Tragiczna sekunda na Kazimierzowskiej
Zdarzenie, do którego doszło między Sosnowcem a Dąbrową Górniczą, rzuca naprawdę bolesne światło na stan lokalnej infrastruktury. Ironia losu polega na tym, iż dokładnie w dniu tragedii, zaledwie parę godzin przed nią, ogłoszono przetarg na przebudowę tej ,,opłakanej drogi". To właśnie tam, w wyniku uderzenia samochodu Mitsubishi, który zjechał na przeciwległy pas ruchu, doszło do śmiertelnego potrącenia Łukasza Litewki.
Sekcja zwłok, o której informuje Kanał Kryminalny Extra, wskazała na masywny krwotok wewnętrzny jako bezpośrednią przyczynę odejścia. W sieci natychmiast rozgorzała bolesna dyskusja o bezpieczeńswie:
- Czy przeżyłby, gdyby miał kask? Nigdy się tego nie dowiemy - piszą internauci, nawiązując do faktu, iż na miejscu nie odnaleziono zabezpieczenia głowy.
Zagadkowe okoliczności pod lupą śledczych
Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu prowadzi intensywne działania, by wyjaśnić, dlaczego auto sprawcy nie podjęło próby hamowania. Jak donoszą ogólnopolskie media, 57-letni mężczyzna przyznał się do winy, jednak jego relacja budzi wiele pytań.
- Balansuje on pomiędzy utratą przytomności a chwilowym rozkojarzeniem - informują śledczy.
Biegli potwierdzili, iż pojazd był sprawny, a kierowca nie znajdował się pod wpływem środków psychoaktywnych, choć zlecono jeszcze dodatkowe analizy. Policja Śląska wystosowała specjalny apel o powstrzymanie się od spekulacji na temat celowości zdarzenia, mimo, iż w przestrzeni publicznej aż huczy od teorii o idealnym alibi.
,,Był niewygodny, bo był prawdziwy"
Łukasz Litewka był politykiem, jakiego Polska dawno nie widziała. Reprezentował Lewicę, ale zdecydowanie potrafił zjednoczyć sobie ludzi z każdego obozu. Jako jeden z nielicznych zakończył przysięgę słowami Tak mi dopomóż Bóg.
Jego bezkompromisowość mogła być solą w oku wielu organizacji.
- Był zmorą systemu - czytamy w relacjach.
Walczył z pijaństwem celebrytów, nieprawidłowościami podczas pandemii i okrucieństwem wobec zwierząt. Planował nagłośnić temat zoofilii, co według wielu mogło wstrząsnąć polską sceną polityczną. Internauci są zgodni i głośno mówią o tym, iż odszedł człowiek, który do polityki wszedł po to, by zmieniać jej zepsute oblicze.
Zamiast zniczy - tona karmy
Pamięć o Łukaszu Litewce przybiera formy, które on sam cenił najbardziej. W Jaśle, w geście solidarności, zamiast tradycyjnych zniczy zebrano ponad tonę karmy dla schronisk.
- Spotkaliśmy się, aby uczcić Łukasza - informuje grupa Solidarni z WOŚP.
Podobne akcje wybuchają w całym kraju.
Również w Kutnie, gdzie poseł wyposażył Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w nowoczesną pompę infuzyjną, każdy uratowany bocian będzie żywym pomnikiem jego czystego serca.
,,Dokończę to, co zaczął"
Wielka fala wsparcia, bólu i poczucia niesprawiedliwości płynie również ze świata polskiego show-biznesu. Doda, poruszona tragedią, opublikowała wpis, w którym publicznie zadeklarowała pomoc w dokończeniu projektów zapoczątkowanych przez Litewkę.
- Nie martw się. Dokończę to, co mam dokończyć i widzimy się w kolejnym wcieleniu - pisze piosenkarka w swoich mediach społecznościowych.
Lewica straciła dobrego polityka, a Polska wspaniałego człowieka
Komentarze pod postami pożegnalnymi pokazują, iż Polska straciła kogoś wyjątkowego. Robert Biedroń pisał o złamanym sercu, ale to słowa ludzi niezwiązanych z polityką, uderzają najmocniej.
Łukasz Litewka odszedł niespodziewanie, pozostawiając po sobie setki adoptowanych psów z billboardów, uratowane bociany w powiecie kutnowski, a przede wszystkim dzieci, którym przywrócił wiarę w lepszy świat.
Jego misja przez cały czas trwa, ale teraz w rękach tych, którzy obiecali podać łapę i grać dalej.











