Jeszcze niedawno z dumą prezentował w mediach społecznościowych swoje motoryzacyjne cacko, podpisując zdjęcie krótko i z przekąsem: „syn VATeusz”. Teraz po luksusowym Mercedesie CLS 63 AMG zostało kilka więcej niż wspomnienie i sterta pogiętej blachy.
W nocy z soboty na niedzielę na ulicy Krakowskiej w Ostrowie Wielkopolskim doszło do groźnie wyglądającego rozbicia Mercedesa-Benza CLS 63 AMG (generacji C218). To nie jest zwykły samochód. Pod maską drzemie potężne 5,5-litrowe V8 biturbo, które fabrycznie generuje ponad 550 koni mechanicznych. Taka moc – a w przypadku wersji modyfikowanych przez renomowane firmy tuningowe, takie jak Brabus, mogąca sięgać choćby od 730 do astronomicznych 850 koni – potrafi wcisnąć w fotel równie skutecznie, jak nagły zwrot akcji w tragedii Szekspira. Bohater przez chwilę wydaje się panem świata, by w jednej chwili boleśnie przekonać się o własnej pysze.
I właśnie pycha oraz pokusa potężnej mocy mogły odegrać tu kluczową rolę.
Młody kierowca od około 14 miesięcy cieszył się sportowym Mercedesem. Na Instagramie chętnie publikował materiały, na których nie brakowało palenia gumy czy jazdy trzema autami obok siebie. Dla jednych był to pokaz motoryzacyjnej pasji, dla innych — igranie z losem.
Bo prawda jest taka, iż po ulicach Ostrowa Wielkopolskiego i okolic trudno legalnie i bezpiecznie wykorzystać potencjał auta o mocy przekraczającej pół tysiąca koni mechanicznych. A kiedy pod prawą stopą czeka taka siła, pokusa bywa większa niż zdrowy rozsądek.
W rejonie ulicy Krakowskiej mieszkańcy od dłuższego czasu zgłaszali problem gwałtownie poruszających się samochodów. Nocne zdarzenie błyskawicznie ściągnęło na miejsce tłum gapiów. Wśród nich pojawiło się sporo młodych ludzi, którzy natychmiast rozpoznali charakterystyczne auto. Jak się okazało, luksusowy Mercedes i jego użytkownik byli doskonale znani lokalnej społeczności z filmów publikowanych na TikToku. Wirtualna popularność brutalnie zderzyła się jednak z rzeczywistością.
Same okoliczności finału tej nocy budzą spore wielokropki. Z ustaleń wynika, iż policja podjęła decyzję o administracyjnym odholowaniu roztrzaskanego pojazdu, ponieważ zagrażał on bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Taka procedura – zwłaszcza przy braku kierującego na miejscu w momencie zabezpieczania śladów – bardzo często zwiastuje scenariusz, w którym sprawca postanowił oddalić się pieszo jeszcze przed przyjazdem policji.
Z jakich przyczyn kierowca stracił panowanie nad autem i czy rzeczywiście próbował uniknąć natychmiastowego spotkania z mundurowymi? Tego na razie oficjalnie nie wiadomo – dokładny przebieg i okoliczności sprawy będą wyjaśniać ostrowscy policjanci. Pewne jest natomiast jedno – samochód, który miał być narzędziem do zbierania wyświetleń i spełnieniem marzeń, stał się niezwykle kosztowną lekcją pokory.
Bo jak mawiają, koń mechaniczny potrafi ponieść równie łatwo jak ten prawdziwy. Zwłaszcza wtedy, gdy internetowa sława i młodzieńcza fantazja próbują udowodnić, iż są szybsze od rozsądku.
















