To miał być rutynowy zabieg. Dziewczynka walczyła o życie

polsatnews.pl 2 godzin temu

Dziewięcioletnia Kinga trafiła do Szpitala Miejskiego w Elblągu na operację usunięcia migdałków. Rutynowy zabieg okazał się jednak koszmarem. Dziewczynka czuła się źle i wymiotowała krwią. Mimo to została wypisana do domu. Wtedy jej stan jeszcze się pogorszył. Dziecko przeszło kolejną operację, podczas której lekarze walczyli o jej życie. Sprawą zajmuje się prokuratura. Materiał "Interwencji".

Interwencja
Prosty operacja usunięcia migdałków zamienił się w koszmar

Pani Kamila mieszka w Malborku z dwiema córkami: 11-letnią Lilianą i dziewięcioletnią Kingą. Tata dziewczynek pracuje za granicą. Młodsza córka Kinga chorowała często na anginę. Lekarz zalecił więc usunięcie migdałków dziewczynce. Niestety dziecko i jego rodzina zapamiętają ten prosty zabieg na zawsze.

Prosty operacja usunięcia migdałków zamienił się w koszmar

15 czerwca 2023 roku rodzice z Kingą stawili się w Szpitalu Miejskim w Elblągu. Jednak po zabiegu usunięcia migdałków dziewczynka była bardzo słaba i wymiotowała krwią.

- Pierwsze wymioty to były treścią fusowatą. Zgłosiłam to lekarzowi, jak córka drugi raz wymiotowała żywą krwią. A on mówi, iż to jest normalne, iż dziecko ma prawo wymiotować krwią - opowiada pani Kamila, mama Kingi.

Mimo iż mama zgłaszała to lekarzowi, Kinga następnego dnia została wypisana ze szpitala.

- Wyglądało to dziecko kiepsko. Poza tym, jeżeli ktoś alarmuje i zgłasza, iż coś się dzieje, to nie jest chyba takim kłopotem, by dziecko zostało przez parę godzin więcej czy jedną dobę dłużej obserwować, by mieć pewność, iż wypisuje się pacjenta w dobrym stanie - mówi pani Paulina, która widziała Kingę w szpitalu.

- Tam te zabiegi to były jakby taśmowo robione, jeden po drugim. Byle zrobić i zapomnieć - twierdzi pan Mateusz, tata Kingi.

ZOBACZ: Nie korzysta z gazu, a płaci. Absurdy w spółdzielni mieszkaniowej

Niestety po powrocie do domu z minuty na minutę było coraz gorzej. Dziecko wciąż wymiotowało krwią.

- Tej krwi było po prostu tyle, iż my wszyscy byliśmy przerażeni. Moja starsza córka stała w wejściu i patrzyła, jak jej siostra słabnie z każdą chwilą - opisuje mama Kingi.

- Jak ja patrzyłam, jak moja siostra może umrzeć i wymiotuje ta krwią... Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić - mówi Liliana, siostra Kingi.

- Nie mogłam wytrzymać i strasznie płakałam, bo to był to dla mnie bardzo mocny cios - dodaje.

- Byliśmy w wielkim stresie, trwała walka o życie Kingi tak naprawdę, moja siostra była w tragicznym stanie psychicznym - wyjaśnia pani Daria, siostra pani Kamili.

"Operacji nie robił lekarz, tylko rzeźnik"

Rodzice szukali pomocy u lekarza rodzinnego, który jak tylko zobaczył dziewczynkę, od razu kazał jechać z nią do szpitala.

W Szpitalu Miejskim nie było już dyżurującego lekarza - Kinga trafiła więc do Szpitala Wojewódzkiego w Elblągu. I natychmiast przeszła kolejną operację.

- Bardzo się bałam. Zrobił się taki harmider i jeden z lekarzy mówi do mnie, iż córka jest w takim stanie, iż może w każdej chwili umrzeć, a jedyne, co nam poleca, to iść się modlić - mówi mama Kingi.

ZOBACZ: Reklamowała się kontaktami w biznesie i rządzie. Kilkanaście osób poszkodowanych

- Nie wiem, co by było, gdyby w tamtym czasie Kamila nie pojechał z nią do tego szpitala, albo gdyby trafiła do tego samego szpitala i operowałby ją ten sam lekarz - zastanawia się siostra pani Kamili.

- Lewy migdał został pozostawiony w czterdziestu procentach z aktywnym krwawieniem. Tam się zrobił stan zapalny. Lekarz użył takich słów, iż gardło miała zmasakrowane, iż według niego tej operacji nie robił lekarz, tylko rzeźnik - wyjaśnia mama Kingi.

- Skutki tego są odczuwalne do dziś, cały czas choruje, ciężko jej się oddycha, ma bezdechy - dodaje pani Kamila.

Sprawą zajmuje się prokuratura. Brak postępu od trzech lat

Interweniowaliśmy w Szpitalu Miejskim w Elblągu, gdzie była pierwsza operacja Kingi, ale szpital o sprawie kilka mówi.

- My jako szpital nie mieliśmy możliwości zapoznania się z dokumentacją medyczną szpitala wojewódzkiego i dokumentacją pana doktora, który stwierdził te rzekome kwestie zdrowotne u dziecka. My nie wiemy, z jakiego powodu to dziecko miało operację, zawsze zdarzają się jakieś powikłania, to jest medycyna - tłumaczy Paweł Guzenda, pełnomocnik Szpitala Miejskiego im. Jana Pawła II w Elblągu.

- Z dokumentacji, którą mamy, wynika, iż dziecko zostało wypisane z naszego oddziału w stanie ogólnym dobrym. Sprawa jest w prokuraturze, a ja nie jestem specjalistą laryngologii. Oczekujemy oceny specjalisty laryngologii, czy doszło do błędu, czy nie - mówi dr Jacek Wójcik, zastępca dyrektora Szpitala Miejskiego im. Jana Pawła II w Elblągu.

ZOBACZ: "Niech Bóg mi wybaczy". Zabił swoją żonę, później opublikował wpis w internecie

Wyjaśnień brak, brak jest też postępu w prokuraturze, która tą sprawą zajmuje się już od trzech lat.

- Do czerwca 2024 roku zebraliśmy komplet materiału dowodowego, czyli dokumentację ze Szpitala Miejskiego w Elblągu, dokumentację ze Szpitala Wojewódzkiego w Elblągu, a także zostali przesłuchani świadkowie - wyjaśnia Mariusz Marciniak z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

- Czekamy na opinie biegłych, kilkukrotnie ponaglaliśmy o opracowanie tej opinii, bo pierwotnie ten termin upłynął w lutym 2025 roku. Ale sprawa nie jest prosta i biegli mówią, iż potrzebują więcej czasu - twierdzi prokurator.

- System zawodzi... Nie wiem, czy dlatego, iż sprawa dotyczy lekarza, a ja jestem zwykłym, szarym człowiekiem, ale to czekanie nas męczy - podsumowuje mama Kingi.

Materiał wideo można zobaczyć TUTAJ.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: "Kłamał dzisiaj albo prezydentowi". Pałac wskazuje na Tuska
Idź do oryginalnego materiału