Tragiczny finał protestów w Jerozolimie. Autobus wjechał w tłum, zginął 14-latek

wiadomosci.gazeta.pl 2 miesięcy temu
Czternastoletni chłopiec zginął, a trzech innych nastolatków zostało rannych po tym, jak autobus wjechał w tłum ultraortodoksyjnych Żydów protestujących przeciwko poborowi do wojska w Jerozolimie. Sprawę bada policja.
Śmiertelny wypadek podczas demonstracji
Do tragedii doszło we wtorek wieczorem 6 stycznia w dzielnicy Romema w Jerozolimie, gdzie dziesiątki tysięcy ultraortodoksyjnych Żydów (Haredim) protestowały przeciwko planom objęcia ich obowiązkowym poborem do armii. W trakcie zamieszek autobus miejski wjechał w zgromadzony tłum. Służby ratunkowe poinformowały, iż pod pojazdem uwięziony został nastolatek. Mimo prowadzonej na miejscu reanimacji lekarze stwierdzili zgon chłopca. Times of Israel przekazał, iż pierwsze komunikaty służb medycznych mówiły o około 18-letnim młodym mężczyźnie, który został wciągnięty pod pojazd. Ofiarą według mediów był jednak 14-letni Yosef, mieszkaniec Jerozolimy. Trzech innych potrąconych nastolatków doznało lekkich obrażeń i trafiło do szpitala.


REKLAMA


Policja: kierowca był atakowany
Izraelska policja przekazała, iż kierowca autobusu został zatrzymany i przesłuchany. Według wstępnych ustaleń miał on zostać zaatakowany przez grupę demonstrantów blokujących drogę. Funkcjonariusze podkreślają, iż protest przerodził się w gwałtowne zamieszki. "Niewielka grupa uczestników zaczęła brutalnie zakłócać porządek publiczny, blokować ulice, podpalać kontenery na śmieci, rzucać przedmiotami w policję i atakować dziennikarzy" - poinformowała policja w oficjalnym komunikacie. Nagrania z miejsca zdarzenia pokazują autobus próbujący przejechać przez skrzyżowanie, na którym płonęły barykady. W pewnym momencie pojazd wjeżdża w tłum, a jeden z protestujących zostaje wepchnięty pod koła.


Zobacz wideo Izrael już łamie zawieszenie broni


Polityczne reakcje
Śmierć nastolatka wywołała falę komentarzy wśród izraelskich polityków. Liderzy ultraortodoksyjnych partii potępili zdarzenie i zażądali surowego ukarania kierowcy. "Sceny, w których autobus wjeżdża w tłum ludzi i ciągnie młodego chłopca przez kilkadziesiąt metrów, są wstrząsające" - oświadczyła partia Shas. W oświadczeniu pojawiły się słowa, iż - "krew Haredim nie jest tania". Z kolei przedstawiciele policji i rządu podkreślają, iż śledztwo obejmuje wszystkie możliwe scenariusze. Prezydent Izraela Isaac Hercog zaapelował o uspokojenie nastrojów. - To bolesny wieczór, który powinien być sygnałem ostrzegawczym dla nas wszystkich. Trzeba obniżyć temperaturę sporu, zanim dojdzie do kolejnych tragedii - powiedział.


Spór o pobór do wojska dzieli Izrael
Protesty są związane z planami rządu dotyczącymi zmiany zasad zwolnień z obowiązkowej służby wojskowej. Od 1948 roku ultraortodoksyjni mężczyźni studiujący religijne teksty byli w praktyce zwolnieni z poboru. W obliczu przedłużającej się wojny i niedoborów kadrowych w armii, temat wrócił jednak na agendę polityczną. Haredim stanowią około 14 proc. żydowskiej populacji Izraela, a ich partie odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu koalicji premiera Benjamina Netanjahu. Próby zmiany prawa doprowadziły już do kryzysu rządowego i odejścia części ultraortodoksyjnych ugrupowań z rządu.
Czytaj także: Zaskoczenie w nowym sondażu. Mentzen traci grunt, Braun może świętować


Źródła:The Guardian, Jerusalem Post, Times of Israel
Idź do oryginalnego materiału