Czy w Ontario wciąż można znaleźć złoto? Okazuje się, iż taką nadzieję mają setki pasjonatów, którzy z wykrywaczami metali przemierzają dawne szlaki prowadzące do kopalń.
Jednym z nich jest mój kolega – motocyklista i narciarz, który zamienił asfalt i stoki na lasy północnego Ontario.
Po blisko roku przerwy zapytałem go, co u niego słychać.
– Szukam złota – odpowiedział Wacek.
Przyznam, iż całkowicie mnie zaskoczył.
Opowiedział, iż kupił profesjonalny wykrywacz metali i zaczął odwiedzać miejsca, gdzie ponad sto lat temu działały kopalnie złota. Nie chodzi jednak o same kopalnie, ale o stare drogi, leśne ścieżki i miejsca, którymi codziennie przemieszczali się górnicy. To właśnie tam mogły zostać zgubione monety, narzędzia, a choćby niewielkie samorodki złota.
– To trochę jak zbieranie grzybów – śmieje się. – Większość wypraw kończy się bez większego odkrycia, ale wystarczy jeden dobry sygnał wykrywacza, żeby serce zaczęło bić szybciej.
Historia ukryta pod ziemią
Ontario od ponad wieku jest jednym z najważniejszych regionów wydobycia złota w Kanadzie. Wszystko zmieniło się w 1909 roku, gdy odkryto bogate złoża w rejonie Porcupine. Rozpoczęła się słynna Porcupine Gold Rush, która przyciągnęła tysiące poszukiwaczy z całej Ameryki Północnej.
W ciągu zaledwie kilku lat z leśnych obozów wyrosły miasta i kopalnie. Powstały legendarne kopalnie Dome, Hollinger i McIntyre, które przez dziesięciolecia należały do najbogatszych na świecie. Szacuje się, iż region Porcupine dostarczył ponad 67 milionów uncji złota, więcej niż jakikolwiek inny okręg złotonośny w Kanadzie.
Nie zabrakło również dramatycznych wydarzeń. W 1911 roku przez region przeszedł Great Porcupine Fire – ogromny pożar lasów, który zniszczył osady i kopalnie oraz pochłonął życie dziesiątek mieszkańców. Mimo tragedii kopalnie odbudowano, a wydobycie trwa tam do dziś.
Dawniej oczy, dziś elektronika
Ponad sto lat temu poszukiwacze nie mieli nowoczesnego sprzętu. Złota szukali, płucząc piasek w rzekach, rozbijając skały i wypatrując błyszczących żył kwarcu. Dzisiaj pomagają im wykrywacze metali, dokładne mapy historyczne oraz urządzenia GPS.
To właśnie dlatego wielu współczesnych pasjonatów wierzy, iż na terenach dawnych kopalń przez cały czas można znaleźć ślady gorączki złota – zgubione monety, stare narzędzia, a czasem choćby niewielkie samorodki.
Złoto wciąż rozpala wyobraźnię
Rosnąca wartość złota sprawia, iż zainteresowanie tym hobby stale rośnie. Jednak większość poszukiwaczy zgodnie podkreśla, iż nie chodzi przede wszystkim o pieniądze.
– Największą nagrodą jest sama przygoda – mówi mój kolega. – Każdy sygnał wykrywacza to tajemnica. Nigdy nie wiadomo, czy pod ziemią leży stary gwóźdź, moneta sprzed stu lat czy kawałek złota pozostawiony przez górnika z czasów Porcupine Gold Rush.
Patrząc na jego entuzjazm, trudno się nie zarazić tą pasją. Być może właśnie dlatego coraz więcej osób wybiera weekend nie w centrum handlowym, ale w lasach Ontario. Bo czasem największym skarbem nie jest samo złoto, ale emocje towarzyszące jego poszukiwaniu.
Michał Bogusławski










