„Tylko na chwilkę” skończyło się lawetą. Kosztowna lekcja parkowania w Elblągu

elblag24.pl 1 godzina temu

Niektórzy kierowcy w Elblągu zdają się wierzyć w magiczną moc świateł awaryjnych lub zasadę „przecież nikt akurat nie będzie wyjeżdżał”. Przekonał się o tym właściciel auta, który postanowił urządzić sobie prywatny parking prosto przed czyimś garażem. Finał tej historii był szybki, kosztowny i… wysokopodwoziowy.

Wyobraź sobie sytuację: spieszysz się do pracy, na wizytę u lekarza lub po prostu chcesz wyjechać z własnej posesji. Otwierasz bramę i… widzisz ścianę z blachy. Ktoś uznał, iż Twój wjazd to idealne miejsce postojowe. Scenariusz, który dla wielu mieszkańców jest codzienną frustracją, tym razem doczekał się zdecydowanego finału.

Gdy cierpliwość zablokowanego właściciela garażu się wyczerpała, na miejsce wezwano Straż Miejską. Funkcjonariusze nie mieli wątpliwości – przepisy są tu jasne. Zablokowanie wyjazdu to nie tylko brak kultury, ale przede wszystkim wykroczenie drogowe. Ponieważ kierowcy nie było w pobliżu, a przejazd musiał zostać udrożniony, zapadła jedyna słuszna decyzja: wezwanie lawety.

Auto, zamiast czekać na właściciela pod garażem, wybrało się w „nieplanowaną podróż” na parking strzeżony. Dla kierowcy oznacza to teraz kumulację problemów: mandat karny od Straży Miejskiej; opłata za odholowanie (często kilkakrotnie wyższa niż sam mandat); opłata za każdą dobę postoju na parkingu depozytowym.

Straż Miejska w Elblągu przypomina: parkowanie „na chwilkę” przed cudzą bramą to nie tylko ryzyko odholowania, ale przede wszystkim brak szacunku dla cudzego czasu i nerwów. Morał z tej historii jest prosty: jeżeli nie chcesz, aby Twoje auto zwiedzało miasto na haku lawety, upewnij się, iż Twoje „miejsce parkingowe” nie jest czyimś jedynym wyjazdem.

Widzisz podobną sytuację? Nie kłóć się – dzwoń pod 986. Jak widać, ten numer potrafi zdziałać cuda w bardzo krótkim czasie.

„Tylko na chwilę” kosztowało fortunę. Laweta za zastawienie garażu w Elblągu
Idź do oryginalnego materiału