– Rok temu wiedzieliśmy, iż decydujemy się na ciężką walkę z władzą, ale nie wiedzieliśmy, iż będzie aż tak trudno – mówi pobity przez policjantów pan Mirek, a jego adwokat Bartosz Kierkowski dodaje: – Nie wiem, czy dożyjemy chwili, kiedy policja w oczywistej sytuacji po prostu przyzna się do błędu, zamiast do końca iść w zaparte.
„Dynamiczne ujęcie”
Dramat rozegrał się ok. godz. 1 w nocy na stacji benzynowej w centrum Będzina. 49-letni Mirosław Kozłowski podjechał zatankować swojego niewielkiego Forda, gdy poczuł, iż nadchodzi atak choroby. Kozłowski, kiedyś dyrektor w jednej ze śląskich fabryk, dziś rencista, od 18 już lat walczy z chorobą Parkinsona. Przeciwnik jest podstępny, ale dzięki nowoczesnej medycynie pan Mirek jest w stanie funkcjonować w miarę normalnie: robi zakupy, spełnia się jako artysta malarz, uprawia sport, prowadzi też samochód. Doskonałą formę zawdzięcza zainstalowanemu w głowie stymulatorowi pracy mózgu i pompie, która non stop podaje odpowiednie leki. Czasem jednak, gdy urządzenie wtłoczy odrobinę za dużo leku, u pana Mirka pojawiają się niekontrolowane ruchy rąk, czasem dość silne i w różne strony. Tzw. dyskinezy nadeszły m.in. wtedy, gdy mężczyzna podjeżdżał w nocy na stację benzynową. – Czuję, kiedy ten stan nadchodzi, a iż trwa raptem kilka minut, zawsze w takiej sytuacji parkuję i czekam, aż mi te ruchy przejdą, by bezpiecznie wrócić do domu – tłumaczy. – Problem w tym, iż laik, który mnie wtedy widzi, może mnie wziąć za pijanego czy naćpanego. Tak było feralnej nocy.













