65 punktów i po prawku w kilka minut. Nie żal mi gości, którzy mylą drogę z torem wyścigowym

natemat.pl 2 godzin temu
To nie jest kolejny tekst o tym, iż ktoś jechał o 20 km/h za szybko. To opowieść o tym, jak w kilka minut kompletnie zrujnować swoją kartotekę kierowcy i pożegnać się z prawem jazdy na bardzo długo. "Rekordziści" zwykle budzą wściekłość, ale ten z Dolnego Śląska budzi także niedowierzanie. 65 punktów karnych, dokładnie tyle zarobił 46-latek, który poniedziałkowy poranek pomylił z torem wyścigowym.


Wszystko zaczęło się 2 lutego około godziny 8:25 w miejscowości Nadolice Wielkie. Policjanci z oławskiej grupy SPEED, patrolujący trasę nieoznakowanym radiowozem, zauważyli Volkswagena Polo, którego kierowca najwyraźniej bardzo nie chciał spóźnić się do biura.

Tłumaczenie o "pośpiechu do pracy" widzieliśmy w policyjnych komunikatach już tysiące razy, ale rzadko kiedy idzie ono w parze z taką kumulacją wykroczeń. Kierowca w terenie zabudowanym, gdzie obowiązywało ograniczenie do 40 km/h, pędził co najmniej 104 km/h. To jednak był dopiero wierzchołek góry lodowej.

Podczas swojego rajdu mieszkaniec powiatu wrocławskiego wyprzedzał na skrzyżowaniu, wyprzedzał bezpośrednio na przejściu dla pieszych, ignorował znak "zakaz wyprzedzania", notorycznie przekraczał linię podwójną ciągłą oraz zajmował więcej niż jeden pas ruchu.

Zderzenie z radiowozem


Kiedy policjanci uznali, iż wystarczy tego festiwalu brawury, postanowili zatrzymać Volkswagena. I tutaj zaczęły się kolejne schody. Mimo użycia sygnałów świetlnych i dźwiękowych 46-latek ani myślał zjechać na pobocze.

Brak reakcji na polecenia policjantów doprowadził do niebezpiecznej sytuacji, w której doszło do kontaktu między pojazdami.

Efekt? Uszkodzony zarówno nieoznakowany radiowóz, jak i samochód sprawcy. Zamiast szybciej dotrzeć do pracy, kierowca zakończył podróż na poboczu w towarzystwie funkcjonariuszy, którzy z każdą minutą dopisywali kolejne pozycje do jego "rachunku".

65 punktów karnych to nie koniec problemów


W dzisiejszych realiach zdobycie kilkunastu punktów karnych to dla wielu chwila nieuwagi. Ale 65 punktów karnych podczas jednej kontroli to już "wyczyn", który wymaga wyjątkowej głupoty. Kwota mandatu, jaką mógłby otrzymać kierowca, byłaby astronomiczna, dlatego policjanci zdecydowali się na inny krok.

Wobec mężczyzny skierowano wniosek o ukaranie do sądu. To oznacza, iż ostateczna kara finansowa może być znacznie dotkliwsza niż ta wynikająca z taryfikatora, a o odzyskaniu uprawnień do kierowania pojazdami 46-latek może zapomnieć na bardzo długi czas.

I dobrze.

Idź do oryginalnego materiału