Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa ciężko zachorował, a były prosił mnie o pożyczkę na lec…

polregion.pl 7 godzin temu

Mam trzydzieści siedem lat. Rozwiodłam się już dawno temu, dokładnie dekadę temu. Mój były mąż, Andrzej Kowalczyk, zdradził mnie z inną kobietą, więc nie potrafiłam mu tego wybaczyć. Teraz mieszka z tą kobietą, Małgorzatą.

Małgorzata zaszła z nim w ciążę, urodziła syna, Michała, a potem Andrzej ją poślubił. Po tym wszystkim unikałam kontaktu z nim i nie miałam pojęcia, co dzieje się w ich rodzinie.

Mam dobrą pracę, zarabiam naprawdę dobrze. I właśnie tydzień temu, jadąc przez zakurzone ulice Krakowa, zobaczyłam przed swoim mieszkaniem mojego byłego. Nie widzieliśmy się od jedenastu lat. Przez chwilę stanęłam, zdziwiona jego widokiem. Chciałam mu powiedzieć, jak bardzo go nie chcę tutaj, ale on natychmiast zaczął mówić. Powiedział, iż jego syn, Michał, zachorował na raka. Leczenie jest kosztowne. Andrzej i Małgorzata nie mają takiej sumy więc przyszedł po pomoc do mnie.

Dowiedział się, iż niedawno sprzedałam mieszkanie po babci w Katowicach, więc mam sporą gotówkę. Wyliczył wszystko: to idealny moment, gdy akurat mam środki. Jakby szczęście mu sprzyjało.

Jeszcze nie wiedziałam, na co przeznaczę te pieniądze rozważam kupno nowego auta, ale najpierw muszę zrobić prawo jazdy, na co brakuje mi czasu. Kwota jest znacząca, nie zamierzam rozstawać się z nią pochopnie. Zastanawiałam się, czy Andrzej kiedykolwiek pomógłby mi, gdybym to ja ciężko zachorowała. Wątpię.

Wiesz, w jakim jesteśmy potrzasku? mówił drżącym głosem. A przecież on nigdy nie przejmował się moimi uczuciami. Jego żona również nie. Przecież kiedyś nie zawahał się, by zamienić mnie na nią, odkładając naszą przeszłość do lamusa. Przy rozwodzie wszystko podzieliliśmy po połowie, choćby próbował zmusić mnie do oddania mieszkania, chociaż to ja kupiłam je jeszcze przed ślubem. Tylko to mnie uratowało. Jaki był biedny, nieszczęśliwy! A dziś stoi przede mną i żąda pieniędzy, mówiąc o niesprawiedliwości losu!

Zapewniał, iż przedstawi wszelkie dokumenty, jeżeli mu nie wierzę. Ale ja nie chcę tego oglądać. Nie zamierzam mu pomagać, choćby obiecywał, iż zwróci wszystko co do grosza. Michał potrzebuje również kosztownej rehabilitacji. Powiedziałam mu wprost: szczerze wątpię, iż cokolwiek odda.

A czemu nie pożyczysz z banku? rzuciłam chłodno.

Wszystko powiedziałam mu prosto w oczy. Zaczął błagać, krzyczeć, proponował, iż uklęknie. Ale to mnie nie rusza. Nie chcę go upokarzać, nie chcę w ogóle z nim rozmawiać. Przecież kiedyś mnie zdradził, porzucił. Teraz niech radzi sobie sam. Wysyczałam mu, iż nie pomogę i mam dość jego obecności. Zapewnił, iż wróci, kiedy ochłonę i przemyślę sprawę. Nie ma nad czym się zastanawiać.

Wiem, iż niektórzy powiedzą: Ależ jesteś bez serca, Aniela! Tyle iż ja chcę sama decydować o swoich pieniądzach i nie zamierzam dzielić się nimi z tym człowiekiem. Po tej rozmowie czułam się kiepsko, bolały mnie nerwy. Ale nie podam im pomocnej ręki to będzie dla nich nauczka za dawne krzywdy; zapłata za to, co zrobili.

Idź do oryginalnego materiału