Syn mojego byłego męża z nowego małżeństwa ciężko zachorował, a były poprosił mnie o pomoc finansową – odmówiłam i nie żałuję tej decyzji!

newskey24.com 2 godzin temu

Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa zachorował i były poprosił mnie o pieniądze. Powiedziałam mu stanowcze nie!, choć miał minę jakby zaraz miał się rozpuścić w łzach.

Mam 37 lat. Od dekady jestem uwolniona od stanu małżeńskiego. Mój były spójrzcie tylko na tę typową historię zdradził mnie z koleżanką z pracy, po czym zostawił mnie dla niej jak worek kartofli. Teraz mieszka z tą genialną wybranką swojego losu gdzieś pod Warszawą. Od rozwodu raczej staram się omijać go szerokim łukiem, więc nie mam pojęcia, co się w ich kurniku wyprawia.

Ta jego dama zyskała w bonusie dzieciątko, potem ślub wszystko według podręcznika Jak zacząć nowe życie, raniąc innych po drodze. Ja wybrałam święty spokój i kawę z ekspresu. W sumie nie narzekam dobre stanowisko w firmie, pensja w złotówkach jak marzenie. A tu tydzień temu, ni z gruszki, ni z pietruszki, przyjeżdża do mnie moim starym autem, bo ze swoim już pewnie nie jeździ. W życiu się go nie spodziewałam autentyczna sensacja na osiedlu.

On zaczyna rozmowę pierwszy poważny jak urzędnik skarbówki. Jego syn, ten nowy model, zachorował na raka. Leczenie kosztuje tyle, co wakacje na Mazurach w sezonie, a może i więcej. On z żoną nie mają takich pieniędzy, więc zapukał do moich drzwi jak komornik.

Wiedział, iż mam trochę grosza po tym, jak sprzedałam mieszkanie babci w Gdańsku plotki gwałtownie się niosą. Gdy zaczął prosić, miałam ochotę się roześmiać. Jak mu fajnie, iż tak się wszystko dla niego układa akurat wtedy, gdy ja planuję nowy samochód i kurs na prawo jazdy (bo do tej pory jeździłam tramwajem).

Kwota, którą chcę wydać, to solidne pieniądze za dużo, by się z nimi rozstawać na czyjeś życzenie. Pomyślałam: ciekawe, czy gdybym to ja była chora, przyszedłby do mnie z kasą prędzej bym się doczekała czerwca w grudniu.

On na to, z dramatem w głosie: Czy zdajesz sobie sprawę, jak jesteśmy zdesperowani?! No jasne, przecież zawsze myślał tylko o swoich uczuciach. Jego żona zresztą też swojego czasu wymienili mnie na nowy model jak lodówkę. Przy rozwodzie wszystko dzieliliśmy po połowie choćby chciał, żebym oddała mu za mieszkanie, ale na szczęście miałam je jeszcze sprzed ślubu. Nieźle się wtedy wykłócał nieszczęście, jak z telenoweli.

A teraz znowu jest ten sam teatr, tylko miny inne. Mówił, iż pokaże mi dokumenty, jak nie wierzę. Szczerze? W ogóle nie mam ochoty się tym zajmować. choćby jeżeli będzie się zarzekał, iż mi oddadzą jakoś nie wierzę w ten cud. Rehabilitacja też droga wszystko niby jasne, a ja mam serce twarde jak piernik.

Zapytałam: A czemu nie pójdziesz do banku po kredyt? Powiedziałam mu wszystko prosto w twarz bez ceregieli. Zaczął krzyczeć, proponował choćby padnięcie na kolana, jakby to miało coś zmienić. Nie zamierzam go upokarzać po prostu nie lubię marnować czasu w ludzi, którzy już raz mnie wymienili na lepszy model. Zdradził mnie, więc niech teraz sam zapłaci za swoje decyzje. Odmaszerować!

Na odchodne rzucił, iż wróci, jak się uspokoję i przemyślę całą sprawę. Cóż nie ma nad czym myśleć.

Pewnie większość powiedziałaby, iż jestem wyrodna i nie mam sumienia. Ale ja wolę trzymać własne złotówki przy sobie. Po tej rozmowie trochę się poczułam, jakby mnie wrzucili pod tramwaj, ale nie dam się naciągnąć mogą wziąć to jako cenną lekcję na przyszłość i rachunek za własne występki.

Idź do oryginalnego materiału