Po tragicznym wypadku autokaru na Węgrzech. „Inspektorat powinien skontrolować też organizatora”

radio.lublin.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Po tragicznym wypadku autokaru na Węgrzech. „Inspektorat powinien skontrolować też organizatora”


12 osób zginęło, 10 ciężko rannych trafiło do szpitali, a pozostałych 37 pasażerów zostało lekko rannych – to bilans niedzielnego (16.08) wypadku na Węgrzech. Cały czas trwa identyfikacja ciał. Na razie rozpoznano 7 osób.

Kierowca autobusu został zatrzymany przez policję, która – według udzielonych w poniedziałek (17.08) informacji – planuje postawić go przed sądem we wtorek. Dotychczasowe ustalenia wskazują, iż mężczyzna zasnął w trakcie jazdy.

– Wszystko wskazuje na nieumyślną winę kierowcy – mówi dr Michał Skwarzyński, ekspert w zakresie prawa o ruchu drogowym z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. -Z uwagi na to, iż mamy do czynienia ze zdarzeniem masowym, (w Polsce byłoby kwalifikowane jako katastrofa w ruchu lądowym) został on zatrzymany. Prawdopodobnie z uwagi na liczbę ofiar będzie wniosek o tymczasowe aresztowanie.

Sprawą zajmie się także Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który zapowiedział szczegółową kontrolę podkarpackiego przewoźnika.

– Będziemy dokładnie sprawdzać całą dokumentację, która jest niezbędna do prowadzenia takiej firmy, a także tachografy sześciu autobusów, które mają istotną licencję – mówi pełniący obowiązki zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego Marek Konkolewski. – Myślę, iż Inspekcja Transportu Drogowego w Rzeszowie będzie rozmawiać z prokuraturą, która wszczęła śledztwo w sprawie tej katastrofy, bo dwa organy nie mogą dokonywać kontroli w tym samym czasie.

– Wiem, jak wyglądają te wycieczki. Główny Inspektorat powinien się przyjrzeć nie tylko firmom transportowym i kierowcom, ale powinien brać pod uwagę również osoby, które te wycieczki organizują – zauważa instruktor jazdy, kierowca zawodowy Damian Hejzner. – Są biura, które biorą pod uwagę czas pracy kierowcy i planują jego odpoczynki. Nie robią całej trasy na tak zwany „strzał”, tylko są miejsca na trasie, gdzie kierowcy mogą sobie wypocząć. Ale są też takie firmy, które tną koszty i kierowcy po prostu całą trasę pokonują bez odpoczynku.

Jak prawnie wygląda leczenie takich pacjentów za granicą, przecież nie każdy musi mieć kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego – red.)?

– Mając kartę EKUZ, w innym państwie teoretycznie nie powinniśmy ponosić kosztów leczenia. Ale w praktyce jest bardzo często tak, iż obce państwa nie chcą tej karty tak respektować. Więc musimy zapłacić za leczenie, a potem wnieść do naszego NFZ-u o refundację kosztów, które sami ponieśliśmy – stwierdza dr Michał Skwarzyński. – Bo generalnie według zasad, jakie są w Unii Europejskiej, kiedy mamy ubezpieczenie naszym państwie, wszystkie niespodziewane zdarzenia medyczne za granicą są pokrywane z naszego krajowego ubezpieczenia. Tylko, iż praktyka jest taka jaka jest – żaden szpital nie chce wziąć na siebie ryzyka, iż z kartą EKUZ jest coś nie tak, więc woli dostać pieniądze od pacjenta i niech pacjent sobie później refundację w swoim państwie uzyska.

– Niestety w praktyce bardzo często karty EKUZ nie są na miejscu respektowane. Jednak to i tak nie zmienia zasad, bo choćby jak ktoś takiej karty nie wyrobił, ale ma tytuł do ubezpieczenia w Polsce – czyli jest zatrudniony, płaci składkę zdrowotną, jest emerytem, rencistą, uczniem – to jemu i tak kompletna refundacja z NFZ kosztów takiego nagłego leczenia za granicą przysługuje – wyjaśnia dr Michał Skwarzyński. – Warto mieć w takiej sytuacji też jedną rzecz – można dokupić sobie prywatne ubezpieczenie zdrowotne, bo wtedy jest łatwiejsza sytuacja. Bardzo często szpitale, jak mamy tylko numer takiego ubezpieczenia, same się kontaktują z ubezpieczycielem i resztę już załatwiają.

Jaką rolę w takich sytuacjach odgrywają pasy bezpieczeństwa i jak często zapinamy je w autobusie?

– Osoba, która nie ma zapiętych pasów, jest potencjalnym mordercą. Praw fizyki nie oszukamy i o ile mamy niezapięte pasy a dochodzi do wypadku drogowego, to albo ta osoba nagle może znaleźć się na zewnątrz, albo może doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu osób, które są na przykład przed nią – wyjaśnia Damian Hejzner.

Pojawiają się komentarze, iż gdyby to był nowoczesny autobus, do tragedii by nie doszło…

– Ciężko powiedzieć. choćby o ile są systemy, jak asystent pasa ruchu, które wspomagają kierowcę, to i tak głównym czynnikiem za kierownicą jest sam kierowca. o ile jest niewypoczęty albo popełni jakiś błąd, powstają ryzyko wypadku albo kolizji niezależnie od tego, czy mamy te systemy, czy nie. Na pewno one wspomagają, ale w 100% nie wyeliminują kierowcy zza kierownicy, czyli osoby, która decyduje, w jaki sposób ten pojazd powinien być prowadzony i jak się powinien zachować – dodaje Damian Hejzner.

Ofiary śmiertelne i ranni w wypadku to mieszkańcy kilku miejscowości na Podkarpaciu, którzy wracali z pielgrzymki do Medjugorie. Co najmniej trzy ofiary wypadku pochodzą z miejscowości Siedliska w gminie Lubenia. 

– Większość Polaków hospitalizowanych w Nyiregyhazie na Węgrzech przebywa w tamtejszym szpitalu z powodu złamań kończyn i obojczyków oraz stłuczeń – podała w poniedziałek ta placówka medyczna. Dodano, iż stan zdrowia 18 pasażerów autokaru pozwala w tej chwili na transport do Polski.

Eva Vitkai, rzeczniczka szpitala, przekazała agencji MTI, iż stan dwóch pacjentów jest stabilny, jednak mogą oni być transportowani wyłącznie w pozycji leżącej. Jeden z nich doznał urazu czaszki wymagającego dalszej obserwacji, a drugi – złamania wyrostka kręgu w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Polscy i węgierscy eksperci koordynują w tej chwili sposób i termin ich transportu.

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk poinformowała w poniedziałek, iż 22 pacjentów poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech zostanie zabranych wieczorem specjalnym samolotem do Warszawy.

InYa / Polska Agencja Prasowa / opr. ToMa

Fot. PAP/EPA/ZOLTAN MATHE

Idź do oryginalnego materiału