Emerytka miała tylko 50 zł i poprosiła o mszę za chorego męża. Odpowiedź księdza zapamięta na długo

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: ksiądz @pexels


Zrozpaczona kobieta postanowiła poprosić o odprawienie mszy w intencji jego powrotu do zdrowia. W portfelu miała jednak tylko 50 zł. Gdy nieśmiało zapytała duchownego, czy taka kwota wystarczy, usłyszała odpowiedź, której zupełnie się nie spodziewała.

Mąż walczył o zdrowie w szpitalu

Historia wydarzyła się w Grudziądzu. Mieszkająca tam emerytka przeżywała wyjątkowo trudne chwile. Jej poważnie chory mąż znalazł się na oddziale intensywnej terapii, a lekarze walczyli o poprawę jego stanu.

Mężczyzna był osobą głęboko wierzącą, dlatego jego żona postanowiła zwrócić się o duchowe wsparcie. Wybrała się do parafii św. Maksymiliana Kolbego i poprosiła o odprawienie mszy w intencji powrotu małżonka do zdrowia.

Kobieta liczyła każdą złotówkę. W portfelu miała zaledwie 50 zł i nie wiedziała, czy taka suma zostanie przyjęta. Temat pieniędzy wzbudzał w niej dodatkowe zakłopotanie, ale nie chciała rezygnować ze swojej prośby.

Widok koszyczka z pieniędzmi zwiększył jej niepewność

Po wejściu do biura parafialnego emerytka zauważyła stojący na biurku koszyczek. W środku znajdowały się banknoty o niewielkich nominałach. Kobieta zaczęła się zastanawiać, czy wierni zostawiali tam ofiary za zamówione intencje.

W końcu zdobyła się na odwagę i zapytała księdza, ile powinna przekazać za odprawienie mszy. Duchowny nie wskazał konkretnej kwoty. Odpowiedział, iż ofiara jest dobrowolna.

Emerytka przyznała wówczas, iż ma przy sobie tylko 50 zł. Obawiała się, iż usłyszy, iż to za mało, albo zostanie poproszona o przyniesienie większej sumy. Reakcja kapłana była jednak zupełnie inna.

Ksiądz gwałtownie zauważył jej skrępowanie

Duchowny zapewnił kobietę, iż 50 zł w zupełności wystarczy. Wyjaśnił również, iż w parafii nie obowiązuje cennik, a każdy wierny przekazuje tyle, na ile pozwala mu sytuacja.

Kapłan zachował się przy tym spokojnie i taktownie. Najwyraźniej zauważył skrępowanie emerytki, dlatego nie przedłużał rozmowy o pieniądzach i nie próbował namawiać jej do złożenia wyższej ofiary.

Kobieta odniosła wrażenie, iż msza zostałaby odprawiona również wtedy, gdyby nie mogła pozostawić żadnej kwoty. Spotkanie przyniosło jej więc nie tylko możliwość zamówienia intencji za chorego męża, ale także poczucie, iż w trudnym momencie została potraktowana ze zrozumieniem.

Opisując zdarzenie w rozmowie z „Faktem”, emerytka podkreślała, iż nie powinno się oceniać wszystkich duchownych na podstawie negatywnych historii dotyczących kościelnych opłat.

Czy za zamówienie mszy obowiązuje konkretna cena?

Wierni często używają określenia „opłata za mszę”, jednak w przepisach kościelnych mowa jest o ofierze lub stypendium mszalnym. Nie jest to zapłata za modlitwę ani cena sakramentu. Przekazane pieniądze stanowią formę wsparcia dla duchownego i działalności Kościoła.

W Polsce nie ma jednego ogólnokrajowego cennika obowiązującego we wszystkich parafiach. Wysokość zwyczajowo składanych ofiar może różnić się w zależności od miejscowości, diecezji oraz możliwości finansowych wiernych. Dlatego pytanie o kwotę bywa dla wielu osób krępujące.

Zasady zapisane w Kodeksie prawa kanonicznego dopuszczają przyjmowanie ofiary za odprawienie mszy w określonej intencji. Jednocześnie nakazują unikać wszystkiego, co mogłoby stwarzać wrażenie handlu sprawami religijnymi.

Przepisy zalecają również kapłanom odprawianie mszy w intencjach osób potrzebujących choćby wtedy, gdy nie otrzymali żadnej ofiary. Brak pieniędzy nie powinien więc przekreślać możliwości poproszenia o modlitwę.

„Co łaska” wciąż wzbudza wiele emocji

Określenie „co łaska” jest bardzo dobrze znane polskim wiernym, ale nie zawsze usuwa wszystkie wątpliwości. Część osób obawia się, iż przekazana suma zostanie uznana za zbyt niską. Inni próbują wcześniej dowiedzieć się od znajomych, jakie kwoty są zwyczajowo składane w konkretnej parafii.

Najwięcej kontrowersji pojawia się wtedy, gdy dobrowolna ofiara w praktyce zaczyna przypominać sztywną opłatę. Historie o żądaniu określonych kwot za ślub, pogrzeb, chrzest czy dokumenty kościelne regularnie wywołują dyskusje.

Doświadczenie emerytki z Grudziądza wyglądało jednak inaczej. Duchowny nie oceniał wysokości ofiary i nie uzależnił przyjęcia intencji od pieniędzy. Dla kobiety ważniejsze od samej kwoty okazały się sposób rozmowy oraz okazane jej zrozumienie.

Jedna rozmowa zmieniła jej spojrzenie

Emerytka przyszła do parafii zmartwiona stanem męża i dodatkowo skrępowana swoją sytuacją finansową. Wyszła uspokojona, ponieważ przekonała się, iż jej prośba nie została potraktowana jak zwykła transakcja.

Kobieta postanowiła opowiedzieć o spotkaniu, ponieważ – jak zaznaczała – w przestrzeni publicznej często pojawiają się przede wszystkim negatywne przykłady zachowań duchownych. Jej historia pokazała natomiast kapłana, który w trudnym momencie potrafił dostrzec przede wszystkim człowieka, a nie zawartość jego portfela.

Losów chorego mężczyzny nie podano do publicznej wiadomości. Wiadomo jednak, iż jego żona otrzymała w parafii duchowe wsparcie, którego wówczas bardzo potrzebowała.

Idź do oryginalnego materiału