Pod tonami stali zginęło 65 osób, 170 zostało rannych. "To były sekundy"

styl.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Starszy mężczyzna z siwymi włosami i wąsami w granatowej koszuli, siedzący na tle regału wypełnionego licznymi pucharami i trofeami.


Gdyby nie Małysz, ofiar byłoby zdecydowanie więcej. Legendarny skoczek przyciągał przed telewizory milionową widownię, dlatego na kilkadziesiąt minut przed zawaleniem się dachu katowickiej hali, spora część zwiedzających wróciła do domów. Później był już tylko potężny huk, przeszywająca cisza, a na koniec przerażające jęki ludzi konających pod tonami powykrzywianej stali. Dwadzieścia lat temu podczas wystawy gołębi pocztowych w Katowicach doszło do jednej z największych katastrof budowlanych w historii Polski.
Idź do oryginalnego materiału