Taksówka zatrzymała się przy bramie cmentarza. Chłopak, który z niej wysiadł, podszedł do kobiety sprzedającej kwiaty:
Poproszę dwanaście tulipanów!
Zapłacił i, ze spuszczoną głową, ruszył w głąb cmentarza.
Rok temu Bartosz uważał się za najszczęśliwszego człowieka na świecie, bo kochał i był kochany. Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy jego ukochana Ola nie przeżyła wypadku samochodowego.
Dopiero po miesiącu Bartosz otrząsnął się z szoku, a wrócić do normalnego życia pomogli mu koledzy z pracy.
Przy nagrobku na ławce siedziała jej matka.
Dzień dobry, ciociu Krystyno! powiedział cicho.
Witaj, Bartku! Kobieta rzuciła mu się na szyję, wtuliła twarz w jego ramię i wybuchnęła płaczem.
On zaś patrzył na nagrobek, z którego uśmiechała się Ola.
Gdy kobieta nieco się uspokoiła, pomogła mu ułożyć kwiaty. Długo stali w milczeniu, aż w końcu zapytała:
Nie ożeniłeś się jeszcze?
Nie. Nie mogę zapomnieć o twojej córce. Czuję, jakby jej serce wciąż do mnie wołało.
Kobieta skinęła głową i smutno opuściła wzrok. To, co wydarzyło się rok temu, pamiętała jak przez mgłę. Szpital córka leżąca na białym stole i ona z mężem, klęczący przed lekarzami
Krystyna odwróciła się do Bartka, chciała coś powiedzieć, ale widząc jego zbolałą twarz, zamilkła.
Bartosz skończył szkołę policyjną i od dwóch lat pracował, niedawno awansował na starszego sierżanta. Mieszkał z rodzicami.
Tragedia z narzeczoną wywróciła życie całej rodziny do góry nogami. Syn przez rok nie mógł dojść do siebie. Wszystkie wolne chwile spędzał zamknięty w swoim pokoju. I tej soboty wrócił do domu przygnębiony.
Bartku, usiądziesz do obiadu? wyjrzała do przedpokoju matka.
Skinął głową i poszedł do łazienki. Umył ręce i zasiadł do stołu. Matka od razu zaczęła rozmowę:
Byliśmy dzisiaj z tatą na grobie dziadków urwała, widząc ponurą twarz syna.
Ja też byłem u Oli.
Synku, minął już rok. Oli nie wrócisz, a ty musisz żyć dalej.
Nie mogę, mamo. Czuję, jakby mnie wołała.
Bartku, co ty mówisz? przestraszyła się matka.
Nic, nic. Rozumiem, iż wy z tatą czekacie, aż się ożenię, ale na razie nie ma o czym mówić.
Skończył jeść i wrócił do swojego pokoju.
Praca w policji bywa ciężka, zdarza się, iż i w nocy trzeba wyjść. Bartosz położył się do łóżka i nie zauważył, jak zasnął.
Śniło mu się, iż jego ukochana woła go do siebie. Takie sny miewał często, ale teraz było inaczej jakby wpadła w tarapaty i potrzebowała pomocy.
Obudził się i od razu poderwał z łóżka.
Synu, co się stało?
Mamo, wyjdę na chwilę.
Wyszedł z bloku i nogi same poniosły go przed siebie.
Dotarł do parku, gdzie w głębi alejek zobaczył trzech pijanych chłopaków otaczających dziewczynę. Patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, pełnymi strachu.
Co tu się dzieje? podszedł do nich Bartosz.
W oczach dziewczyny strach zmienił się w błaganie o pomoc.
A tobie co do tego? rzucił się na niego jeden z nich, ale momentalnie wylądował na ziemi.
Zabierajcie swojego kolegę i wynoście się stąd! warknął Bartosz do pozostałych.
Tamci natychmiast zrozumieli, iż lepiej nie zadzierać, pomogli podnieść się koledze i odeszli.
Dziewczyna stała nieruchomo, trzymając się za serce, potem drżącymi rękami wyjęła z kieszeni tabletkę i włożyła pod język. Łzy spływały jej po policzkach.
Wszystko w porządku, uspokój się delikatnie objął ją Bartosz.
Dziękuję wyszeptała, jąkając się.
Odprowadzę cię do domu.
W drodze dziewczyna nieco się uspokoiła, więc zapytał:
Jak masz na imię?
Kinga.
Ja jestem Bartosz. Co się adekwatnie stało?
Często tu spaceruję. Lekarze mi zalecili. A ci chłopcy próbowała wyjaśnić.
Rozumiem. Masz problemy z sercem?
Od dzieciństwa. Rok temu prawie przestało działać. Byłam po operacji. Teraz jest lepiej. Lekarze mówią, iż wszystko będzie dobrze.
Bartosz szedł, słuchał tej dziewczyny i nagle poczuł dziwną ulgę, jakby przy jego boku znów była jego ukochana.
Stanęli przed nowym blokiem.
Tutaj mieszkam powiedziała cicho, patrząc na niego smutnymi oczami.
Miło mi, iż się poznaliśmy
Bartku, wpadnij do nas. Poznasz moją mamę.
Nie będzie kłopotu? nie mógł ukryć radości.
Oczywiście, iż nie!
Mieszkanie Kingi było eleganckie, z drogimi meblami. Kobieta, która wyszła z pokoju, zdziwiła się na widok rozpromienionej córki i stojącego obok chłopaka.
Mamo, poznaj Bartosza. To on mnie uratował przed tymi chuliganami.
Alicja Nowak przedstawiła się, uśmiechając się ciepło. Chodźcie do kuchni, opowiecie, co się stało.
Nakryła do stołu, a Kinga z przejęciem relacjonowała wydarzenia. Gdy skończyła, matka pokręciła głową.
Nie chodź tam więcej, córeczko potem spojrzała uważnie na Bartosza. A ty jak się tam znalazłeś?
Serce mnie zaprowadziło zażartował.
A czym się zajmujesz? zmieniła temat.
W policji.
A, to wszystko wyjaśnia po chwili wahania dodała: Żonaty?
Nie ta odpowiedź nie tylko ucieszyła kobietę, ale też wzbudziła jej podejrzenia. Ile masz lat?
Za niedługo dwadzieścia pięć.
Podejrzenia wzrosły. Przystojny chłopak, dwudziestopięcioletni, a nieżonaty? Zamilkła. Policjant od razu zrozumiał, o co jej chodzi.
Miałem dziewczynę powiedział cicho. Zginęła rok temu.
Bartku, przepraszam
Herbatę pili w ciszy. Po posiłku Bartosz wstał:
Dziękuję za gościnę. Chyba już pójdę spojrzał na zmieszaną Kingę i uśmiechnął





