Wczesne popołudnie. Ruch na ulicy Toruńskiej w Trzemesznie – średni. 45-letnia kobieta za kierownicą Peugeota 407 przygotowuje się do skrętu. Robi to zgodnie z przepisami. Sygnalizuje. Zwalnia. Skręca. I wtedy coś uderza w bok jej samochodu.
To nie inny samochód. To hulajnoga elektryczna. Kierował nią 34-letni mieszkaniec Trzemeszna. Uderzenie nie było może potężne, ale na tyle silne, iż mężczyzna spadł z hulajnogi i potoczył się po asfalcie. Efekt? Liczne otarcia na całej powierzchni ciała.
Ponad 0,25 promila. Hulajnoga i alkohol – złe połączenie
Gdy na miejscu pojawili się policjanci, gwałtownie wyszło na jaw, dlaczego kierujący hulajnogą nie zapanował nad pojazdem. Badanie alkomatem wykazało ponad 0,25 promila alkoholu w organizmie 34-latka.
Przypomnijmy. Hulajnoga elektryczna – zgodnie z polskimi przepisami – jest pojazdem. Jazda pod wpływem alkoholu to wykroczenie. I to kosztowne. Mandat za jazdę hulajnogą po alkoholu wynosi 1 000 złotych. Do tego dochodzi sprawa kolizji, którą mężczyzna spowodował.
Do szpitala zawiozła go… kierująca peugeotem
Paradoks tej historii? 45-letnia kobieta, w której bok uderzył pijany mężczyzna, nie tylko nie uciekła, nie tylko nie zostawiła go na drodze. To ona – po wezwaniu służb – zadbała o to, żeby 34-latek trafił do szpitala. Z obrażeniami ciała, głównie licznymi otarciami na całej powierzchni ciała, trafił do szpitala w Mogilnie. Zawiozła go tam 45-latka, która kierowała Peugeotem.
Kobieta była trzeźwa. Badanie nie wykazało żadnych wątpliwości. Ona – zgodnie z przepisami, zdrowym rozsądkiem i ludzką przyzwoitością – wezwała pomoc, a następnie odtransportowała poszkodowanego do placówki medycznej. choćby jeżeli to on był sprawcą.
Nie pierwszy raz. Mężczyzna wróci ze szpitala do komisariatu
34-latek po opuszczeniu mogileńskiego szpitala nie wróci od razu do domu. Czekają go przesłuchanie, a następnie odpowiedzialność przed sądem. Sprawca odpowie teraz za spowodowanie kolizji oraz jazdę hulajnogą pod wpływem alkoholu. Za drugie z wykroczeń grozi mandat w wysokości 1000 złotych. Dodatkowo będzie musiał pokryć wszystkie koszty – swoje leczenie, naprawę peugeota (bo uderzył w bok samochodu, więc koszty nie będą symboliczne), a także postępowanie.
Hulajnogi elektryczne. Wygodne, ale nie bezkarne
Hulajnogi elektryczne od kilku lat podbijają polskie miasta, miasteczka i wsie. Wygodne, tanie w eksploatacji, łatwo dostępne. Ale to nie są zabawki. To pojazdy, którymi obowiązują te same zasady trzeźwości, co w przypadku rowerów czy samochodów.
Polskie przepisy są jasne: osoba kierująca hulajnogą elektryczną w stanie po użyciu alkoholu (od 0,2 do 0,5 promila) podlega karze aresztu albo grzywny nie niższej niż 1000 złotych. W przypadku stanu nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila) – kara może być jeszcze surowsza. W tym przypadku 34-latek miał ponad 0,25 promila – czyli stan po użyciu, ale jednak poniżej progu 0,5. Mandat 1000 zł jest więc w pełni uzasadniony.
Nie oznacza to jednak, iż sprawca uniknie odpowiedzialności za kolizję. To osobne postępowanie. I tu skala kar może być większa.
34-latek z Trzemeszna ma szczęście w nieszczęściu. Wyszedł z tego z otarciami i mandatem. Ale kolejny raz może być inaczej. I wtedy nie będzie drugiej szansy. Ani dla niego, ani dla osoby, w którą wjedzie.











![Zmiany na ulicy Westerplatte. Licznik podłączony, interwencja w sprawie niewidocznego znaku [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/Westerplatte-Strzelinska-przejscie-dla-pieszych-2026.05.07-1.jpg)