Niedawno Tomasz Frankowski – pasjonat gór z Zagórowa z powodzeniem zdobył Tubkal – najwyższy szczyt Maroka i gór Atlas – 4167 m n.p.m., który jest jednocześnie najwyższym szczytem Afryki Północnej.
W lipcu minął rok, kiedy zdobył swój pierwszy 5-tysięcznik – świętą górę Ormian Ararat w Kurdystanie. Od tamtego czasu wiele się wydarzyło w jego górskim świecie, bo pragnienie zdobywania kolejnych szczytów jest przez cały czas w nim silne.
– Dżabal Tubkal (4 167 m.n.p.m) zdobyliśmy 1 września 2026 roku. Taka dosyć znamienita data w polskim kalendarzu różnych wydarzeń. Choć nie był to dla nas rekord wysokości, bo blisko 1 000 metrów wyższy jest Ararat, który wspólnie z Jarkiem zdobyliśmy w ubiegłym roku, był to niewątpliwie 4-tysięczny olbrzym wart zdobycia. Można powiedzieć, iż poprzeczkę powinno się podnosić, a w górach względem wysokości. Chcieliśmy jednak zobaczyć tę północną część arabskiej Afryki, zobaczyć potężny masyw Atlasu Wysokiego i przede wszystkim smak orientu i urok berberyjskich wiosek – mówi na początku spotkania.
W 2023 roku regiony, w których przebywali, właśnie w Atlasie nawiedziło trzęsienie ziemi, które pochłonęło 3 tysiące ludzkich istnień, a ponad 6 tysięcy ludzi zostało rannych. Byli w samym epicentrum tego wydarzenia, a opowieści tubylców były wręcz szokujące.
– Mimo tej tragedii, turystyka w górach północnej Afryki znów odżyła. Rocznie organizowane są międzynarodowe ekspedycje, które idą w stronę najwyższej góry na tej części Czarnego Kontynentu – Tubkal. Krajobraz tu jest księżycowy, góry położone tak blisko pustyni muszą zadziwiać. W dolinach temperatura była często powyżej 40 stopni C, a na górze trochę śniegu, trochę oblodzonych szlaków i wiatr. Choć góra nie sprawiała nam żadnych kłopotów technicznych, była dosyć wymagająca kondycyjnie.
Naszą bazą wypadową była wioska rdzennych Berberów – Imlil położona na wysokości 1 800 m.n.p.m ok. 60 kilometrów od Marakeszu, w którym lądowaliśmy samolotem. Kolejną było schronisko położone na wysokości 3 100 m.n.p.m, gdzie mogliśmy się lepiej zaaklimatyzować – wspomina.
Atak szczytowy nastąpił z 31 sierpnia na 1 września i zakończył się sukcesem. Ich 12-osobowa grupa z Polski stanęła na dachu Afryki Północnej. Oczywiście, działali pod nadzorem marokańskich przewodników. Od czasu, kiedy na szlaku bestialsko zamordowano tu 2 europejskie dziewczyny – wynajęcie liderów i szerpów jest obowiązkowe.
– To wielka frajda, mieliśmy wspaniałe widoki i dobrą pogodę. choćby przez myśl nam nie przeszło, iż mogliśmy nie zdobyć tej góry. Euforia pozwala zapomnieć o rozrzedzonym powietrzu, które utrudnia oddychanie. Jeszcze tylko powrót do wioski i kolejny szczyt na naszym koncie. Jarek, mój towarzysz podróży i Ja przed każdym wyjazdem przygotowujemy się do wyprawy kondycyjnie. Przede wszystkim długie wędrówki z ciężkimi plecakami, rower, bieganie, basen. W moim przypadku przygotowania są niemal ciągłością, bo nie ma miesiąca, w którym nie chodziłbym gdzieś po górach, niższych czy wyższych – sam, czy z grupami turystycznymi. Kiedy się wraca do domu, na myśl przychodzi tylko i wyłącznie odpoczynek. Jednak drugiego dnia już się kombinuje, gdzie by tu następną wyprawę zorganizować – dodaje.
Kolejnym ich wyzwaniem będzie zdobycie lodowego olbrzyma Elbrus 5 642 m.n.p.m. Jest największym szczytem Kaukazu. Położony jest w Rosji niedaleko granicy z Gruzją. Jest najwyższym szczytem Rosji. W zależności od interpretacji przebiegu granicy Europa – Azja jest zaliczany do Korony Ziemi jako najwyższy szczyt Europy. Chciał, czy nie chciał wyprawa wiąże się z uzyskaniem terminowej wizy do „kraju wroga”. – jeżeli wyprawa dojdzie do skutku, to będzie to początek lata przyszłego roku. jeżeli losy tej części świata potoczą się inaczej, polecimy gdzieś indziej. A jeszcze w październiku 8-osobowa grupa turystów wybiera się wraz ze mną na Narodową Górę Słowacji – Krywań 2 495 m.n.p.m.
Jeśli ktoś z czytelników chciałby na żywo posłuchać opowieści o wyprawie zapraszamy na spotkanie z Tomkiem Frankowskim i Jarkiem Głuchowskim 15 listopada do sali konferencyjnej M-GOK w Zagórowie.














