Miał 18 lat, gdy stracił obie ręce na farmie. Żeby zadzwonić po pomoc, ołówek trzymał w zębach

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Wał maszyny wyrwał mu obie ręce

John Wayne Thompson był uczniem ostatniej klasy szkoły średniej i mieszkał z rodzicami, Larrym i Karen Thompsonami, na rodzinnej farmie w pobliżu Hurdsfield. Tamtego zimowego dnia pracował sam. Zajmował się przenoszeniem paszy przy pomocy urządzenia napędzanego wałem odbioru mocy ciągnika. Nie był formalnie zatrudnionym pracownikiem gospodarstwa - wykonywał obowiązki, których ojciec oczekiwał od niego jako od członka rodziny. Na ziemi leżał lód. Thompson poślizgnął się w pobliżu pracującej maszyny, a jego ubranie zostało pochwycone przez gwałtownie obracający się wał. Materiał zaczął nawijać się na metalowy element, a wraz z nim ciało 18-latka. Siła urządzenia była tak duża, iż obie ręce zostały oderwane tuż poniżej barków. Sam John został odrzucony kilka metrów dalej. Przez pewien czas był nieprzytomny. Kiedy odzyskał świadomość, zobaczył, iż nie ma obu rąk. W domu nie było nikogo, kto mógłby natychmiast zareagować. Najbliższa pomoc znajdowała się poza gospodarstwem, a nastolatek gwałtownie tracił krew. Mimo obrażeń podniósł się i ruszył w stronę domu, odległego ponad 90 metrów. Do budynku musiał dostać się bez użycia dłoni. Klamkę i gałki drzwiowe obracał ustami, a jedne z drzwi otworzył, pomagając sobie nogą. W środku dotarł do telefonu. Nie wybrał numeru alarmowego, jak później często upraszczano tę historię. Trzymając ołówek w zębach, wystukał numer swojej kuzynki Tammy. Kiedy powiedział jej, iż stracił obie ręce i potrzebuje pomocy, początkowo trudno było jej uwierzyć, iż mówi poważnie. Dopiero potem zawiadomiono miejscowych ratowników. Następnie John zrobił coś, co stało się jednym z najbardziej zapamiętanych szczegółów tej historii. Wszedł do łazienki i usiadł w wannie. Później wyjaśniał, iż nie chciał zabrudzić krwią dywanu w domu. W czasie oczekiwania na pomoc pozostawał przytomny i był w stanie rozmawiać z osobami, które do niego dotarły.

Na ratunek

Ocalenie Thompsona zależało nie tylko od tego, iż sam zdołał dotrzeć do telefonu, ale również od szybkiego zabezpieczenia oderwanych kończyn i przewiezienia go wraz z nimi do lekarzy. Najpierw trafił do szpitala w Harvey w Dakocie Północnej. Pomimo ogromnej utraty krwi był świadomy i odpowiadał na pytania personelu. Lekarze zwracali później uwagę na jeszcze jeden niezwykły element. Uszkodzone tętnice częściowo zacisnęły się samoistnie, co ograniczyło krwawienie i dało 18-latkowi czas, którego mógłby inaczej nie mieć. przez cały czas jednak jego stan był bardzo poważny. niedługo podjęto decyzję o przetransportowaniu go do North Memorial Medical Center w rejonie Minneapolis, gdzie czekali specjaliści mogący podjąć próbę przyszycia obu rąk.

W North Memorial rozpoczęła się operacja, której powodzenie nie było przesądzone. Zabieg trwał około sześciu godzin. W zespole uczestniczyli m.in. chirurdzy plastyczni Allen Van Beek i J. Bart Muldowney. Trzeba było odtworzyć połączenia kości, mięśni, naczyń krwionośnych i nerwów w obu kończynach. Po operacji najważniejsze było utrzymanie krążenia i niedopuszczenie do zakażenia. Już kilka dni później lekarze informowali, iż przepływ krwi w przyszytych rękach jest dobry. Nie potrafili jednak powiedzieć, czy John odzyska czucie ani czy będzie kiedykolwiek w stanie poruszać dłońmi. Regeneracja nerwów miała potrwać wiele miesięcy, a przed nastolatkiem były kolejne zabiegi i długa rehabilitacja. Sam pacjent od początku próbował zachować optymizm. 25 lutego 1992 roku, po około sześciu tygodniach leczenia, Thompson mógł opuścić szpital. Potrafił już samodzielnie jeść i wykonywać część podstawowych czynności, choć ręce przez cały czas były zabezpieczone, a lekarze nie wiedzieli, jak wiele sprawności uda się odzyskać. Wracając do Dakoty Północnej, 18-latek podsumował swój pobyt w szpitalu krótkim żartem: przyjechał tam "w trzech kawałkach", a wracał w jednym. Wypadek był jednak dopiero początkiem historii Johna Thompsona. Gdy wrócił do domu, czekały go kolejne operacje, nauka wykonywania najprostszych czynności od początku i zainteresowanie mediów, na które nie był przygotowany. Z anonimowego ucznia z małej miejscowości w ciągu kilku tygodni stał się człowiekiem rozpoznawalnym w całych Stanach Zjednoczonych.

Musiał nauczyć się korzystać z rąk od nowa

Powrót do domu 25 lutego 1992 roku nie oznaczał końca leczenia. John Thompson miał przed sobą kolejne zabiegi i długą rehabilitację, podczas której stopniowo uczył się korzystać z przyszytych kończyn. Lekarze od początku ostrzegali, iż samo przywrócenie krążenia nie gwarantuje pełnej sprawności. Nerwy potrzebowały czasu w regenerację, a mięśnie po ciężkim urazie nie działały tak jak wcześniej. 18-latek musiał od nowa opanowywać czynności, które przed wypadkiem wykonywał bez zastanowienia - jedzenie, ubieranie się czy chwytanie przedmiotów. Postępy przychodziły stopniowo. Thompson odzyskiwał możliwość wykonywania coraz większej liczby codziennych czynności, ale jego ręce nigdy nie wróciły do stanu sprzed wypadku. Po latach mówił, iż precyzyjne ruchy przez cały czas sprawiają mu trudność. Problemy nie ograniczały się też do samych kończyn. Wypadek i ogromna utrata krwi pozostawiły ślad w jego pamięci. Z części wydarzeń, które nastąpiły bezpośrednio po tragedii, zapamiętał niewiele. Mimo trwającego leczenia John wrócił do szkoły i ukończył ostatnią klasę. W maju 1992 roku ceremonia zakończenia nauki w niewielkiej miejscowości przestała być zwyczajnym szkolnym wydarzeniem. Historia nastolatka była już znana w całych Stanach Zjednoczonych, dlatego na miejscu pojawili się dziennikarze i ekipy telewizyjne. Kilka miesięcy wcześniej był uczniem pracującym po lekcjach na rodzinnej farmie. Teraz jego nazwisko znały miliony Amerykanów.

Bohater mediów

Zainteresowanie chłopakiem zaczęło się jeszcze podczas pobytu w szpitalu. John udzielał wywiadów, pojawiał się w programach telewizyjnych, a jego historię opisywały największe amerykańskie redakcje. Otrzymywał listy od ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkał, i zaproszenia na publiczne wydarzenia. Trafił choćby do Białego Domu. Dla młodego człowieka z Dakoty Północnej wszystko wydarzyło się niemal jednocześnie z rehabilitacją. Popularność miała jednak swoją cenę. Przez długi czas Thompson funkcjonował przede wszystkim jako chłopak, który przeżył niewiarygodny wypadek. Każdy wywiad wracał do styczniowego dnia na farmie, utraty rąk i sposobu, w jaki dotarł do telefonu. On sam próbował w tym czasie zbudować dorosłe życie i przyzwyczaić się do ciała, które po wypadku działało inaczej. Po latach przyznawał, iż za medialnym obrazem niezwykłego ocalenia kryły się problemy, z którymi trudno było poradzić sobie po zgaszeniu kamer. Jednym z nich była depresja. Thompson mówił później otwarcie o psychicznym ciężarze życia po wypadku i ograniczeniach, które towarzyszyły mu również długo po zakończeniu najbardziej intensywnej rehabilitacji. Nie wszystkie czynności, które wcześniej wykonywał automatycznie, odzyskał w pełni. Przez około 20 lat nie tankował sam samochodu. Zwykle robiła to za niego inna osoba, ponieważ obsługa pistoletu dystrybutora wydawała się mu zbyt trudna.

Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy znajomy rolnik namówił go, żeby spróbował. Thompson później wspominał tę pozornie zwyczajną sytuację jako istotny moment odzyskiwania samodzielności. Z czasem zaczął wykonywać również inne prace, których wcześniej unikał. Woził siano i obsługiwał maszyny sterowane joystickiem, dostosowując sposób pracy do ograniczonej sprawności dłoni. Dziesięć lat po wypadku opisał swoje doświadczenia w książce "Home in One Piece". Tytuł nawiązywał do niezwykłego finału tamtego dnia - mimo iż na farmie jego ciało zostało dosłownie rozdzielone, do domu i codziennego życia ostatecznie wrócił "w jednym kawałku". Publikacja nie była jednak opowieścią wyłącznie o kilku godzinach z 11 stycznia 1992 roku. Thompson pisał również o tym, co nastąpiło później: leczeniu, odzyskiwaniu niezależności oraz życiu z konsekwencjami urazu, których nie dało się usunąć jedną udaną operacją. Z czasem próbował budować karierę niezwiązaną z medialną sławą i pracował m.in. jako agent nieruchomości. Wypadek wciąż jednak pozostawał obecny w jego życiu. Nie tylko ze względu na sprawność rąk. Sprawa wróciła również na salę sądową, gdy Thompson rozpoczął wieloletni spór dotyczący odpowiedzialności za maszynę, która niemal odebrała mu życie.

Odszkodowanie miało wynosić miliony

Historia Johna Thompsona wróciła na salę sądową kilka lat po wypadku. W 1997 roku pozwał własnego ojca, Larry'ego Thompsona. Nie był to jednak rodzinny konflikt. Chodziło o możliwość uzyskania świadczenia z polisy gospodarstwa za skutki wypadku. W styczniu 1998 roku zapadł wyrok przyznający Johnowi 3 mln dolarów, czyli według obecnego kursu około 11,8 mln zł. Pieniądze miały jednak pochodzić wyłącznie od ubezpieczyciela lub podmiotów odpowiedzialnych za polisę, a nie z majątku jego ojca. Problemem okazały się warunki ubezpieczenia. Firma Center Mutual twierdziła, iż John mieszkał z rodzicami i jako członek ich gospodarstwa domowego podlegał wyłączeniu z ochrony. Rodzina próbowała wykazać, iż 18-latek pracował na farmie jako pracownik, co mogłoby uruchomić inne zapisy polisy. Sam John zeznał jednak, iż nie zawierał z ojcem umowy, nie nazywał go pracodawcą i wykonywał obowiązki tak jak inni młodzi ludzie dorastający na rodzinnych gospodarstwach. Sąd uznał ostatecznie, iż nie był formalnym pracownikiem. 31 października 2000 roku Sąd Najwyższy Dakoty Północnej podtrzymał rozstrzygnięcie korzystne dla ubezpieczyciela. Dla Thompsona oznaczało to, iż ogromna kwota widniejąca w wcześniejszym wyroku nie przełożyła się automatycznie na wypłatę. Sprawa pokazała też paradoks jego sytuacji. W chwili wypadku robił dokładnie to, czego oczekiwano od niego na rodzinnej farmie, ale w sporze o polisę właśnie rodzinny charakter tej pracy stał się jedną z przeszkód w uzyskaniu ochrony ubezpieczeniowej.

Sława nie rozwiązała jego problemów

Po latach okazało się, iż przeżycie wypadku było tylko początkiem znacznie dłuższej walki. John próbował różnych zajęć, przez kilka lat pracował jako agent nieruchomości i występował publicznie. Ograniczona sprawność dłoni potrafiła jednak utrudnić choćby proste zadania zawodowe. Podczas jednego z zimowych spotkań nie był w stanie prawidłowo utrzymać długopisu w nieogrzewanym domu i sporządzić dokumentów dla klienta. Z czasem zaczął też mówić o depresji i o tym, iż medialny obraz "cudownie uratowanego chłopaka" kilka miał wspólnego z codziennością po tak rozległym urazie. Nie zatrzymał jednak życia na wydarzeniach z 1992 roku. Uczył się nowych sposobów wykonywania zwykłych czynności, wracał do pracy przy sprzęcie rolniczym sterowanym joystickiem i coraz większą wagę przykładał do opowiadania innym o bezpieczeństwie. W 2026 roku, 34 lata po wypadku, Thompson przez cały czas mieszka w Dakocie Północnej. Jeździ do szkół i na spotkania poświęcone bezpieczeństwu w rolnictwie, szczególnie ostrzegając przed pracą przy wałach odbioru mocy bez odpowiednich osłon. Bierze też udział w działaniach wspierających krwiodawstwo oraz szkolenia ratowników. Jego historia przestała więc funkcjonować wyłącznie jako opowieść o niezwykłym ocaleniu. Stała się również ostrzeżeniem przed urządzeniem, które w gospodarstwach rolnych przez chwilę nieuwagi może zmienić życie człowieka na zawsze. Dziś Thompson nie przedstawia siebie jako człowieka, który "pokonał" wszystkie skutki wypadku. Jego ręce przez cały czas nie odzyskały pełnej sprawności, a część ograniczeń pozostała z nim na stałe. Mimo to prowadzi samodzielne życie i wraca do historii z 11 stycznia 1992 roku głównie wtedy, gdy może dzięki niej ostrzec innych. Po ponad trzech dekadach od dnia, w którym wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund, właśnie ten element stał się najtrwalszą częścią jego publicznej działalności.

Źródła:

https://www.deseret.com/1992/1/15/18962397/n-d-teenager-who-dialed-for-help-after-arms-were-severed-is-stable/

https://www.upi.com/amp/Archives/1992/02/07/Young-man-confident-upbeat-after-arms-reattached/8875697438800/

https://www.upi.com/amp/Archives/1992/02/25/Teenager-whose-arms-were-severed-in-accident-goes-home/6133698994000/

https://www.latimes.com/archives/la-xpm-1992-02-26-mn-2704-story.html

https://www.latimes.com/archives/la-xpm-1993-09-26-mn-39382-story.html

https://law.justia.com/cases/north-dakota/supreme-court/2000/20000118.html

https://www.startribune.com/john-thompson-survived-his-farm-accident-30-years-ago-surviving-his-fame-has-proven-harder/600177362

https://www.farmprogress.com/names-in-the-news/a-lesson-in-farm-safety-with-john-wayne-thompson

https://books.google.pl/books/about/Home_in_One_Piece.html?id=Yl4rfUZ73NMC&redir_esc=y

Idź do oryginalnego materiału