Zamiast siebie

polregion.pl 3 godzin temu

Zamiast siebie

Macocha doskonale wiedziała, iż Kasia nie chciała wychodzić za mąż za wdowca i to nie dlatego, iż miał małą córeczkę, ani nie dlatego, iż był od niej znacznie starszy, ale dlatego, iż bardzo się go bała.

Jego zimne spojrzenie przebijało się aż do serca, które z przerażenia zaczynało walić jak dzwon, próbując bronić się przed ostrymi strzałami jego wzroku. Kasia spuszczała wzrok i długo nie chciała podnieść oczu, a gdy już to robiła, wszyscy widzieli, iż jej oczy wypełnione były łzami.

Łzy spływały lawiną po zarumienionych policzkach ze wstydu. Jej ręce drżały, a drobne piąstki chciały bronić się zarówno przed macochą, jak i przed wybranym przez nią kandydatem na męża.

Język zdrajca, przeklęty niech będzie powiedział: Pójdę.

No i dogadane. Do takiego domu, do takiego gospodarza grzechem byłoby nie pójść! Przecież on o swoją pierwszą żonę dbał lepiej niż o siebie. Była nieporadna, sama słabowita, ciągle kaszlała i chorowała. Jak szli razem, on trzy kroki, ona jeden. Zatrzymywała się i dyszała jak pociąg. Przytulał ją, uspokajał, nigdy nie podniósł głosu, w przeciwieństwie do twojego świętej pamięci ojca.

Kiedy była w ciąży, prawie nikt jej nie widział na wsi ciągle leżała, a po porodzie to już całe noce do dziecka sam wstawał, bo ona niemal nie wstawała z łóżka.

Tak jego matka mówiła.

A ty, zdrowa jak rydz, on cię w czerwonym kącie posadzi. Jesteś zaradna, do wszystkiego przyzwyczajona, czy przy sierpie, czy przy wrzecionie, wszystko potrafisz. Szkoda ciebie na młodzieńca, bo oni z charakterem jeszcze nie pewni, głupoty jeszcze nie pokazali, a tu wszystko wiadome. Naprawdę ci się poszczęściło!

Samogonu nagotuję, wieczorem razem usiądziemy, a wdowcowi wesele niepotrzebne po co nieboszczkę tańcami denerwować. A posagu kazał nie zbierać, bo dom kompletny, niczego nie brakuje.

Wojciech ożenił się pierwszy raz z miłości, wiedząc dobrze, iż Weronika była chorowita. Matka wciąż mu mówiła, iż taki chłop jak on powinien mieć zdrową żonę, a nie problem, ale nikogo nie słuchał musiała być Weronika, i już.

Na wsi mówiono, iż ktoś go oczarował, bo tylko zauroczony ważyłby się zamienić życie w niekończący się szpital i troski.

Lekarze powtarzali, iż Weronika ma słabe płuca, każda infekcja kończyła się zapaleniem, astmą, a kto wie, czy nie gorzej.

Wojtek wierzył, iż miłością przegoni śmierć znad głowy żony, iż będzie ją leczył, doglądał i choroba odejdzie. Z początku rzeczywiście, po ślubie wszystko układało się dobrze.

Szczęśliwe, radosne małżeństwo cieszyło się sobą.

Potem, gdy Weronika zaszła w ciążę, jakby ktoś odwrócił ją na lewą stronę nieustanne osłabienie, kręciło jej się w głowie, chciało jej się spać; była tak bez sił, iż nie mogła choćby wyprać, nie mówiąc o dojeniu krowy, choćby swoich długich włosów nie była w stanie uczesać.

Lekarze mówili, iż to zatrucie urodzi i wydobrzeje. Wojtek opiekował się nią z czułością, nigdy jej nie ganił. Jego matka nie ustawała w narzekaniach, iż przyprowadził do domu nie żonę, a chorobę. Wojtek bronił ukochanej, matkę odsunął.

Urodziła się córeczka Aniela, i Wojtek miał nadzieję, iż z nowym szczęściem powrócą siły i radość. Ale szczęście wróciło tylko na chwilę. Weronika, po jednym przeziębieniu, już nie odzyskała sił, topniała w oczach.

Zabrano ją do szpitala, a lekarz prosto, po chłopsku, rzekł:

Płuca już nie działają.

Weronika wiedziała, iż nie zostało jej wiele czasu. Początkowo się trzymała, udawała. Zmuszała się do uśmiechu, choć przypominał on grymas bólu; usta się śmiały, a oczy zdradzały strach i ból za córkę.

Wyglądała, jakby się żegnała, zapamiętajcie mnie wesołą. Chuda, z wystającymi żebrami, zapadniętą klatką piersiową, zesztywniałymi dłońmi, opuszczonymi ramionami widać było, iż śmierć stoi w kącie i tylko czeka.

Przeczuwając swój koniec, Weronika poprosiła Wojtka o rozmowę.

Nie było na tym świecie człowieka, który zmieniłby wolę Boga. Nasza miłość zmęczyła się walką ze śmiercią, już nie mam siły, zmęczyłam się bólem i myślami. Proszę cię o wybaczenie, i Anielkę także. Sama się na świat na nieszczęście urodziłam i was też sprowadziłam na cierpienie.

Wojtek objął jej wychudzone dłonie i zaczął całować. Przez coraz trudniejszy oddech rozumiał, iż niedługo odejdzie.

Szczebiociła o tej całej miłości, o troskach, i w końcu rzekła poważniej:

Ożeń się z Katarzyną, ona będzie dobrą żoną, ty porządnym mężem, dobrym ojcem ona dobrą matką. Przeszła już przez piekło z własną macochą, siostrami i pijanym ojcem. Znam jej życie, a mama ma oko na wszystko, widzi dalej niż ktokolwiek.

Kasia jest czuła, pracowita, cierpliwa nie skrzywdzi naszej córki, ciebie kiedyś pokocha. Traktuj ją tak, jak mnie traktowałeś wyobraź sobie, iż to ja jestem obok w jej ciele. Przepraszam za to, ale nie tylko płuca mi sczerniały, bo i dusza od zgryzot za córką. Ale pamiętaj nie krzywdź dziecka, bo przeklnę cię z tamtego świata. To były jej ostatnie, mocne słowa.

Wyzbywszy się resztek sił, ścisnęła rękę Wojtka.

On płakał, zasłoniło mu widok żony. Po jej oddechu już czuł, jak odchodzi. Spokojna twarz z uśmiechem spoglądała w dal; jej dłoń ciągle trzymała jego.

Wojtek całował ją od czoła po stopy, składał obietnice, iż zrobi wszystko tak, jak kazała. Dlatego rok po śmierci Weroniki poszedł prosić Kasię o rękę.

Macochą Kasi był przygotowany przez teściową Wojciecha, która także pragnęła dla swojej wnuczki dobrej matki. Sama już chorowała i martwiła się o losy wnuczki i zięcia.

Nikomu tak nie leżało na sercu, co przeszedł Wojtek, jak jej. Za to, jak traktował córkę, gotowa była całować ziemię pod jego stopami i modlić się o szczęście dla niego.

Wszystko działo się jak przez mgłę. Widząc, jak córka tęskni za matką, a Wojtkowi trudno bez gospodyni, postanowił spełnić wolę żony i zbliżyć się do Kasi. Z czasem zauważył, iż Kasia jest potulna, grzeczna, ładna, a choćby trochę przypomina Weronikę taka sama warkocz, uśmiech, sposób chodzenia.

Czasem miał ochotę podejść bliżej, mocno ją przytulić i przez chwilę udawać, iż to żona. Sama Kasia nie wiedziała, czemu zgodziła się za niego wyjść. Może miała dość bycia służącą u macochy, dość prowadzenia pijanego ojca do domu i bronienia go przed kpinami, dość docinków sióstr, a może szkoda jej było maleńkiej Anielki?

Jakby nie było, zgodziwszy się, pojęła, iż czeka ją jeszcze jedna próba pokochać i rozkochać w sobie Wojtka.

Po zaręczynach Wojtek postanowił zapoznać córkę z Kasią.

Weronika rzadko wychodziła na dwór, zawsze była z córeczką. Każdą minutę, każdą sekundę wpatrywała się w Anielkę. Bywało, iż nocą Wojtek widział, jak żona nad nią się pochylała, coś szeptała, czasem jakby dawała rady na życie po jej śmierci.

Nie mógł myśleć o tym bez łez. Anielka była domowym dzieckiem, do obcych nie chodziła, miała tatę, mamę, babcię i jeszcze jedną, zrzędliwą babę.

Wojtek sprowadził Kasię do domu, żeby zobaczyła córkę, spędzili razem czas bez rozradowanej aż do przesady macochy, która zachowywała się, jakby wreszcie wyprowadzano z domu niepotrzebną krowę.

Kasia przy Wojtku milczała, ale zauważyła, iż wcale nie jest posępny, wręcz przeciwnie uprzejmy i czuły. Wprost zapytał ją, czy nie ma ukochanego, bo jeżeli tak, wycofa się. O prośbie żony nie powiedział ani słowa.

Dom Kasię zaskoczył swoim wyglądem, meblami zrobionymi własnymi rękami, mnóstwem haftowanych obrazów w drewnianych ramach, wszystko zalane światłem i zadbane. Anielka, ujrzawszy Kasię, od razu zaczęła się przymilać.

Przyniosła swoje zabawki i prosiła Kasię, żeby się z nią bawiła. Próbowała przy tym dotykać jej ręki, patrząc bardzo ciekawskim wzrokiem i czasem się uśmiechając. Kasia, bawiąc się z dziewczynką, parę razy objęła ją i poprawiła jej piękne włosy, jak u mamy.

Chodź, uczeszę cię, będziesz wyglądać jak księżniczka.

Wojtek obserwował ich zabawę i rozmowę, a dusza łkała mu z radości.

Bał się zaprosić Kasię, bo Anielka cały czas pytała o mamę, wyglądała przez okno, szukała jej na ulicy, a kiedy ktoś wchodził, leciała na złamanie karku, mając nadzieję, iż wreszcie wróci mama.

Tłumaczył jej wszystko jak umiał, ale dziewczynka miała dopiero trzy lata, a jej serduszku nie były potrzebne słowa potrzebowała mamy, ciepłej i dobrej.

Wojtek wiedział, iż najczulszy ojciec nie zastąpi matczynej troski, matczynej czułości, matczynego ciepła.

Bał się pomylić co do Kasi. Uspokoił się, kiedy zobaczył, iż Anielka z trudem powstrzymuje łzy na pożegnanie z Kasią.

Dziewczynka wzięła Kasię za rękę i zaprowadziła do swojego pokoiku, położyła się z nią na łóżku i biła poduszki, szczęśliwa, iż ma towarzyszkę. Kasia przypomniała sobie, jak przyszła do nich jej macocha, jak potem wypominała jej każdy kęs chleba, jak ukrywała i rozdawała słodkości tylko swoim córkom, tłukła ją po rękach za źle wykonaną robotę, jak zawsze musiała nosić po siostrach zniszczone sukienki, jak pijanego ojca trzeba było przykrywać, żeby nie zmarzł, bo serce jej pękało z żalu.

Przypomniała sobie, jak macocha powtarzała, iż sprzeda ją pierwszemu lepszemu, jak niepotrzebny inwentarz, i jak złorzeczyła jej. Z kluchą w gardle przytuliła mocno Anielkę i położyła się z nią razem.

Dziewczynka zasnęła spokojnie i szczęśliwie. Wojtek ze szczęścia nie wiedział, jak się zachować przy Kasi. Pili herbatę i tylko się do siebie uśmiechali. Nie pozwolił Kasi już wrócić do domu.

Nie wypuścił jej i tyle.

Żona powinna być przy mężu, a nie wracać tam, gdzie nikt nie czeka…

Czasem życie prowadzi tam, gdzie najbardziej się boimy i gdzie nie czujemy się gotowi. Ale tylko serce, które potrafi przebaczyć, przyjąć drugiego człowieka mimo trudnej przeszłości, daje szansę na nowe szczęście i to jest prawdziwa siła, którą warto odnaleźć w sobie.

Idź do oryginalnego materiału