Strażacy-ochotnicy okazali się za dużym obciążeniem dla służby zdrowia i to jeden z głównych powodów opóźnienia we wprowadzeniu Karty Rodziny Mundurowej.
Temat Karty Rodziny Mundurowej był tematem niedawnego spotkania wiceministra MSWiA Wiesława Szczepańskiego z Zarządem Głównym NSZZ Policjantów.
Karta miała być już w połowie ubiegłego roku, ale do dzisiaj nie została wprowadzona, związkowcy domagają się działań i przyspieszenia. Nie pomogła choćby zmiana ścieżki legislacyjnej, zamiast projektu rządowego wybrano szybszą ścieżkę procedowania jako projekt poselski. Szczepański wyjaśnił, iż za opóźnienie odpowiedzialne są rozbieżności pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji a Ministerstwem Obrony Narodowej, a dokładnie chodzi o beneficjentów programu.
Resort Marcina Kierwińskiego chce, aby Kartę otrzymali tylko mundurowi i żołnierze oraz członkowie ich rodzin. Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej, a szczególnie politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego chcąc powalczyć z PiSem o głosy na wsi chcą dopisać do Karty Rodziny Mundurowej również strażaków-ratowników OSP wraz z rodzinami.
Z wyliczeń MSWiA ma wynikać, iż w przypadku zgody na dopisanie strażaków OSP grupa beneficjentów zwiększyłaby się do choćby 800 tysięcy osób, a to mogłoby stanowić duże obciążenie dla służby zdrowia.
W najbliższym czasie ma dość do spotkania ministrów i wiceministrów obu resorów z przewodniczącymi sejmowych komisji.
Karta Rodziny Mundurowej ma dawać czynnym i emerytowanym funkcjonariuszom służb MSWiA, żołnierzom i ich rodzinom szereg zniżek i udogodnień, w tym ulgę w wysokości 37 procent na przejazdy pociągiem, bezkolejkowy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej, pierwszeństwo przyjęcia do przedszkoli czy ulgę w opłacie za wydanie paszportu.













