57-letni mężczyzna wyszedł na wolność 28 kwietnia po wpłacie 40 tys. zł. Zastosowano wobec niego dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju.
Jak ustalił „Fakt”, wiadomo już, kto wpłacił pieniądze. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu prok. Bartosz Kilian przekazał, iż były to „osoby dla niego najbliższe”. Więcej szczegółów śledczy nie ujawniają.
Prokuratura czeka na decyzję sąduDecyzja sądu o areszcie z możliwością wyjścia po wpłacie kaucji nie została zaakceptowana przez prokuraturę. Śledczy złożyli zażalenie, bo ich zdaniem tylko bezwzględny areszt pozwoli prawidłowo zabezpieczyć postępowanie. Sprawą ma zająć się Sąd Okręgowy w Sosnowcu.
Na razie jednak termin posiedzenia nie został wyznaczony. Prok. Bartosz Kilian powiedział „Faktowi”: „Sąd przez cały czas nie wyznaczył posiedzenia w przedmiocie zażalenia prokuratury”.
Podejrzany jest pod ochroną policjiPo wyjściu z aresztu 57-latek został objęty ochroną policyjną. Według prokuratury ma to związek z obawami o jego bezpieczeństwo oraz z napiętą atmosferą wokół sprawy. W mediach społecznościowych pojawiały się niepokojące wpisy i nieprawdziwe informacje, dlatego śledczy apelują, by nie działać na własną rękę.
Prok. Kilian przekazał, iż służby monitorują przestrzeń cyfrową, ale dotąd nie stwierdzono bezpośredniego zagrożenia wobec podejrzanego ani jego bliskich. Dodał też, iż w ramach tego śledztwa nie doszło do dodatkowych zatrzymań.
Co wydarzyło się 23 kwietnia?Do wypadku doszło 23 kwietnia po godz. 13 na ul. Kazimierzowskiej, między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem. Według dotychczasowych ustaleń 57-letni kierowca Mitsubishi Colt zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z jadącym z naprzeciwka rowerzystą. Rowerzystą był poseł Łukasz Litewka. Mimo reanimacji nie udało się uratować jego życia.
Kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Za taki czyn grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Według prokuratury mężczyzna przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale jego wyjaśnienia dotyczące przebiegu zdarzenia budzą wątpliwości śledczych.
Policja dementowała fałszywe informacjeSprawa od początku wywołała ogromne emocje, a w sieci pojawiło się wiele niepotwierdzonych doniesień. Policja podkreślała, iż kierowca nie był funkcjonariuszem policji, a poza nim nikogo w tej sprawie nie zatrzymano. Z dotychczasowych ustaleń nie wynika też, aby zdarzenie miało charakter umyślny.
Śląska policja apelowała, by nie rozpowszechniać dezinformacji, ponieważ może ona utrudniać prowadzenie postępowania. Funkcjonariusze przypomnieli, iż wiarygodnym źródłem informacji są organy prowadzące sprawę.
Łukasz Litewka był znany z działalności społecznejŁukasz Litewka miał 36 lat. Był posłem Lewicy z Sosnowca i osobą bardzo rozpoznawalną dzięki działalności społecznej. Jego inicjatywa TeamLitewka nagłaśniała zbiórki, wspierała leczenie dzieci, pomagała osobom poszkodowanym w wypadkach i angażowała się w ratowanie zwierząt.
Po jego śmierci wiele osób podkreślało, iż był politykiem, który potrafił przekraczać partyjne podziały i skupiać ludzi wokół konkretnych działań pomocowych.
Najważniejsze decyzje jeszcze przed sądemNa tym etapie sprawa koncentruje się nie tylko na wyjaśnieniu samego wypadku, ale też na decyzjach dotyczących środków zapobiegawczych wobec podejrzanego. Prokuratura chce, by 57-latek wrócił do aresztu, natomiast w tej chwili pozostaje on na wolności po wpłacie poręczenia, pod dozorem policji i z zakazem opuszczania kraju.
Dalszy bieg sprawy zależy od decyzji Sądu Okręgowego w Sosnowcu oraz od wyników kolejnych czynności śledczych. Dla bliskich Łukasza Litewki i opinii publicznej najważniejsze pozostaje pełne wyjaśnienie tego, co wydarzyło się 23 kwietnia na drodze między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem.














