Łukasz Żak przeprosił przed sądem. "Nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii"

polsatnews.pl 6 godzin temu

- Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam - powiedział przed sądem Łukasz Żak, oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Jego obrończyni przekonywała, iż "popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale przez cały czas błąd, a nie zbrodniczy plan" i apelowała do sądu o oddzielenie emocji społecznych od prawa.

PAP/Radek Pietruszka
Proces ws. Łukasza Żaka

Proces Łukasza Żaka rozpoczął się w czerwcu 2025 roku. Oprócz głównego oskarżonego na ławie oskarżonych zasiadło sześciu jego znajomych, którzy odpowiadają między innymi za nieudzielenie pomocy oraz pomoc w ucieczce po wypadku.

Po wystąpieniu prokuratury, która wniosła o wymierzenie Łukaszowi Żakowi kary 20 lat pozbawienia wolności, mowę końcową wygłosiła jego obrończyni.

Koniec procesu Łukasza Żaka. Obrończyni apleowała do sądu

Adwokat już na początku podkreśliła, iż nikt nie kwestionuje rozmiaru tragedii ani cierpienia bliskich ofiary. Zaznaczyła jednak, iż zadaniem sądu jest ocena materiału dowodowego i zastosowanie przepisów prawa, a nie odpowiadanie na społeczne emocje.

- Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo - mówiła.

ZOBACZ: Rozpoczął się proces Łukasza Żaka. Zaskakujący wniosek obrońcy

Zdaniem obrończyni jeszcze przed rozpoczęciem procesu Łukasz Żak został osądzony przez opinię publiczną i stał się symbolem społecznego oburzenia. - Powstał medialny obraz człowieka, który przestał być człowiekiem. Stał się symbolem, twarzą społecznego oburzenia i obiektem powszechnej nienawiści. Zapadł wyrok opinii publicznej, ale sąd nie może stać się uczestnikiem tej debaty - argumentowała.

Podkreśliła, iż prawo do rzetelnego procesu przysługuje każdemu oskarżonemu, niezależnie od charakteru sprawy i skali wywołanych przez nią emocji. - Obrona nie będzie twierdziła, iż oskarżony nie prowadził pojazdu ani iż doszło do zwykłego zdarzenia drogowego. Rolą obrońcy jest dopilnowanie, aby odpowiedzialność karna została ustalona dokładnie w takim zakresie, jaki wynika z dowodów - powiedziała.

Łukasz Żak przeprosił przed sądem. "Przyznał, iż popełnił błąd"

Według obrony Łukasz Żak od początku przyznawał, iż doprowadził do wypadku. Adwokat przekonywała jednak, iż powinien odpowiadać za czyn nieumyślny. - Przyznał, iż popełnił błąd. Tragiczny i niewybaczalny, ale przez cały czas błąd, a nie zbrodniczy plan. Nie można dopuścić do sytuacji, w której tragiczne skutki prowadzą do traktowania sprawcy tak, jakby odpowiadał za przestępstwo umyślne przeciwko życiu - mówiła.

Obrończyni odniosła się również do opinii sądowo-psychiatrycznej sporządzonej podczas procesu. Biegli uznali Łukasza Żaka za poczytalnego, opisali jednak także jego aktualny stan psychiczny. Z opinii wynika, iż oskarżony leczy się psychiatrycznie, walczy z zaburzeniami adaptacyjnymi, problemami ze snem oraz przewlekłym stresem. Zdaniem obrony sąd powinien uwzględnić te okoliczności przy wymierzaniu kary.

Na koniec procesu Łukasz Żak przeprosił panią Ewelinę za to, iż zabił jej męża, a ją ranił.
Mówił, iż przeprasza szczerze pic.twitter.com/YtRTwU9l5f

— Łukasz Zboralski (@_zboral) July 13, 2026

Adwokat mówiła także o ucieczce oskarżonego po wypadku. Nie kwestionowała, iż jego zachowanie było niewłaściwe, zwróciła jednak uwagę, iż ostatecznie sam zgłosił się niemieckim funkcjonariuszom. - Nie został zatrzymany w wyniku wytropienia przez organy ścigania. Po licznych rozmowach ze mną sam zgłosił się do jednostki policji w Niemczech. To nie jest okoliczność, za którą należy go nagradzać, ale jest istotna z punktu widzenia procesu karnego - przekonywała.

Na zakończenie rozprawy krótko wypowiedział się sam Łukasz Żak. - Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to, co się stało - powiedział przed sądem.

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej

Do tragicznego wypadku doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W zdarzeniu uczestniczyły volkswagen arteon prowadzony przez Łukasza Żaka oraz ford focus, którym podróżowała czteroosobowa rodzina.

W wyniku zderzenia zginął 37-letni pasażer forda Rafał P. Trzy pozostałe osoby podróżujące tym samochodem trafiły do szpitala.

ZOBACZ: Niemiecka autostrada zamknięta na kilka godzin. W roli głównej Polak

Według ustaleń biegłych tuż przed wypadkiem samochód Łukasza Żaka jechał z prędkością 226 km/h w miejscu, w którym obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Śledczy ustalili również, iż kierujący był pod wpływem alkoholu, a swoją jazdę nagrywał telefonem komórkowym trzymanym w ręku.

Zarzuty w związku ze zdarzeniem usłyszało także sześciu innych mężczyzn. Pięciu z nich prokuratura oskarżyła o nieudzielenie pomocy i poplecznictwo, a jednego o poplecznictwo.

Sąd zgodził się na podawanie danych i utrwalanie wizerunku Łukasza Żaka i pozostałych oskarżonych.

WIDEO: Polityk KO o sporze z Kijowem. "Faktów nie da się pogodzić z interpretacją ukraińską"
Idź do oryginalnego materiału