Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu poinformowała po przesłuchaniu, iż mężczyzna ma już status podejrzanego, a zarzucany mu czyn jest zagrożony karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Kierowca przyznał się, ale to nie zamyka sprawyŚledczy przekazali, iż 57-latek przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia dotyczące przebiegu zdarzenia. Prokuratura zaznacza jednak, iż część jego relacji budzi wątpliwości i wymaga dalszej weryfikacji, dlatego samo przyznanie się nie oznacza końca najważniejszych ustaleń w sprawie.
Prokuratura nie kupuje wprost wersji o zasłabnięciuNajważniejszy spór w śledztwie dotyczy dziś tego, co działo się z kierowcą tuż przed zjechaniem auta na przeciwległy pas. Według prokuratury mężczyzna w swoich wyjaśnieniach porusza się między wersją o utracie przytomności, rozkojarzeniu i niepamięci przebiegu zdarzenia. Śledczy otwarcie wskazują, iż część tych tłumaczeń może być elementem linii obrony, a nie wiernym opisem tego, co wydarzyło się za kierownicą.
Badania kierowcy przez cały czas trwająProkuratura podała, iż ogólny stan zdrowia podejrzanego jest dobry, ale konieczne są dalsze analizy i badania, które mają zweryfikować, czy rzeczywiście mogło dojść do zasłabnięcia albo innego nagłego zdarzenia medycznego. Jeszcze wcześniej pobrano też krew do szerokiego panelu toksykologicznego, który ma pokazać, czy w organizmie znajdowały się jakiekolwiek substancje mogące mieć znaczenie dla sprawy.
Biegły nie stwierdził awarii auta ani śladów hamowaniaJednym z ważniejszych wstępnych ustaleń jest ocena techniczna pojazdu. Biegły z zakresu wypadków drogowych uznał, iż samochód był sprawny, a układ kierowniczy i hamulcowy działały prawidłowo. Śledczy podali również, iż na miejscu nie ujawniono śladów hamowania, co może mieć istotne znaczenie dla odtworzenia ostatnich sekund przed zderzeniem.
Prokuratura rozważa aresztPo przesłuchaniu śledczy sygnalizowali, iż jeszcze tego samego dnia może powstać wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego. Później Gazeta.pl podała, iż taki wniosek został sporządzony. W uzasadnieniu prokuratura wskazuje na grożącą karę, ryzyko matactwa i obawę ucieczki.
Nadal brakuje jednego kluczowego elementuProkuratura przyznaje, iż w sprawie wciąż nie ma informacji o naocznych świadkach samego momentu zderzenia. Przesłuchano osoby, które pojawiły się już po wypadku i brały udział w reanimacji, ale śledczy przez cały czas apelują do wszystkich, którzy mogli widzieć zdarzenie albo przejeżdżali tamtędy z wideorejestratorem. To właśnie takie relacje lub nagrania mogą okazać się decydujące przy odtworzeniu dokładnego przebiegu tragedii.
Do wypadku doszło 23 kwietnia w Dąbrowie GórniczejŁukasz Litewka zginął 23 kwietnia po godz. 13 na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Z wcześniejszych ustaleń policji wynikało, iż 57-letni kierowca zjechał na przeciwległy pas i śmiertelnie potrącił posła, który jechał rowerem prawidłowo. Dziś śledztwo koncentruje się już nie na tym, czy doszło do zderzenia, ale na tym, dlaczego auto znalazło się na torze jazdy Litewki i czy kierowca rzeczywiście stracił kontrolę z przyczyn zdrowotnych.
Na końcu całej sprawy pozostaje więc jedno najważniejsze pytanie: czy wersja o nagłym zasłabnięciu wytrzyma zderzenie z opiniami biegłych, wynikami badań i ewentualnymi nowymi dowodami. To właśnie od tego zależy, jak prokuratura i sąd ostatecznie ocenią odpowiedzialność kierowcy za śmierć posła.
To też może cię zainteresować:
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach:









![Nie tylko auta przyciągają uwagę… elegancja i wyjątkowy klimat Poznań Motor Show 2026 robią wrażenie [ZDJĘCIA, FILM]](https://i0.wp.com/wielkopolskamagazyn.pl/wp-content/uploads/2026/04/20260424_113817919_iOS.jpg?ssl=1&resize=1920%2C1920)


