Wyglądało to na typową kolizję. Na Drodze Krajowej nr 44 samochód osobowy, kierowany przez Polaka, niegroźnie zderzył się z tirem, za którego kierownicą siedział Ukrainiec. Zamiast zjechać z jezdni, auta te skutecznie ją jednak przez jakiś czas tarasowały. Gdy przyjechała policja, mandaty poszły w ruch.
Jak poinformował nas mł. asp. Marcin Gącik, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tychach, 22 września na ul. Oświęcimskiej (DK44) policja wezwana została do kolizji, której skutki odczuli nie tylko kierowcy w niej uczestniczący.
– Hyundai, kierowany przez 38-letniego mieszkańca Rudy Śląskiej, zderzył się bokiem z ciągnikiem siodłowym marki Mercedes (z naczepą), kierowanym przez 58-letniego obywatela Ukrainy – mówi mł. asp. Gącik. – Nikt nie odniósł obrażeń. W przypadku kolizji, z jaką mieliśmy tu do czynienia, kierowcy powinni zjechać swoimi pojazdami, aby nie blokować ruchu. Nie zrobili jednak tego, mimo iż mogli w każdej chwili to uczynić. Skutek był taki, iż na ruchliwej drodze krajowej za Mercedesem i Hyundaiem utworzył się duży zator.
Akcja policji była nietypowa. Najpierw bowiem, jak słyszymy, do Komendy Miejskiej Policji w Tychach zatelefonował zdenerwowany kierowca stojący w powstałym korku. Oficer dyżurny skierował w to miejsce patrol prewencji. Dopiero policjanci prewencji zawiadomili drogówkę.
– Winnym spowodowania kolizji był kierowca Hyundaia – mówi mł. asp. Gącik. – Ukarany został za to mandatem w wysokości 2 tys. zł i dziesięcioma punktami karnymi. Ponadto obaj kierowcy: Polak i Ukrainiec ukarani zostali mandatami po 150 zł za nieusunięcie swoich pojazdów po kolizji, co spowodowało zator na jezdni.
(p)














