Sebastian M. – końcowa mowa w procesie

gazetatrybunalska.info 1 tydzień temu

Sebastian M. uczestnik wypadku drogowego na autostradzie A1 niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego został oskarżony, osądzony i skazany zanim trafił przed oblicze niezawisłego sadu.

Prokuratorem i sędzią w jednej osobie była opinia publiczna. Od jesieni 2023 roku karmiono ją regularnie, w dużej mierze agresywnymi artykułami publikowanymi w portalach internetowych i mediach społecznościowych.

Pierwszą osobą, która umożliwiła Sebastianowi M. wypowiedź w sprawie wypadku, do którego doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1, był Zbigniew Stonoga. „Gazeta Trybunalska” pisała o tym w materiale pt. „Zbigniew Stonoga rozmawia z Sebastianem Majtczakiem”.

Następnie trzeba było czekać niemal 1,5 roku, aby podczas posiedzenia 7 października 2026 r. w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim usłyszeć mowę końcową oskarżonego.

Poniżej publikujemy pełen zapis wypowiedzi Sebastiana M., aby dać możliwość skonfrontowania jego punktu widzenia z wcześniejszymi przekazami medialnymi. Warto równocześnie podkreślić, iż przedstawiciele „Gazety Trybunalskiej” nie uczestniczyli wcześniej w rozprawach z dwóch powodów: unikamy konkurencji w dostarczaniu informacji i opinii, a poza tym interesują nas utrwalone fakty, a nie bieżące spekulacje czy domysły. Z tego powodu „GT”, jako jedyny portal w kraju, opublikowała akt oskarżenia przeciwko Sebastianowi M. wraz z uzasadnieniem, rezygnując jednocześnie z redakcyjnego komentarza.

Czytaj: „Akt oskarżenia przeciwko Sebastianowi M.”.

W tym czasie we wpisach internautów i publikacjach medialnych wielokrotnie podważano podstawowe zasady procesu karnego, w tym domniemanie niewinności i prawo oskarżonego do obrony. Nieustannie dochodziło do formułowania kategorycznych sadów o winie oskarżonego, zanim zapadł wyrok.

Na to nie może być zgody. Nie może być zgody na szerzenie nienawiści, rozpowszechnianie kłamstw i publikowanie zbrodniczych postów, których autorzy, za przyzwoleniem wydawców witryn internetowych, tworzą atmosferę linczu.

Adwokat dr Katarzyna Hebda na sądowym korytarzu. Foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Media łakną krwi i zemsty. Po zakończeniu ostatniego posiedzenia, na korytarzu ich wysłannicy zgromadzili się wokół autora aktu oskarżenia prok. Aleksandra Dudy. Zaledwie kilku z nich zdecydowało się na rozmowę z obrońcą oskarżonego adw. dr Katarzyną Hebdą. Pierwszym, który przeprowadził z nią rozmowę, był przedstawiciel „Gazety Trybunalskiej”.

Zapytana o przewidywania dotyczące wyroku mec. Hebda stwierdziła:

Trudno mi wskazać, jakie będzie rozstrzygnięcie. Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu sąd ulegnie presji społecznej.

Oskarżony powiedział:

Chciałbym państwu przede wszystkim złożyć najszczersze wyrazy współczucia z powodu straty dzieci. Nie ma adekwatnych słów dla państwa cierpienia, straty i bólu. Ta pustka, świadomość, iż nie spędzicie państwo czasu, nie będziecie uczestniczyć w rozwoju swojej córki Martyny i syna Patryka, iż nie odprowadzicie swojego wnuka Oliwiera do przedszkola, iż nie spotkacie się przy stole wigilijnym czy podczas innej ważnej uroczystości.

Media zrobiły ze mnie człowieka, którym nie jestem. Zawsze żyłem z poszanowaniem życia ludzkiego, a rodzina jest dla mnie najważniejsza. Dlatego staram się utożsamiać z państwem, z państwa cierpieniem i stratą. Nie ma dnia, abym nie myślał o wypadku, który nie powinien się wydarzyć. O tragedii, która zmieniła losy i życie wielu osób i rodzin. Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam.

Wysoki sądzie, przez trzy lata obserwowałem, jak w tej sprawie hipoteza stała się faktem. Tylko dlatego, iż była wystarczająco wiele razy powtarzana. Zanim ktokolwiek dysponował kompletnymi materiałami, zanim wykonano analizy, zanim przesłuchano biegłych, dla opinii publicznej było już wiadomo, iż to ja zabiłem trzy osoby.

Nie wracam do tego, żeby prosić sąd o współczucie. Chcę zwrócić uwagę, iż najpierw powinny być przeprowadzone potrzebne dowody, należycie ocenione, a na samym końcu wyciągnięte z tego adekwatne wnioski.

Przez cały proces słyszałem, iż obrona mnoży wątpliwości, szuka kolejnych ekspertów i próbuje oddalić sąd od prawdy. Zdecydowanie muszę temu zaprzeczyć, bo przez cały proces próbowaliśmy doprowadzić do sprawdzenia dowodów i ustalenia prawdy.

Dla mnie najważniejsze było odkrycie tej przyczyny, przyczyny tej tragedii. Tym bardziej iż przeżyłem ten wypadek i dokładnie wiem, co się wydarzyło przed zderzeniem.

Jeżeli nasze twierdzenia były błędne, istniał bardzo prosty sposób, żeby to wykazać: powołać nowych biegłych wobec dalekich, uzasadnionych zastrzeżeń, które podjęliśmy w związku z wydanymi w sprawie opiniami. Obrona o to wnosiła i tego się domagaliśmy. Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, iż próbujemy uciekać od prawdy. Wysoki sądzie, człowiek, który chce uciec od prawdy, nie domaga się przeprowadzenia czynności, które mają ją ustalić w sposób niepodważalny.

Chciałbym zwrócić uwagę na najważniejsze fakty. Przez cały proces słyszałem, iż obrona kłamie, ja kłamię. Ja się z tym nie zgadzam. My przedstawiamy sądowi wersję, której po prostu nie da się wykluczyć.

W mojej ocenie obiektywne dowody znajdujące się w tej sprawie pokazują, co się wydarzyło. o ile przestaniemy wychodzić od założenia, iż do pierwszego kontaktu musiało dojść na środkowym pasie, w miejscu wskazanym przez biegłych, i zamiast tego zaczniemy od dowodów, okazuje się, iż one układają się w logiczną i spójną całość. Tą całością jest przebieg, który przedstawiam od samego początku, od dnia wypadku.

Jechałem po lewym pasie, Kia znajdowała się na środkowym i zaczęła przemieszczać się w kierunku lewego pasa. Na tym lewym pasie doszło do pierwszego kontaktu z samochodem. Nastąpiło to ponad 100 metrów wcześniej niż w miejscu przyjętym przez biegłych.

Wiem, iż nie utraciłem panowania nad samochodem, a tym bardziej nie hamowałem niemal 3 sekundy. Dlatego nie zgadzam się, kiedy słyszę, iż obrona stworzyła alternatywną hipotezę i próbuje zasiać wątpliwości. To nie jest hipoteza stworzona na potrzeby procesu. Tak powiedziałem bezpośrednio po wypadku, zanim znaliśmy jakiekolwiek wyniki opinii. A później pojawiły się ślady, dane elektroniczne, fotografie, nagrania i kolejne analizy. I one nie zmusiły mnie do zmiany tej opinii, one ją potwierdziły.

Nie jestem prawnikiem, nie znam się na kruczkach prawnych ani wyuczonej krytyce słownej biegłych i prokuratury, żeby ominąć odpowiedzi na pytania. Ale nie jestem w stanie zrozumieć, jak treść opinii stoi w całkowitej sprzeczności z wnioskami. Jak z jednej strony biegli pokazują, iż w jedną sekundę pokonywałem 80 metrów, długość boiska piłkarskiego, a kilka kartek później prawie jedna sekunda hamowania nie ma dla nich znaczenia. Jak biegły koryguje co najmniej pięciokrotnie kąt skrętu samochodu Kia, a biegli w ogóle tego nie uwzględniają ani się do tego nie odnoszą. Czy jak używają zdjęć zrobionych z pierwszej i drugiej w nocy po posprzątaniu lewego pasa – jak zeznawali wszyscy świadkowie – zamiast tych zrobionych przez policję na miejscu zdarzenia. Ani jak jest używana metoda autorska, bez żadnych badań i potwierdzeń, której choćby nie mogę zweryfikować, a okazała się kluczowa do ustalenia przebiegu zdarzenia.

Chciałbym na koniec wrócić do tego, od czego zacząłem. Sąd nie odpowiada dzisiaj na pytanie, czy wydarzyła się ta tragedia. To jest bezsporne. Sąd odpowiada na inne pytanie: czy to ja spowodowałem ten wypadek. I na to pytanie nie można odpowiedzieć przez pryzmat rozmiaru tragedii, emocji społecznych, liczby publikacji prasowych ani tego, jak wiele razy przez ostatnie trzy lata byłem nazywany mordercą bądź zabójcą. Na to pytanie można odpowiedzieć wyłącznie na podstawie dowodów.

Od początku mówiłem, iż jechałem lewym pasem. Mówiłem, iż Kia znajdowała się po mojej prawej stronie i zaczęła przemieszczać się na lewy pas. Mówiłem, iż właśnie tam doszło do pierwszego kontaktu naszych samochodów.

Nie znałem wtedy opinii biegłych, nie znałem danych EDR, nie znałem wyników późniejszych analiz, nie wiedziałem, jakie ślady zostały zabezpieczone na drodze oraz jakie informacje uda się pozyskać z samochodów. Powiedziałem po prostu to, co pamiętałem i to, co się wydarzyło. Dzisiaj, po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego, przez cały czas mówię dokładnie to samo.

Tyle iż dzisiaj nie są to już tylko moje słowa.

Na lewym pasie, ponad 100 metrów przed miejscem przyjętym przez biegłych, znajdują się ślady świadczące o dynamicznym zdarzeniu. Znajdują się tam fragmenty uszkodzonych elementów pojazdu. Zmienia się charakter śladów pozostawionych przez koła. Dane EDR BMW nie odpowiadają czasowi potrzebnemu do pokonania 163 metrów przed zderzeniem w sposób przyjęty przez biegłych. Dane dotyczące kierownicy BMW pokazują reakcję w lewo. Dane dotyczące natomiast Kii nie dają podstaw do kategorycznego stwierdzenia, iż samochód ten przez cały czas pozostawał na środkowym pasie. Analiza materiału wideo również nie usuwa tych wątpliwości. Te dowody nie powstały dlatego, iż ja tak wyjaśniałem. One po prostu istnieją.

Przez ostatnie trzy lata żyłem ze świadomością, iż dla ogromnej części opinii publicznej wyrok w mojej sprawie zapadł. Byłem nazywany zabójcą, zanim zaczął się mój proces. O mojej winie wypowiadano się publicznie, zanim zgromadzono i zweryfikowano materiał dowodowy. Oceniono nie tylko mnie, ale również moją rodzinę. W przestrzeni publicznej funkcjonowała tylko jedna wersja zdarzenia, która była praktycznie przedstawiana jako fakt.

Nie proszę sądu, żeby oceniał to, co się wydarzyło w mediach. Mówiłem tylko o tym dlatego, iż przez cały ten czas wierzyłem, iż istnieje jedno miejsce, gdzie to nie będzie miało żadnego znaczenia. Tym miejscem jest sala sądowa. Tutaj nie powinno mieć znaczenia, ile artykułów napisano na mój temat, ile osób przekonanych jest o mojej winie ani jak niepopularny byłby wyrok niezgodny z oczekiwaniami opinii publicznej. Tutaj powinny mieć znaczenie wyłącznie dowody. I dlatego proszę sąd, aby oparł na nich swój wyrok.

Nie proszę sądu, żeby mi uwierzył tylko dlatego, iż jestem oskarżonym i tak mówię. Proszę, żeby sąd spojrzał na ślady, na dane elektroniczne, na fotografie i na nagrania. Posiadam prawo jazdy od 18. roku życia. Nigdy nie spowodowałem żadnej kolizji ani wypadku. Żyłem zawsze z poszanowaniem życia ludzkiego i nigdy nikomu nie chciałem zrobić krzywdy.

Uważam, iż materiał dowodowy stoi w sprzeczności z ustaleniami biegłych. I dlatego proszę o uniewinnienie mnie od zarzutu spowodowania tragedii.

Ogłoszenie wyroku w sprawie Sebastiana M. zaplanowano na 21 października 2026 r. Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej ogłosi przewodnicząca składu orzekającego, SSR Renata Folkman.

→ K. Kozielski / kooperacja (mb)

11.10.2026

• zdjęcie tytułowe: Sebastian M. ze swoim obrońcą adw. dr Katarzyną Hebdą, SR Piotrków, 7.10.2026 r., foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

• więcej o sprawie Sebastiana M.: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału