
fot. Vatican MediaTo bardzo niebezpieczny region, z warunkami trudnymi do ujarzmienia – mówi o powodzi w Nepalu podróżnik Tomasz Habdas.
Granica między chińskim Tybetem a Nepalem to miejsce szczególnie nieprzewidywalne i nikt nie jest w stanie przygotować się na takie kataklizmy – dodaje podróżnik.
(IAR)
Co najmniej 168 osób zginęło, a ponad 1300 jest zaginionych po katastrofalnej powodzi na pograniczu Nepalu i Chin. Gwałtowną falę wody, błota i kamieni wywołało osunięcie się ogromnych mas lodu i skał w Himalajach. Żywioł zniszczył wsie, drogi i mosty, poważnie utrudniając akcję ratunkową – informuje Vatican News.
Najtragiczniejsza sytuacja jest po stronie nepalskiej. Władze mówią o co najmniej 165 ofiarach śmiertelnych i 826 osobach zaginionych. Po stronie tybetańskiej zginęły co najmniej trzy osoby, a 558 przez cały czas jest poszukiwanych. Wśród zaginionych są cudzoziemcy, w tym pielgrzymi zmierzający na górę Kailash, świętą dla wyznawców kilku religii azjatyckich.
Katastrofa zniszczyła dziesiątki mostów i około 40 kilometrów dróg. Nepalska armia wykorzystuje śmigłowce, by docierać do odciętych miejscowości i transportować rannych do Katmandu. Po chińskiej stronie w akcję ratunkową zaangażowano ponad 1500 osób.
Początkowo urządzenia amerykańskiej służby geologicznej USGS zarejestrowały sygnał przypominający trzęsienie ziemi. Późniejsze analizy wykazały jednak, iż jego źródłem było osunięcie ogromnych mas lodu i skał. Lawina runęła do doliny, powodując gwałtowny wzrost poziomu wody. W jednym z punktów na rzece Trishuli poziom wody podniósł się o około dziewięć metrów w ciągu zaledwie pół godziny.
Naukowcy wskazują, iż jednym z powodów rosnącego zagrożenia jest niestabilność lodowców w Himalajach. Tempo utraty lodu w regionie Hindukuszu i Himalajów podwoiło się w porównaniu z początkiem XXI wieku, między innymi w związku ze wzrostem temperatur. (Vatican News)













