Śmierć 47-letniego gnieźnianina. Rodzina: „To tragedia, której można było uniknąć”. Szpital: „Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy. Walczyliśmy o życie człowieka, ale nie każdą walkę idzie wygrać”

moje-gniezno.pl 3 dni temu

To historia, która w ostatnich dniach elektryzuje Gniezno. 47-letni Krzysztof Chudzik – mąż, ojciec trójki dzieci, pracownik, człowiek bez przewlekłych chorób – zmarł 27 stycznia 2026 roku po kilku dniach walki o życie. Trafił do szpitala po upadku ze schodów w kamienicy przy ul. Dąbrówki i z silnym bólem głowy. Dziś rodzina mówi wprost o zaniedbaniach i zapowiada walkę o sprawiedliwość. Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie oraz kierownictwo Zespołów Ratownictwa Medycznego odpierają zarzuty, twierdząc, iż procedury zostały dochowane, a działania były zgodne z aktualną wiedzą medyczną. Między tymi stanowiskami jest śmierć człowieka i troje osieroconych dzieci.

20 stycznia. Dwie karetki, narastający dramat

Według relacji bliskich, 20 stycznia Krzysztof Chudzik od rana skarżył się na ból głowy. Po powrocie do domu upadł na schodach prowadzących na czwarte piętro. Objawy się nasiliły. O godz. 17.41 wezwana została karetka. Rodzina w oficjalnym oświadczeniu pisze:

W dniu 20 stycznia 2026 roku nasz mąż, tata i brat – Krzysztof Chudzik, lat 47 – zgłosił ból głowy i upadł ze schodów wchodząc do mieszkania na 4 pietrze w Gnieźnie. Tego samego dnia dwukrotnie wzywaliśmy Pogotowie Ratunkowe. Niestety, od samego początku spotkaliśmy się z lekceważeniem, brakiem podstawowych badań oraz pochopnymi, krzywdzącymi osądami.

Bliscy wskazują, iż podczas pierwszej interwencji ratownicy medyczni:

Nie wykonali żadnych badań. Na sugestie żony, iż może ma udar i mimo, iż Krzysztof wymiotował krwią, usłyszeliśmy: „ma wrzody żołądka, niech idzie do lekarza rodzinnego, na ból głowy Ketonal forte i nie wzywa się karetki pogotowia. Zasugerowali, iż jest pod wpływem alkoholu, choć żona wyraźnie zaprzeczyła. Późniejsze badanie krwi (poniżej 0,21 promila) potwierdziło, iż był praktycznie trzeźwy.

Z informacji przekazanych przez szpital i ratowników medycznych wynika natomiast, iż podczas pierwszego wyjazdu ZRM (przybycie na miejsce o 18:12) pacjent był przytomny, w skali GCS 15, bez deficytów neurologicznych, bez widocznych obrażeń urazowych. Zespół miał przeprowadzić pełne badanie neurologiczne i – wobec braku odchyleń – pozostawić pacjenta w domu z zaleceniami.

Kilka godzin później stan Krzysztofa się pogorszył. Przed godziną 21.00 ponownie wzywana była karetka.

Rodzina relacjonuje:

Przyjechali ci sami ratownicy, przez cały czas traktując Krzysztofa jak pacjenta „alkoholowego”. Krzysztof miał problemy z mową i utrzymaniem równowagi, ale ratownicy kazali żonie sprowadzić go ze schodów z 4. piętra, a jednego z nich szarpał męża za bluzę. Dopiero wtedy zabrali go do Szpitala Powiatowego w Gnieźnie.

Szpital w odpowiedzi twierdzi, iż przebieg zdarzeń wyglądał inaczej: pacjent miał poruszać się o własnych siłach, a decyzję o alternatywnym sposobie ewakuacji podjęto z uwagi na jego okresowe pobudzenie i względy bezpieczeństwa. Podkreślono, iż nie stwierdzono uchybień proceduralnych.

SOR w Gnieźnie: krwiak w mózgu i spór o diagnostykę

Do SOR w Gnieźnie Krzysztof Chudzik trafił około godziny 21.00. W dokumentacji rozpoznano krwiaka śródmózgowego oraz krwotok podpajęczynówkowy.

Rodzina twierdzi:

Nie wykonano pilnie tomografii ani rezonansu magnetycznego – w dokumentacji zapisano, iż sprzęt ma awarię. Szpital zaprzecza, ale rodzina otrzymała dokumenty z adnotacją o awarii. Nie przetransportowano Krzysztofa do ośrodka neurochirurgicznego w Poznaniu lub innych szpitalu zawierających taki oddział w Polsce przez ponad dobę – mimo iż stan był krytyczny, a konsultujący lekarz z Poznania zalecił pilne dalsze leczenie. Lekarz dyżurny dzwonił do naszej rodziny, sugerując, iż pacjent jest „kompletnie pijany” – co było nieprawdą i stygmatyzowało chorego.

Szpital stanowczo zaprzecza, jakoby nie wykonano badań z powodu awarii rezonansu. W przesłanym stanowisku wskazano, iż w SOR zlecono badania laboratoryjne oraz tomografię komputerową, a pacjent był konsultowany z Kliniką Neurochirurgii.

W dokumentacji z 9 lutego 2026 r. przyznano jednak, iż nieścisłość w epikryzie mogła sugerować brak diagnostyki obrazowej z powodu awarii sprzętu. Szpital wyjaśnia, iż badania obrazowe wykonano, natomiast problemy techniczne dotyczyły możliwości wykonania kolejnych badań, w tym kontrolnego tomografu komputerowego w szpitalu – z powodu awarii aparatu – oraz niemożności przeprowadzenia rezonansu z uwagi na brak elementu zestawu do znieczulenia. Pacjent wymagał intubacji, natomiast producent rezonansu nie dostarczył wspomnianego powyżej elementu. Wyniki skonsultowano z Kliniką Neurochirurgii w Poznaniu. Tam doktor pełniąca dyżur poinformowała, iż jej zdaniem nie ma przesłanek do pilnej interwencji operacyjnej w godzinach nocnych, jednocześnie informując o braku miejsc w szpitalu. Zasugerowała kontakt z Kliniką przy ul. Przybyszewskiego. Gnieźnieński Szpital skontaktował się zgodnie z sugestią, jednak otrzymał informację, iż zespół lekarzy rozpoczyna rozległą operację i nie ma możliwości przyjęcia kolejnego pacjenta. To jednoznacznie wskazuje, iż personel Szpitala Pomnik Chrztu Polski zrobił wszystko, aby pacjent znalazł się pod specjalistyczną opieką. Zabrakło miejsc w Poznaniu, ludzi, być może empatii w większych klinikach.

Pacjent został przekazany do szpitala im. J. Strusia w Poznaniu 22 stycznia o godz. 14.30. Tam wykonano kraniektomię i odsączono krwiaka. Stan był określany jako krytycznie ciężki.

27 stycznia stwierdzono śmierć mózgu.

„To tragedia, której można było uniknąć”

Rodzina nie ma wątpliwości, iż najważniejsze były pierwsze godziny.

Śmierć mojego brata nie może pozostać tylko kolejną statystyką. Nie pozwolę, by była tylko bolesnym wspomnieniem. Będę dążył do tego, żeby stała się początkiem realnej zmiany – w służbie zdrowia w Gnieźnie i w całej Polsce. Nikt nie powinien bać się dzwonić po pogotowie. Nikt nie powinien umierać, bo zabrakło kogoś, kto mógł przyjechać na czas. To musi się zmienić – mówi Michał Góralczyk.

Żona zmarłego podkreśla:

Mam ogromny żal do szpitala w Gnieźnie, iż pomimo awarii sprzętu i zdiagnozowanego poważnego stanu, pozostawiono męża bez pilnej i fachowej pomocy. Transport do Poznania już 20 stycznia mógł mu uratować życie. Do dziś nie wiem, dlaczego nikt nie podjął takiej decyzji. Należy podkreślić fakt, iż o ile nie doszłoby do zaniedbań przez zespół ratownictwa nr 1 uratowali byśmy Krzyśka.

Rodzina domaga się wszczęcia postępowania przez Prokuraturę Rejonową w Gnieźnie, niezależnej kontroli w szpitalu, przeprosin oraz systemowych zmian w procedurach.

Szpital: „Nie stwierdzono uchybień. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy”

W oficjalnym piśmie Szpital Pomnik Chrztu Polski informuje, iż dokumentacja ZRM jest spójna czasowo i merytorycznie, ratownicy posiadają wieloletnie doświadczenie, postępowanie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną, podejmowano wielokrotne próby przekazania pacjenta do ośrodków referencyjnych, ograniczenia miały charakter obiektywny (brak miejsc, serwis aparatury w Poznaniu, problemy techniczne). Zaznaczono również, iż pacjent początkowo – podczas drugiej wizyty Zespołu Ratownictwa Medycznego – odmawiał transportu do szpitala. Podkreślane są także rozbieżności w relacjach członków rodziny, które nie znajdują potwierdzenia w spójnych wyjaśnieniach ratowników medycznych i dokumentacji.

Szpital podkreśla, iż każda decyzja była podejmowana z uwzględnieniem aktualnego stanu klinicznego pacjenta i dostępnych możliwości organizacyjnych.

W swoim stanowisku szpital podkreśla również, iż od momentu rozpoznania ciężkiego krwawienia śródczaszkowego prowadzono intensywne działania mające na celu jak najszybsze przekazanie pacjenta do jednego z wyspecjalizowanych ośrodków neurochirurgicznych w Poznaniu. Jak zaznacza dyrekcja, Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie jest placówką powiatową, a nie klinicznym ośrodkiem wysokospecjalistycznym z oddziałem neurochirurgii. Mimo iż – jak podkreślono – jak na szpital powiatowy dysponuje on szerokim zapleczem diagnostycznym i nowoczesnym sprzętem, istnieją przypadki o szczególnie ciężkim przebiegu, które wymagają leczenia w wyspecjalizowanych centrach referencyjnych. Według przekazanych informacji personel miał wielokrotnie kontaktować się z poznańskimi placówkami, podejmując próby organizacji transportu i przekazania chorego tak szybko, jak było to możliwe w danych warunkach systemowych i organizacyjnych.

Pomiędzy dokumentacją a rozpaczą

Ta sprawa nie jest dziś wyłącznie sporem o interpretację procedur. To pytanie o system: o dostępność diagnostyki, o tempo decyzji w przypadkach neurologicznych, o kulturę komunikacji z rodziną, o cienką granicę między „brakiem wskazań” a utratą bezcennego czasu.

Dla rodziny to nie jest analiza medyczna. To puste miejsce przy stole. To dziecko przystępujące do Pierwszej Komunii bez ojca.

Podsumowując najważniejsze zdarzenia

Prowadzono konsultację z Kliniką Neurochirurgii w Poznaniu. Po analizie badań lekarz konsultujący wskazał, iż przy zachowanej przytomności pacjenta nie ma wskazań do pilnej operacji w godzinach nocnych. Jednocześnie poinformowano o braku wolnych miejsc i zasugerowano kontakt z inną kliniką.

Lekarz dyżurny skontaktował się z drugim ośrodkiem w Poznaniu, jednak tam również odmówiono przyjęcia – z powodu trwającej operacji i braku możliwości przejęcia pacjenta w danym momencie. W tej sytuacji, biorąc pod uwagę stanowisko konsultanta oraz realne możliwości organizacyjne, pacjent został przekazany na oddział chirurgii w Gnieźnie w celu dalszej obserwacji, z zaleceniem ponownego kontaktu z neurochirurgią rano lub w razie pogorszenia stanu.

Rano nie odnotowano poprawy – pacjent pozostawał splątany i pobudzony. Ponownie nawiązano kontakt z Kliniką Neurochirurgii, która zaleciła wykonanie kolejnych badań obrazowych. Nie było jednak możliwości powtórzenia tomografii w Gnieźnie z powodu awarii aparatu TK. Zgodnie z sugestią specjalistów podjęto próbę wykonania rezonansu magnetycznego, choć jest to badanie dłuższe i bardziej obciążające. Ze względu na stan pacjenta konieczne było znieczulenie ogólne i zabezpieczenie dróg oddechowych. Ostatecznie badania nie udało się przeprowadzić z powodu braku jednego z elementów zestawu do znieczulenia. Pacjent został przekazany na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej.

W międzyczasie lekarz chirurg ponownie prowadził rozmowy z poznańskimi ośrodkami, starając się jak najszybciej przekazać pacjenta do szpitala referencyjnego. Wskazywano, iż kluczowym badaniem w tej sytuacji może być DSA (angiografia), które w Poznaniu wykonywane jest tylko w dwóch klinikach. W jednym przypadku wstępnie wyrażono gotowość przyjęcia pacjenta na podstawie dotychczasowych badań, jednak później poinformowano o trwającym serwisie aparatury i braku możliwości wykonania niezbędnego badania, co skutkowało odmową przyjęcia. W drugim ośrodku odmówiono z powodu braku miejsc na OIOM – informację tę potwierdzono również mailowo.

Sprawa może trafić do prokuratury. o ile tak się stanie, to niezależni biegli ocenią, czy działania były zgodne ze sztuką medyczną, czy też doszło do błędów, które mogły mieć wpływ na tragiczny finał.

Do sprawy będziemy wracać.

Idź do oryginalnego materiału