— Przecież mnie nie kochałaś. Bez miłości za mnie wyszłaś. Teraz mnie zostawisz, kiedy zachorowałem… — Nie zostawię! – powiedziała Maria i przytuliła Igora. – Jesteś najlepszym mężczyzną! Nigdy cię nie opuszczę… Igor nie mógł uwierzyć, iż to prawda. Miał zły nastrój… Maria była mężatką przez dwadzieścia pięć lat, a przez te wszystkie lata przez cały czas podobała się mężczyznom. Już w młodości była najbardziej rozchwytywaną dziewczyną. I nie tylko w młodości! W podstawówce chyba wszyscy chłopcy biegali właśnie za Marią. A przecież nie była klasyczną pięknością. Mimo to nie rozwiodła się z mężem, mimo iż był bardzo trudnym człowiekiem. Nie, Maria przeżyła z Władkiem do jego śmierci. Wychowali córkę, wydali ją za mąż. Młody zięć zabrał Darię do Włoch, teraz wysyłali piękne zdjęcia i zapraszali w gości. Władek jednak nie pojechał… Może Maria kiedyś pojedzie. A Władka już nie ma. Mąż Marii zginął w wypadku samochodowym. Tak bezsensownie… później powiedziano jej, iż być może poczuł się źle za kierownicą. Złapało go serce, spanikował, stracił panowanie nad autem. — Może zasłabł? – domyślała się Maria. — I tak już się nie dowiemy – westchnęła przyjaciółka, lekarka. – Przyczyna: rozległe obrażenia, nie do pogodzenia z życiem. Maria była w szoku. Przyjaciółka Lena pomogła wszystko załatwić. Ona też znała szczegóły z medycznych źródeł. Władka pochowali i Maria została sama w dużym domu, który razem z mężem budowali przez całe życie. Dla jednej osoby… dla kobiety – za duży, a do tego ciężar. Dom to dom. Tu przyda się męska ręka… Daria przyjechała na pożegnanie z ojcem. Zaczęła rozmowę o sprzedaży domu, kupnie mieszkania i ewentualnej przeprowadzce mamy do nich. — O nie! – wykrzyknęła Maria. – Nie po to ten dom budowałam, żeby sprzedawać. I do tej waszej Italii wcale mi się nie spieszy. Widziałam już tę waszą Italię… — Mamo! — Oj, naiwna jesteś, Darciu – uśmiechnęła się Maria przez łzy. – Tylko żartuję. — No to, skoro żartujesz, może nie jest tak źle. Nic nie było jednoznaczne. Tak jak nie był jednoznaczny sam nieboszczyk. Z jednej strony Władek był troskliwym i kochającym mężem. Z drugiej strony – człowiekiem humorów. Potrafił wyssać z Marii wszystkie nerwy, gdy miał zły dzień. Potem żałował, przepraszał, ale Maria łatwo przechodziła nad tym do porządku dziennego. Tak żyli dwadzieścia pięć lat! Można oszaleć… Daria pobyła i wyjechała – mąż dużo pracował, więc śpieszyła się do domu podtrzymywać ognisko domowe. Maria została sama. Choć wiedziała, iż to długo nie potrwa. Tak i było. Posmutniała kilka miesięcy, a kiedy otarła łzy, okazało się, iż wokół już zebrała się mała drużyna adoratorów. choćby mama Marii kiedyś się dziwiła, iż córka ciągle taka rozchwytywana. — I co oni w tobie widzą? Rzędami padają! Ani z ciebie piękność… czy ja czegoś nie rozumiem? — Jesteś dobra, mamo – śmiała się Maria, malując usta. – Uroda nic nie znaczy. Kobieta powinna mieć to coś – czar i charyzmę. — Idź już, kobieto, bo kawaler się znudzi i sobie pójdzie. — Inny przyjdzie – wzruszała ramionami Maria. I minęło prawie trzydzieści lat od tamtej rozmowy z mamą, a nic się nie zmieniło. Kobiety narzekają, iż po czterdziestce nie ma wolnych mężczyzn. Maria tego problemu nie rozumiała – w wieku czterdziestu sześciu lat miała aż dwóch kandydatów i obaj dobrzy. Serce Marii ciągnęło się do Darka – bardzo jej się podobał, był przystojny i zaradny, rozmowę z nim można było prowadzić godzinami. Ale mistrzem był jedynie w rozmowach. Maria polubiła go przez uszy, ale wiedziała – to nie mężczyzna do codziennego życia. Drugi kandydat, Igor, był prostym, konkretnym chłopem. Taki, co na święta może wypić beczkę, ale wszystko mu w rękach gra i się pali. Złota rączka, porządny charakter, choć z charakterem. Z żoną łagodny jak baranek, ale jak trzeba – góry przeniesie. Paradoksalnie, Igor bardziej Marii się nie podobał – cóż, kobieca logika! Nie mówił pięknych słówek, był milczkiem, ale jak wypił trochę – wtedy potrafił opowiadać historie, żartować, rozruszać towarzystwo. Pić też potrafił sporo, ale na drugi dzień był już w formie – polewał się zimną wodą i działał dalej, konkretny, solidny. Maria wybrała Igora. Darek się obraził, iż jego słodkie słowa nie podziałały, i zniknął. Maria wyszła za Igora, z czego był wniebowzięty. Na weselu wypił za dużo, śpiewał i tańczył do upadłego. — Idziesz jak burza! – śmiała się Lena. – Minął ledwo rok po śmierci Władka, a ty już za mąż idziesz. Nic się nie zmienia! Inne babki szukają chłopa świeczką w biały dzień, a ty tylko z domu wyjdziesz i już masz! — Tylko nie mów, iż „co oni w tobie widzą? Przecież nie jesteś choćby piękna!” — No… nie powiem. Ale zawsze byłaś jakaś podejrzanie rozchwytywana, to fakt. — Nie wiem, Leno, co oni we mnie widzą. Pogadaj o tym z moją mamą. Maria mrugnęła do przyjaciółki i poszła tańczyć z mężem. Tańczyła, rozganiając w głowie resztki wątpliwości. No i co, iż Igor jest prosty? Ale jaki silny. I złota rączka. A i do twarzy mu jeszcze całkiem nieźle. Poza tym większość czasu siedzi cicho – może to i lepiej. A jakby wybrała Darka, to co? Z pięknych słów zupy się nie ugotuje. Po kilku miesiącach Igor zmienił ogród Marii w bajkowy sad. Usunął zbędne drzewa. Ziemię wyrównał, zrobił rabatki, postawił altankę. W domu czuć było męską rękę. Maria wybrała sobie męża idealnie. Przy tym Igor zarabiał pieniądze, ciągle starał się sprawić Marii przyjemność prezentami. Maria porównywała krótki czas nowego małżeństwa z dwudziestoma pięcioma latami z Władkiem i szczerze żałowała, iż nie poznała Igora wcześniej. Złoty człowiek! Latem razem wieczorami grillowali w altanie, gdzie Igor postawił piękny, drewniany stół i ławki. Maria, najedzona, mrużyła oczy jak zadowolony kot. Igor uśmiechał się do niej. — O co chodzi, Igorze? — Nic takiego. Cieszę się. Pierwsza żona Igora była nudziarą, już nie wierzył, iż spotka tak wspaniałą kobietę. Byli szczęśliwi przez cztery lata, aż Igor zaczął gorzej się czuć. Męczył się szybko, chudł bez powodu. Kiedy wypił – a czasem lubił – czuł się jeszcze gorzej. — Igorze, idź do lekarza! – alarmowała Maria. – Co zwlekasz? Coś jest nie tak! — Przestań, Marysia, samo przejdzie! — Co to za średniowiecze? A jak nie przejdzie? Jak większość facetów boi się lekarzy? — Nie. Igor nie chciał powiedzieć, czego się boi. Bał się tylko jednego – iż jeżeli jest poważnie chory, Maria go zostawi. Nie będzie z chorym facetem. Wiedział, iż Maria wyszła za niego trochę z rozsądku, nie z wielkiej miłości. Ale on ją naprawdę kochał! Wbrew wszystkiemu. Zobaczył kiedyś zagubioną kobietę w sklepie, która nie mogła znaleźć portfela w torebce – i od razu się zakochał. Miała w sobie coś niezwykle rozczulającego. Od razu chciał ją wziąć w ramiona i chronić całe życie. choćby mama Igora powiedziała: — Synku, twoje życie… ale co ty w niej widzisz? Nie piękna, nie młoda. Ty jeszcze atrakcyjny. Każda młoda by za tobą poszła! Igor nie chciał nikogo oprócz Marii. Ale jeżeli zachoruje, czy Maria będzie go jeszcze chciała? Nie udało jej się go namówić na lekarza. Przyszedł sobotni wieczór, wpadli w gości Lena z mężem Borysem. Igor z Borysem grillowali, pili piwo. W kuchni Lena zapytała Marię: — Igor chory, czy co? — Sama nie wiem! – zdenerwowała się Maria. – Błagam go, żeby poszedł do lekarza. Ty jesteś lekarzem, co sądzisz? Igor jest chory? — No… wygląda gorzej, schudł, a jego skóra jest jakby żółtawa. — O Boże! Lena, przekonaj go, żeby poszedł do lekarza! Może ciebie posłucha? Lena spojrzała uważnie na Marię. — Marysiu… ty go kochasz? Pamiętam twoje wahania… Maria zacisnęła usta i nie odpowiedziała. Ale Lena nie zdążyła przekonać Igora – Igor zasłabł przy stole. Wezwali karetkę. Maria pojechała z mężem. Nie odzyskał przytomności. Trzymała go za rękę i modliła się. Zaraz go operowano. — Nowotwór wątroby. — Rak?! – przeraziła się Maria. — Czekamy na wyniki badań. Okazało się, iż to łagodny guz, ale już spory, kiedy Igor trafił do szpitala. Lekarze zakazali mu niemal wszystkiego, uprzedzili, iż powrót do zdrowia potrwa długo. I nie wiadomo, czy wróci do formy. Igor był załamany. W szpitalu odwiedziła go mama. Maria była w pracy, mama przyszła w dzień, przyniosła jedzenie z dozwolonego menu – a lista była bardzo krótka. — Syneczku, nie poznaję cię! – powiedziała pani Teresa. – Co się dzieje? Przecież żyjesz, to nie rak. Powinieneś się cieszyć, a ty taki smutny. Masz, zjedz kotleciki na parze. — Nie chcę jeść. — A powinieneś! O co chodzi? Maria przychodzi w ogóle? — Przychodzi… na razie – odparł Igor. — Co? Myślisz, iż cię zostawi? To głupia by była! — Ja już po wszystkim, do niczego się nie nadaję! choćby pracować nie mogę. Mam 50 lat, a jestem kaleką. Komu potrzebny kaleka? — Co się tu dzieje? – Maria weszła do sali. – Krzyki na cały oddział. Dzień dobry, Pani Tereso! — To chyba już pójdę. Cześć, Mario, trzymajcie się. — Co się stało? Mama machnęła ręką i wyszła. Maria umyła ręce i podeszła do łóżka męża. — No czemu taki zły, „kaleko”? Ręce, nogi są. Jaki z ciebie kaleka? Reszta się zagoi. Wiesz, co przeczytałam o wątrobie? — Co? — Że to jedyny narząd, który się regeneruje. jeżeli zostało ponad 50% wątroby – odrośnie! A tobie zostało 60%! Daj jej czas, wszystko będzie dobrze! — Ale czy ja jeszcze mam czas? — Co? – Maria nie zrozumiała. — Czas. — Igorze, czy coś mi ukrywasz? Lekarze mi czegoś nie mówią? — Nie o to mi chodzi… Igora wypisali do domu. Zaczęło się najgorsze – po każdej pracy od razu padał ze zmęczenia. To bolało go najmocniej. A zbliżały się jego urodziny, które teraz napawały go smutkiem – nic nie może zjeść, pić nie wolno. Co za radość! Maria wydawała się nie zauważać, iż Igor gwałtownie się męczy; z entuzjazmem jadła dietetyczne dania razem z nim. — Marysiu… – w końcu się odważył. – Powiedz, co z nami będzie? — W jakim sensie? – nie zrozumiała. — No… Powoli dochodzę do zdrowia. Zostawisz mnie, prawda? Powiedz lepiej teraz. — Dlaczego miałabym? Jest mi z tobą bardzo dobrze. — Tak było, póki wszystko robiłem i mogłem pracować. A teraz co dobrego? choćby mi samemu źle ze sobą. — Bez sensu! Bierz się w garść! — Staram się! Ale co to, dwa razy młotkiem stuknę i już leżę jak pies. Maria podeszła, objęła go od tyłu i przytuliła policzkiem do jego karku. — Kocham cię. Nigdy cię nie zostawię. A z rekonwalescencją się nie spiesz. Wszystko w swoim czasie. — Kochasz? Serio? — Serio, serio. Maria nie opuszcza Igora. Powoli, ale wraca do zdrowia. Na urodziny Maria zrobiła imprezę bez mocnych trunków, żeby nie czuł się samotny. Przyszło kilku znajomych, posiedzieli w altanie, pograli w planszówki. — Masz szczęście z żoną, Igorze – powiedzieli koledzy na pożegnanie. — Pewnie pójdziecie teraz pić za moje zdrowie? – zażartował. Pośmiali się i rozeszli. Wieczorem Maria i Igor siedzieli na ganku, patrzyli w gwiazdy. Szczęśliwi. Tego wieczoru Igor po raz pierwszy od miesięcy poczuł się naprawdę lepiej. Uwierzył, iż dochodzi do siebie. I iż żona rzeczywiście go nie zostawi. Przytulił Marię mocniej. — O co chodzi, Igorze? — Wszystko dobrze! – odpowiedział. — No nareszcie – uśmiechnęła się Maria i pocałowała go w policzek. Byli szczęśliwi…

newskey24.com 9 godzin temu

Przecież mnie nigdy nie kochałaś. Bez miłości wyszłaś za mnie za mąż. A teraz mnie zostawisz, kiedy zachorowałem…

Nigdzie cię nie zostawię! powiedziała z przekonaniem Mariola, obejmując Grzegorza. Jesteś najlepszym facetem! Za nic cię nie zostawię…

Grzegorz nie potrafił w to uwierzyć. Humor miał z tych raczej listopadowych.

Mariola była mężatką przez dwadzieścia pięć lat, a przez cały ten czas nie przestawała się podobać mężczyznom. Już jako nastolatka królowała w okolicy nie była klasyczną pięknością, ale chłopakom jakoś to nie przeszkadzało.

Zresztą, w podstawówce prawie wszyscy chłopcy ganiali właśnie za Mariolą. A przecież do miss nie należała.

Nie rozwiodła się z mężem, choć był postacią mocno… kontrowersyjną.

Nie, Mariola wytrwała z Waldemarem aż do końca jego dni. Córkę wychowali, wydali za mąż. Jej zięć, młody Michał, zabrał Darię do Mediolanu, teraz przysyłają Marioli ładne zdjęcia i zapraszają ją w odwiedziny. Ale jakoś z Waldkiem nigdy nie zdecydowali się tam wybrać Może teraz się kiedyś wybierze. Waldka już nie ma.

Mąż Marioli zginął w wypadku samochodowym. Tak zupełnie bez sensu. Potem tylko Marioli powiedzieli, iż prawdopodobnie po prostu źle się poczuł za kierownicą. Serce, stracił panowanie, rozbił się.

Może stracił przytomność? zgadywała Mariola.

Już się tego nie dowiemy westchnęła jej przyjaciółka, lekarka Kasia. Oficjalna przyczyna: liczne obrażenia nie do pogodzenia z życiem.

Mariola była w szoku. Dobrze, iż była przy niej przyjaciółka wszystko pomogła zorganizować.

Waldka pochowali i została Mariola sama w dużym domu, który budowali z mężem przez całe życie.

No niby dla dwóch osób, a jak goście wpadli, to wcale nie taki wielki. Ale dla jednej… zwłaszcza kobiety to był już kloc, a czasem i przekleństwo.

Dom to dom. Tu czasem trzeba męskiej ręki.

Daria przyjechała na pogrzeb ojca. Z miejsca zaczęła rozmowę o sprzedaży domu, zakupie mieszkania i możliwym przeprowadzce Marioli do Włoch.

O nie! Mariola aż aż podskoczyła. Ten dom to moje dziecko. Po to go budowałam, żeby sprzedać? I na waszą Italię nie chcę jechać. Wiem, jak tam jest…

Mamo!

Oj, naiwna ty jesteś, Dariu! Mariola uśmiechnęła się przez łzy. Przecież żartuję.

No jak żartujesz, to nie jest źle.

Wszystko było tak samo pogmatwane jak świętej pamięci Waldek. Z jednej strony był kochającym, troskliwym mężem.

Z drugiej człowiekiem humoru. Potrafił wykończyć Mariolę swoimi fochami, a później kajal się i przepraszał. Ona była dość wyluzowana nie roztrząsała takich rzeczy. I tak przeżyli wspólnie ćwierć wieku! Nic tylko trafić do psychiatry…

Daria spędziła z matką trochę czasu, ale musiała wracać do pracy i rodziny. Znowu została Mariola sama.

Ale dobrze wiedziała, iż nie na długo.

Tak też było. Po pół roku pocierpiała i jak tylko wytarła łzy, zauważyła, iż wokół pojawiła się gromadka panów-adoratorów.

Nawet mama Marioli dziwiła się kiedyś, skąd ta popularność córki.

Co oni w tobie widzą? Normalnie leżą u twoich stóp! A nie jesteś choćby ładna chyba coś ze mną nie tak dziwiła się pani Janina.

Dobrze mówisz, mamo, uroda to pikuś. Kobieta ma być czarująca, mieć coś w sobie, urok!

Idźż już, kobieto, zanim twój kawaler się rozmyśli! śmiała się mama.

Przyjdzie inny Mariola wzruszała ramionami.

Od tej rozmowy minęło prawie trzydzieści lat. I w zasadzie kilka się zmieniło. Wszystkie baby narzekają, iż po czterdziestce na rynku sami dziwni faceci. A u Marioli na 46. urodziny już dwóch kandydatów się pojawiło, obaj niezgorsi!

Sercem Mariola ciągnęła do Damiana. Wysoki, elokwentny, człowiek z klasą. A i przystojny z nim można było i do ludzi wyjść bez wstydu, i pogadać.

Ale Damian najlepiej wypadał w gadaniu. Mariola go pokochała chyba uszami, ale po tylu latach życia wiedziała to nie jest facet do codziennego życia i wielkiego domu.

Za to drugi kandydat, Grzegorz, był typem solidnego chłopa. Potrafił wypić na imprezie, ale i zrobić, i naprawić wszystko, czego się tknął. Złota rączka, łagodny, ale i z charakterem.

W domu taki facet był cichy jak myszka, ale jak trzeba umiał wszystko załatwić. Sęk w tym, iż Marioli podobał się mniej takie kobiece paradoksy. Mało mówił, a jak już, to raczej po kielichu.

Wypić, tak, potrafił sporo, ale na drugi dzień już biegał jak nowo narodzony. W końcu to Grzegorza Mariola wybrała.

Damian się obraził, iż jego krasomóstwo nic nie dało i zniknął z pola widzenia.

Mariola wyszła za Grzegorza, a on na samą myśl o niej był szczęśliwy jak dzieciak. Na weselu przesadził z trunkami, śpiewał i tańczył do upadłego.

No niezła jesteś, Mariola śmiała się Kasia. Ledwie rok po śmierci Waldemara, a ty już masz nowe życie! Kobiety szukają faceta za dnia z latarką, a ty tylko wyjdziesz z domu i już ustawka pod klatką.

No powiedz jeszcze, iż co oni we mnie widzą, bo nie jestem miss…

Nie powiem! Ale to, iż zawsze miałaś powodzenie, to fakt.

Nie wiem, Kasiu, pogadaj z moją mamą na ten temat!

Puściła jej oczko i dała się porwać do tańca przez męża właśnie po nią przyszedł. Tańczyła, odpędzając w myślach wątpliwości.

Cóż z tego, iż Grzegorz prostolinijny? Ale jaki silny! I jaki zaradny! A z wyglądu jeszcze całkiem niczego. Że mało mówi? Czasem to lepiej.

Bo z gładkich słówek zupy się nie ugotuje, jak mawiała babcia!

Kilka miesięcy później Grzegorz przemienił działkę Marioli w bajkowy ogród. Wyciął stare drzewa, zrobił rabaty, postawił altankę, wszystko po męsku, porządnie.

Przy tym jeszcze pieniądze zarabiał i kupował Marioli prezenty.

Porównała swoje nowe, krótkie małżeństwo do 25 lat z Waldkiem i szczerze żałowała, iż wcześniej nie poznała Grzegorza. Skarb, nie facet!

Latem wieczorami smażyli na grillu, ucztowali w altance, gdzie Grzegorz postawił piękny stół z ławkami.

Najedzona Mariola przymykała oczy jak wygrzany w słońcu kocur, a Grzegorz patrzył na nią i się uśmiechał.

O co chodzi, Grzesiu?

A tak sobie, cieszę się.

Jego pierwsza żona była marudą. Już miał stracić wiarę, iż pozna jeszcze kogoś wyjątkowego.

Byli szczęśliwi przez cztery lata. I nagle Grzegorz zaczął się dziwnie czuć. gwałtownie się męczył, zaczął chudnąć bez powodu. A już gdy sobie popił od razu było kiepsko.

Grzegorz, do lekarza z tym marsz! włączył się alarm Mariola. Nie żartuję!

Phi, samo przejdzie, nie przesadzaj, Mariolciu.

Koń średniowiecza! Chcesz z tego wyjść jak reszta facetów, co to do lekarza nie chodzą?

Ale ja się nie boję.

Nie powiedział jednak, czego się boi. A bał się jednego iż jak naprawdę jest ciężko chory, to Mariola go zostawi. Bo kto by chciał być z chorym starym dziadem? On ją bardzo kochał, mimo iż wiedział, iż ona chyba wyszła za niego raczej rozsądkowo niż z wielkiej miłości.

Ale zakochał się od pierwszego wejrzenia, kiedy zobaczył w sklepie Mariolę zagubioną, szukającą w torebce portmonetki. Już wtedy chciał ją wziąć pod opiekę.

Nawet jego mama, gdy zobaczyła synową, mówiła z tajemniczym uśmiechem:

Synku, to twoje życie, ale co ty w niej widzisz? Przecież nie młoda, nie miss. Każda inna by za tobą chodziła.

Grzegorz nikogo innego nie potrzebował poza Mariolą. Ale co, jeżeli Mariola nie będzie potrzebować jego, gdy zabraknie zdrowia?

Do lekarza Grzegorz się nie dał zaciągnąć. Przyszedł sobotni wieczór, goście Kasia i jej mąż Borys. Grzegorz i Borys grillowali i pili piwo, a Mariola z Kasią krzątały się w kuchni.

Grzegorz chory, co? zagadnęła Kasia.

Sama nie wiem! wyrzuciła z siebie Mariola. Proszę, żeby poszedł do lekarza, ale nie i już! Ty jesteś lekarzem, powiedz, czy wygląda zdrowo?

No trochę schudł i wydaje mi się, iż ma żółtawy odcień skóry

O rany! Kasiu, może ty go namówisz? Jesteś specjalistką, on cię wysłucha.

Kasia spojrzała na przyjaciółkę.

Mariolu ty go tak naprawdę kochasz? Pamiętam, jak jeszcze miałaś wątpliwości

Mariola nie odpowiedziała, tylko przygryzła wargę.

Kasia jednak nie zdążyła nic zdziałać Grzegorz zasłabł przy stole. Wezwano karetkę. Mariola pojechała z nim do szpitala, trzymała go za dłoń i modliła się.

Od razu został zoperowany.

Guz wątroby.

Rak?! przestraszyła się Mariola.

Na wyniki próbki czekamy powiedzieli lekarze.

Na szczęście guz okazał się łagodny, choć spory i Grzegorz nieźle się nacierpiał, zanim się o tym dowiedział.

Lekarze zakazali mu prawie wszystkiego i ostrzegli, iż rekonwalescencja potrwa długo, a może w ogóle już nie wróci do dawnej formy.

Grzegorz całkowicie się załamał. W szpitalu odwiedziła go mama.

Mariola była w pracy, więc pani Janina przyszła w dzień, przyniosła mu ulubione kotleciki na parze (te, które można było jeść a lista była krótka!).

Synu, nie poznaję cię! powiedziała mama. Leżysz tu jak zmokła kura, powinieneś się cieszyć raka nie masz! Jedz, bo przynajmniej do tego cię przekonam.

Nie jestem głodny…

Musisz! Przychodzi do ciebie Mariola?

Przychodzi… póki co westchnął Grzegorz.

Myślisz, iż cię zostawi? Głupi by był, kto by cię zostawił rzekła mama.

Jestem wrakiem, nie wolno mi się przemęczać, pracować, pić tylko patrzeć na ścianę. Latem kończę pięćdziesiątkę, a już inwalida! Kto takiego chce?

Wtedy do sali weszła Mariola.

Co tu się dzieje? Na cały oddział was słychać! Dzień dobry, pani Janino!

To ja może pójdę, miłego dnia, Mariuszku tfu, Grzesiu! poprawiła się mama speszona.

O co chodziło? zapytała Mariola, podchodząc do łóżka niepocieszonego męża.

A nic, inwalidą mnie nazwali. Co to za inwalida, skoro ręce i nogi na miejscu? A wiesz, co przeczytałam o wątrobie?

Co takiego?

Że to jedyny organ, co się sam regeneruje. Jak zostaje 51%, to odbuduje się! A ty masz 60%. Dasz radę, tylko czasu potrzeba!

Tylko czy mam ten czas…?

Co? nie zrozumiała.

No, czas. Czy mi wystarczy?

Grzegorz, powiedz mi prawdę, coś przede mną ukrywasz? Kazałeś lekarzom coś zataić?

Nie, to nie to…

W końcu wypisali Grzegorza do domu. Zaczął się najgorszy okres: dwie razy machnie młotkiem, siada jak dziadek, nie ma już tej krzepy. Najbardziej go to dołowało.

A przed nim był jubileusz, który teraz nie cieszył ani trochę. Żadnego żurku, żadnego schabowego, choćby o wódce mógł zapomnieć.

Mariola zachowywała się, jakby nie widziała jego niemocy, zjadała razem z nim dietetyczne obiady, jeszcze chwialiła, jak dobrze wszystko smakuje.

Mariolu zebrał się w końcu na odwagę. No powiedz, co teraz z nami będzie?

W jakim sensie?

No ja się tak opornie leczę. Rzucisz mnie, prawda? Łatwiej powiedzieć wcześniej.

Czemu niby mam cię rzucić? Dobrze mi z tobą, po prostu.

Bo było ci dobrze, jak wszystko robiłem i pracowałem. A teraz co ze mnie za pożytek?

A wiesz, wcale nie o to chodzi. Dasz radę, tylko musisz się wziąć w garść!

Chcę, ale dwa uderzenia młotkiem i padam.

Mariola podeszła, objęła go od tyłu i przytuliła policzek do jego szyi.

Kocham cię i nigdy cię nie zostawię. Niech wszystko idzie swoim tempem. Dasz radę.

Naprawdę mnie kochasz?

Na sto procent!

Mariola nie rzuciła Grzegorza. Powoli, ale dochodził do siebie.

Urodziny zorganizowała mu bez żadnych mocnych trunków, żeby mu nie było żal samotnego picia.

Przyszło kilku przyjaciół, posiedzieli w altance, pograli w planszówki.

Szczęściarz z ciebie, Grzechu powiedzieli, wychodząc.

Teraz to pewnie pójdziecie i chlapniecie za moje zdrowie, co? zgryźliwie zażartował.

Pośmiali się i poszli do domu. Wieczorem Mariola z Grzegorzem siedzieli na ganku, patrzyli w gwiazdy. Byli szczęśliwi. Tego wieczoru Grzegorz pierwszy raz od miesięcy poczuł się lepiej.

Uwierzył, iż się odbuduje. I iż żona naprawdę go nie zostawi. Objął Mariolę mocniej.

Co się stało, Grzesiu?

Wszystko dobrze! powiedział z ulgą.

No nareszcie zażartowała Mariola i pocałowała go w policzek.

Byli szczęśliwi…

jeżeli chcecie czytać jeszcze więcej naszych historii zostawcie komentarz i nie zapomnijcie o lajku. To daje nam kopa do pisania dalej!

Idź do oryginalnego materiału