Kolejna rozprawa w sprawie Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1, w którym zginęły trzy osoby. Tym razem zeznania składali strażacy.
Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1. Według śledczych Sebastian M. jadąc z prędkością 315 km/h stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na środkowy pas i uderzył w samochód marki Kia, którym podróżowała trzyosobowa rodzina. Wszyscy, w tym 5-latek, zginęli na miejscu, a Sebastian M. uciekł do Dubaju.

Dzisiaj przed sądem zeznawali strażacy z jednostki OSP w Srocku, którzy wjechali na autostradę wjazdem serwisowym i jako pierwsi ze służb dotarli na miejsce zdarzenia.
Obecni na miejscu świadkowie mówili, iż próbowali wcześniej otworzyć drzwi palącego się auta, jednak uniemożliwił im to ogień. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, samochód był już cały w płomieniach. Samochód miał wgniecenie z tyłu pojazdu, gdzie znajdował się zbiornik paliwa. To mogło być przyczyną gwałtownego rozprzestrzeniania się pożaru – mówił strażak dowodzący akcją gaśniczą.
Później odnaleźli w pojeździe ciała trzech osób.
Po przybyciu prokurator, ja i inni druhowie z OSP Sierosław, wyciągaliśmy ze spalonego samochodu ciała ofiar. Musieliśmy wyciąć drzwi i odciąć dach, by się do nich dostać. Najpierw wyjęliśmy ciało z przodu, ciało kierowcy. Potem chcieliśmy wyjąć dorosłą osobę z tyłu. Ale okazało się, iż dziecko miało nogi położone na nogach mamy, więc najpierw musieliśmy wyjąć jego ciałko – mówił druh.
Kolejny strażak stwierdził, iż trudno było ustalić markę i model pojazdu. Udało się, ponieważ wśród rozrzuconych fragmentów pojazdów i rzeczy osobistych leżała książka serwisowa. Była to Kia.
Według portalu brd24.pl, przesłuchiwani do tej pory przed sądem strażacy nie powiedzieli więcej niż zeznali tuż po wypadku na przesłuchaniach. Zeznania będzie składało jeszcze dwóch z nich.
Sebastian M. podważał dowody zgromadzone w sprawie. Według niego rodzina zginęła w wyniku pożaru, a nie zderzenia z BMW.
foto. PSP















