Niedzielny wieczór na ulicy Jagiellońskiej w Olsztynie mógł zakończyć się tragicznie. Dwie osoby podróżujące jednym motorowerem postanowiły ruszyć w trasę pod znacznym wpływem alkoholu. Ich przejażdżka zakończyła się szybciej, niż planowali — w przydrożnym rowie.
Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło do olsztyńskich funkcjonariuszy w niedzielę, 16 sierpnia 2026 roku, tuż po godzinie 22:00. Z przekazanych informacji wynikało, iż na leśnym odcinku ul. Jagiellońskiej dwie osoby jadące jednośladem straciły panowanie nad pojazdem i zjechały z drogi.
Na miejscu mundurowi zastali 54-letniego kierowcę oraz jego 48-letnią znajomą. Chociaż oboje wyszli z opresji bez poważniejszych obrażeń i nie wymagali opieki medycznej, ich zachowanie i stan psychofizyczny od razu wzbudziły uzasadnione podejrzenia policjantów.
Ponad cztery promile na jednym jednośladzie
Badanie alkomatem gwałtownie wyjaśniło powód utraty równowagi. Kierujący 54-latek prowadził motorower, mając w organizmie równe 2 promile alkoholu. Pasażerka okazała się jeszcze „lepsza” — badanie wykazało u niej aż 2,5 promila.
Dla obojga cywilów nocny rajd zakończył się poważnymi konsekwencjami:
- Kierowca odpowie przed sądem za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Grozi mu wysoka grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów, a choćby kara pozbawienia wolności.
- Pasażerka z racji swojego stanu i braku umiejętności samodzielnego powrotu do domu spędziła resztę nocy w Izbie Wytrzeźwień.
Policjanci przypominają, iż alkohol i jednoślady to wyjątkowo niebezpieczne połączenie. Brak ochrony, jaką zapewnia karoseria samochodu, w zestawieniu z opóźnionym czasem reakcji i brakiem równowagi, to prosty przepis na tragedię. Tym razem skończyło się na strachu i pobycie w rowie, ale konsekwencje bezmyślności mogły być znacznie surowsze.
źródło: KMP Olsztyn












