W sobotę na torach kolejowych w Gnieźnie, pod wiaduktem im. ks. Jerzego Popiełuszki, doszło do dramatycznego zdarzenia. Mężczyzna, dobrze znany służbom z wcześniejszych interwencji, rzucił się pod pociąg osobowy relacji Gniezno – Poznań. Był kompletnie pijany – badanie wykazało 3 promile alkoholu w jego organizmie. Mimo ogromnego niebezpieczeństwa, przeżył. Pociąg uciął mu nogę poniżej kolana. Poszkodowany odniósł także wielonarządowe obrażenia, w tym drugiej nogi i rąk. w tej chwili przebywa w szpitalu. To kolejna próba samobójcza tego mieszkańca ścisłego centrum Gniezna – i kolejna, która – na szczęście – nie zakończyła się śmiercią. Zdarzenie pokazuje jednak nie tylko desperację mężczyzny, ale także – zdaniem obserwatorów – nieskuteczność systemu pomocy osobom w kryzysie samobójczym, zmagającym się z myślami rezygnacyjnymi.
Do zdarzenia doszło w sobotę. Pociąg osobowy relacji Gniezno – Poznań przejeżdżał pod wiaduktem im. ks. Jerzego Popiełuszki, gdy nagle na torach pojawił się mężczyzna. Rzucił się pod nadjeżdżający skład. Maszynista nie miał szans na zatrzymanie składu.
Mężczyzna został potrącony. Obrażenia są bardzo poważne – pociąg uciął mu nogę poniżej kolana. Na szczęście – mimo ogromnego krwotoku i urazu – udało się go uratować. Został przetransportowany do szpitala, gdzie przebywa pod opieką lekarzy. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Jak ustaliliśmy, mężczyzna jest doskonale znany służbom – policji, pogotowiu ratunkowemu. To mieszkaniec ścisłego centrum Gniezna. W przeszłości podejmował już próby samobójcze – tym razem postanowił spróbować odebrać sobie życie, rzucając się pod pociąg. Wcześniejsze interwencje nie przyniosły jednak trwałej zmiany – mężczyzna wrócił do alkoholu i do myśli rezygnacyjnych.
3 promile – stan wykluczający trzeźwe myślenie
Badanie alkomatem przeprowadzone po zdarzeniu wykazało 3 promile alkoholu w organizmie mężczyzny. To stan głębokiego upojenia, w którym funkcje poznawcze, ocena ryzyka i kontrolowanie impulsów są praktycznie wyłączone. W takim stanie człowiek nie jest w stanie podejmować racjonalnych decyzji – a co dopiero szukać pomocy.
Dla ratowników i policjantów, którzy wielokrotnie interweniowali wobec tego mężczyzny, to kolejny dowód na to, iż alkohol i kryzys psychiczny to mieszanka szczególnie niebezpieczna. Jednak sami funkcjonariusze mogą tylko reagować doraźnie – nie są w stanie zatrzymać spirali, jeżeli osoba nie otrzyma długoterminowej, specjalistycznej pomocy.
Nieskuteczność systemu – kolejny głos w dyskusji
Ten dramatyczny incydent unaocznia coś, o czym mówi się od lat: system pomocy osobom w kryzysie samobójczym w Polsce jest niewydolny. Osoby z myślami rezygnacyjnymi często nie otrzymują wystarczającego wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego, zwłaszcza jeżeli zmagają się dodatkowo z uzależnieniem od alkoholu.
Nie ma wystarczającej liczby oddziałów dziennych psychiatrycznych, miejsc w domach pomocy społecznej dla osób z zaburzeniami psychicznymi, a kolejki do specjalistów (psychiatrów, psychoterapeutów) potrafią sięgać miesięcy. W tym czasie osoba w kryzysie pozostaje sama ze swoimi myślami. Często sięga po alkohol, by zagłuszyć ból – co tylko pogłębia problem.
Ten mężczyzna przeżył. Ale ile takich prób można podjąć? I co się stanie, gdy następnym razem noga nie będzie wystarczającą „ceną” – a życie okaże się za wysokim kosztem?
Gdzie szukać pomocy?
Osobom w kryzysie psychicznym, z myślami samobójczymi, oferujemy bezpłatne, całodobowe wsparcie:
-
800 702 222 – Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym (całodobowo)
-
800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
-
112 – numer alarmowy (w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia)
Nie bój się prosić o pomoc. Nie jesteś sam. I nie ma sytuacji bez wyjścia – choćby jeżeli w danym momencie tak się wydaje.












