Droga była pusta tego wieczoru.
Słońce już zaszło za las.
Helena Kowalska wracała z córką do domu.
W aucie panowała cisza.
Nagle z tylnego siedzenia rozległ się krzyk.
— Mamo, zatrzymaj się! — zawołała Zosia.
Pięcioletnia dziewczynka wskazywała w stronę pobocza.
— Tam leży pan! — krzyczała przerażona.
Helena spojrzała w tamtą stronę.
Nic nie widziała w ciemności.
— Zosiu, tam nic nie ma — powiedziała spokojnie.
Ale Zosia nie dawała za wygraną.
— Upadł. Potrzebuje pomocy — powtarzała.
— Proszę, mamo, zatrzymaj się.
Coś w jej głosie zaniepokoiło Helenę.
Zjechała na pobocze i zatrzymała auto.
Wyszły razem w chłodny wieczór.
Za skarpą leżał przewrócony motocykl.
Obok niego mężczyzna, nieruchomy.
— Boże… — szepnęła Helena.
Podbiegła bliżej, serce biło jej szybko.
Mężczyzna dyszał płytko i nieregularnie.
Była krew, dużo krwi.
Helena chwyciła telefon, drżącymi rękami wybrała numer.
— Proszę, szybko! Wypadek na drodze! — krzyczała do słuchawki.
Podała adres, jak umiała.
Tymczasem Zosia nie czekała bezczynnie.
Zdjęła swój sweterek, mały, różowy.
Przycisnęła go do rany mężczyzny.
Jej ręce drżały, ale nie ze strachu.
— Proszę się trzymać, panie — szepnęła dziewczynka.
— Zaraz przyjdą dorośli.
— Oni panu pomogą.
Mówiła to z powagą, jakby była dużo starsza.
Helena patrzyła na córkę z niedowierzaniem.
Skąd to opanowanie u tak małego dziecka?
Minuty mijały jak godziny.
Wreszcie w ciemności pojawiły się światła karetki.
Ratownicy wyskoczyli z wozu w pośpiechu.
Jeden z nich podbiegł do mężczyzny.
Drugi ukucnął przy Zosi.
— Kochanie, teraz my się nim zajmiemy — powiedział łagodnie.
Zosia skinęła głową, nie puszczając jeszcze sweterka.
— Dobrze go trzymałaś — dodał ratownik.
— Uratowałaś mu życie.
Dziewczynka spojrzała na matkę.
W jej oczach była ulga.
Helena przytuliła córkę mocno.
— Jesteś moją bohaterką — powiedziała cicho.
Mężczyzna przeżył dzięki tej małej dziewczynce.













