Ten stanowczy postulat wybrzmiał pewnie w głowach – i to z siłą bijących dzwonów – tym wszystkim, którzy śledzili w ostatnim tygodniu relacje z ogłoszenia wyroku 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka. Sprawcy tragicznego wypadku drogowego i pięciu współoskarżonych, którzy mu pomagali zacierać ślady, a nie pomogli poszkodowanym.
Sprawca pod wpływem alkoholu jechał z prędkością ponad 220 km na godzinę i nagrywał na telefonie swoje wyczyny. Doprowadził do wypadku, w którym zginął młody mężczyzna, poważne obrażenia odnieśli jego żona i dzieci, a także pasażerka pirata drogowego.
Łukasz Żak zapracował na tak surowy wyrok także swoją postawą w sali rozpraw. Nie zdobył się na skruchę i żal, ironizował, żartował, demonstracyjnie wyszedł z sali. Markowe koszulki zajmowały go bardziej niż refleksja nad tym, co zrobił. „Testował pan moją cierpliwość wiele razy” – przyznał wydający wyrok sędzia Mitera.
Wyrok w sprawie Łukasza Żaka a bezpieczeństwo na polskich drogach
Orzeczenie, jakie zapadło przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście, ma ważne znaczenie nie tylko w perspektywie – być może niełatwej – resocjalizacji tego konkretnego sprawcy z jego skomplikowaną i – pewnie nie tylko dla sądu – trudną do zrozumienia osobowością. Ono ma przede wszystkim znaczenie społeczne. „Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie i Kasie na drodze – mówił sędzia – tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan”.
Bo choćby jeżeli Łukasz Żak jest wyjątkiem z powodu poziomu arogancji, poczucia wyższości czy braku refleksji, to i sędzia (mówił o tym w jednym z wywiadów), i każdy z nas widuje na drogach bardzo wielu kierowców, którzy świadomie łamią przepisy, bo oni „muszą jechać”. Także na trzeciego, na czwartego. Bez szacunku dla ograniczeń prędkości i dla innych kierujących. Często pod wpływem alkoholu.
Potwierdzają to statystyki. W 2025 roku doszło w Polsce do 21 tysięcy wypadków i 400 tys. kolizji. 1660 osób na drogach zginęło, a blisko 25 tysięcy zostało rannych. Policja ujawniła niemal 100 tysięcy kierowców pijanych. Ilu ich było naprawdę, nigdy się nie dowiemy.
Dlatego trudno nie zgodzić się z ministrem sprawiedliwości, który podkreśla, iż nasze myśli powinny być przede wszystkim z rodzinami ofiar. Ale też zapowiada jednoznacznie, iż osoby, które świadomie łamią przepisy, prowadzą pojazdy pod wpływem alkoholu, ignorują sądowe zakazy i narażają życie innych muszą liczyć się z najsurowszą odpowiedzialnością karną.
Taka linia orzecznicza nie będzie wyrazem zemsty ani potępienia kogokolwiek. Raczej sposobem na ochronę bezpieczeństwa obywateli.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania











