Po wypadku szybowca w Aleksandrowicach. Pilot z zarzutami

beskidzka24.pl 1 godzina temu

Wypadek szybowca, do którego doszło w lipcu w pobliżu lotniska Aleksandrowice w Bielsku-Białej, był wynikiem stanu nietrzeźwości pilota, który w sposób przypadkowy sam doprowadził do wysunięcia hamulców szybowca. Po wystąpieniu usterki w locie, pomimo częściowej niesprawności, możliwe było bezpieczne kontynuowanie lotu i lądowanie na lotnisku – stwierdza Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

Do zdarzenia doszło 3 lipca ubiegłego roku. Lot szybowcem Diana-4E miał charakter doświadczalny i odbywał się w ramach programu prób w locie. Podczas rozpędzania szybowca do tzw. prędkości nigdy nieprzekraczelnej 277 km/h, na wysokości ok. 2000 m, doszło do samoczynnego otwarcia i zablokowania hamulców.

Jak ustaliła PKBWL, do odblokowania hamulców przyczynił się pilot, przesuwając dłoń lewej ręki w stronę uchwytu dźwigni hamulców i potrącając dźwignię lub choćby obracając ją o niewielki kąt „do wnętrza” kabiny. Należy wykluczyć intencjonalne, świadome otwarcie, ale z raportu końcowego wynika, iż pilot przekroczył dopuszczalna prędkość o 13 km/h, a w czasie otwarcia hamulca leciał z prędkością 290 km/h.

Pilot, mimo prób, nie był w stanie ich zamknąć, co zwiększyło opadanie szybowca i ograniczyło zasięg. Choć maszyna była sterowna, pilot – zamiast bezpiecznie skierować się do lotniska – zaczął wykonywać manewry zbyt daleko od pasa startowego. W efekcie szybowiec stracił wysokość nad zabudowaniami. Maszyna przeleciała tuż obok nastolatki jeżdżącej konno na padoku, po czym uderzyła w przeszkody terenowe.

Źródło zdjęcia: raport końcowy PKBWL

Najbardziej porażającym ustaleniem raportu jest stan fizyczny pilota. Badanie alkomatem przeprowadzone przez policję tuż po zdarzeniu wykazało u niego 1,11 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu, co odpowiada ponad 2,3 promilom we krwi. Drugi pomiar wykazał tendencję spadkową i wskazał 0,95 mg/l. PKBWL uznała ten fakt za jeden z głównych czynników sprzyjających utracie świadomości sytuacyjnej przez pilota.

Pilot nie potrafił poprawnie ocenić, jak daleko może dolecieć maszyną, i ignorował ostrzeżenia płynące z ziemi od inżyniera prób, który przez radio alarmował go, by skręcał w kierunku lotniska, bo nie doleci.

Szybowiec o dużej wartości został niemal doszczętnie zniszczony – kadłub pękł w kilku miejscach, a skrzydła zostały rozerwane przez przeszkody na padoku. Pilot wyszedł z wypadku z lekkimi otarciami dłoni.

Prokuratura w Bielsku-Białej kilka tygodni temu przedstawiła 46-latkowi dwa zarzuty. Pierwszy związany jest z kierowaniem w stanie nietrzeźwości samochodem, którym przyjechał na lotnisko przed lotem. Drugi dotyczy już feralnego lotu. Mężczyzna usłyszał zarzut narażenia na niebezpieczeństwo dziewczyny, która jeździła konno. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

BARTŁOMIEJ KAWALEC

Idź do oryginalnego materiału