą potrąconemu 63-latkowi
Nowelizacja rozporządzenia o uposażeniach strażaków PSP

© WYPADKI 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.