Tragiczny wypadek na A1. Sebastian M. nie czuje się winny

tulodz.pl 1 godzina temu

"Byłem zrezygnowany i chciałem mieć to już za sobą"

- Na początku procesu nie widziałem żadnej możliwości, żeby złożyć wyjaśnienia. Miałem głębokie poczucie, iż o ile zacznę mówić coś, co nie znajduje potwierdzenia w narracji aktu oskarżenia, nikt mi nie uwierzy, a swoją rodzinę narażę na jeszcze większą nienawiść społeczną. Byłem zrezygnowany i chciałem mieć to już za sobą. Rozważałem choćby dobrowolne poddanie się karze, aby zamknąć temat, mimo iż uważam, iż nie spowodowałem tej strasznej tragedii będącej przedmiotem tego procesu

- powiedział oskarżony.

Dodał, iż wcześniej nie mówił o wypadku, bo widział rozpacz rodzin jego ofiar.

- Jechałem skrajnie lewym pasem trzypasmowej jezdni, nagle zobaczyłem samochód wjeżdżający z prawego pasa na lewy, prosto na mnie. Nie mogłem już nic zrobić, wykonać żadnego manewru. Krzyknąłem tylko do moich współpasażerów "co k….". Nie mam pojęcia, co się stało, iż ten samochód na mnie zjechał. Nie wiem, czy doszło do jakiejś awarii

- mówił mężczyzna.

https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/slonce-zniknie-na-ponad-szesc-minut-polacy-zobacza-zacmienie/Dikfwqe956THJX2LTVgw

"Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru"

Sebastian M. twierdzi, iż nie stracił panowania nad samochodem i nie uderzył w Kię, w związku z czym nie spowodował tragedii. Wyjaśnił też, iż po wypadku nie uciekł z Polski.

- Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru. Sąd dziwił się, iż kontynuowałem pracę zawodową po takim zdarzeniu. Ja wiedziałem, iż nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Natomiast samo zdarzenie było dla mnie wielką tragedią, nie było mi to obojętne.

Tłumaczył, iż wyjechał na spotkania biznesowe, po których miał wrócić do kraju.

- Nie wróciłem, bo nie mogłem. Byłem przez dwa miesiące w areszcie. Po zwolnieniu miałem zakaz opuszczania Zjednoczonych Emiratów Arabskich i zabezpieczono mój paszport.

W ostatnich słowach oświadczenia oskarżony podniósł, iż nie wierzy w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy.

- W aktach figuruje 14 różnych prędkości BMW. Prędkość od momentu rozpoczęcia nagonki medialnej rosła z miesiąca na miesiąc. Żadna z nich nie jest ani realna, prawidłowa czy odczytana w chwili zdarzenia. Biegli szacując prędkość dopuszczają się szeregu zaniedbań i manipulacji. Przyjmują błędne miejsce zderzenia.

Zdaniem Sebastiana M., Kia mogła jechać na tzw. kole dojazdowym, które z kolei mogło odpaść lub uszkodzić się. Dlatego samochód miał nagle zjechać na inny pas ruchu i znaleźć się przed BMW.

https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/miedzynarodowa-marka-modowa-dziala-juz-w-centrum-lodzi-zatrudnia-wielu-specjalistow-kogo-teraz-szuka/h1VJpKVSMRL9QVVSWZhC

W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa

Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1 w Łódzkiem. Według ustaleń prokuratury Sebastian M., kierujący sportowym BMW, miał pędzić z prędkością przekraczającą 250 km/godz., a według niektórych analiz choćby ponad 300 km/godz.

Śledczy twierdzą, iż mężczyzna uderzył w samochód marki Kia, którym podróżowała trzyosobowa rodzina z Myszkowa: rodzice Martyna i Patryk oraz ich 5-letni syn Oliwier. Po uderzeniu auto wpadło w bariery i stanęło w płomieniach. Wszyscy zginęli.

Sebastianowi M. Prokuratura Okręgowa w Katowicach zarzuca spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to do 8 lat więzienia.

Dołącz do kanału TuŁódź na WhatsAppie!

Idź do oryginalnego materiału