Do wypadku doszło w poniedziałek po godzinie 15:00 na warszawskiej Pradze-Południe. Jak przekazuje policja, kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo z ulicy Zamienieckiej, nie ustąpiła pierwszeństwa prawidłowo jadącej ulicą Grochowską Toyocie.
– Toyota jechała ulicą Grochowską, Ford ulicą Zamieniecką, skręcał w lewo i wymusił pierwszeństwo. W efekcie Toyota dachowała i wbiła się na przejście dla pieszych, na których była kobieta z dzieckiem – poinformował cytowany przez serwis tvn24.pl mł. asp. Paweł Chmura, przedstawiciel stołecznej policji.
Siła uderzenia była na tyle duża, iż Toyota została wyrzucona z własnego pasa ruchu, dachowała, a następnie wpadła w grupę osób stojących przed przejściem dla pieszych. Na miejscu natychmiast pojawiły się służby ratunkowe, a skrzyżowanie zostało częściowo zablokowane.
6-latek nie żyje, trzy kobiety ranne
W wyniku wypadku poszkodowane zostały 4 osoby. Najciężej ranny został 6-letni chłopiec, który znajdował się wśród pieszych. Dziecko w stanie krytycznym trafiło do szpitala, jednak mimo wysiłków lekarzy jego życia nie udało się uratować.
Do szpitala przewieziono również trzy kobiety, które odniosły obrażenia po uderzeniu dachującym samochodem. Policja na razie nie podaje szczegółowych informacji o stanie ich zdrowia. Wiadomo jedynie, iż wszystkie wymagały specjalistycznej pomocy medycznej po zdarzeniu na skrzyżowaniu.
Kierowcy trzeźwi, ale w areszcie. Prokuratura przejmuje sprawę
Badanie alkomatem wykazało, iż zarówno 28-letnia kierująca Fordem, jak i prowadzący Toyotę mężczyzna byli trzeźwi. Nie zwalnia ich to jednak z odpowiedzialności za skutki zdarzenia. Decyzją prokuratora oboje zostali zatrzymani.
Na miejscu pod nadzorem prokuratury prowadzone były szczegółowe oględziny z udziałem biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Śledczy zabezpieczyli nagrania monitoringu, ślady na jezdni oraz oba rozbite pojazdy. Od ustaleń ekspertów będzie zależeć, jakie dokładnie zarzuty usłyszą uczestnicy zdarzenia i komu zostanie przypisana bezpośrednia odpowiedzialność za śmierć dziecka.
Zamiast dzwonić, nagrywali tragedię
Relacje osób obecnych na miejscu pokazują dodatkowy, bardzo gorzki wymiar tego wypadku. Świadkowie opowiadają, iż tuż po zderzeniu część przechodniów zamiast sięgnąć po telefon, by wezwać pomoc, zaczęła nagrywać całe zdarzenie.
– Zamiast dzwonić po pomoc, to klęczeli, nagrywali to, co się dzieje – mówił mężczyzna w rozmowie z Polsat News.
Jeden z mężczyzn, który brał udział w reanimacji chłopca, przyznał, iż widok otaczających miejsce wypadku osób z telefonami w dłoniach był wstrząsający. Wraz z inną osobą podjął próbę ratowania dziecka i pomagał także kierowcy Toyoty, który uczestniczył w zderzeniu.












