Kierowca z wypadku Łukasza Litewki przerwał milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy"

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: Łukasz Litewka, screen Youtube @wp-pl


Mężczyzna przyznał, iż nie potrafi wyjaśnić, dlaczego jego samochód zjechał na przeciwny pas. Dziś pozostaje bez pracy, obawia się więzienia i zapewnia, iż żałuje tego, co się wydarzyło.

Do śmiertelnego wypadku doszło 23 kwietnia 2026 roku na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Łukasz Litewka jechał prawidłowo rowerem, gdy poruszające się z przeciwnego kierunku mitsubishi z nieustalonych dotąd przyczyn zjechało na jego pas.

Mimo prowadzonej przez około godzinę reanimacji życia 36-letniego parlamentarzysty nie udało się uratować. Śmierć znanego społecznika poruszyła tysiące osób w całej Polsce.

Kierowca mówi o chwili wypadku

Sławomir K. przyznał się do spowodowania wypadku, ale od początku twierdzi, iż nie pamięta samego momentu zderzenia. W rozmowie z „Faktem” powiedział, iż ocknął się dopiero wtedy, gdy jego samochód znajdował się już w rowie.

Wokół pojazdu mieli znajdować się ludzie. Mężczyzna opisywał, iż był roztrzęsiony i nie potrafił samodzielnie wybrać numeru alarmowego. Telefon miał mu się zablokować, dlatego służby wezwała inna osoba znajdująca się na miejscu.

Kierowca początkowo nie wiedział, iż potrąconym rowerzystą był poseł Łukasz Litewka. Według jego relacji dowiedział się o tym dopiero podczas przesłuchania.

Krótko po wypadku zadzwoniła do niego żona. Kobieta przekazała dziennikarzom, iż usłyszała wówczas od męża słowa sugerujące, iż potrącił człowieka. Początkowo miała sądzić, iż doszło jedynie do niegroźnej kolizji.

Przyczyna zjechania na przeciwległy pas przez cały czas jest wyjaśniana

Śledczy ustalili, iż samochód kierowany przez 57-latka zjechał na przeciwną stronę jezdni i czołowo zderzył się z rowerem. Nie została jednak jeszcze jednoznacznie wyjaśniona przyczyna takiego zachowania pojazdu.

Sławomir K. nie potrafi powiedzieć, czy zasnął, zasłabł, czy stracił uwagę z innego powodu. Wyjaśnieniem mechanizmu zdarzenia ma zająć się powołany przez prokuraturę biegły. Jego zadaniem będzie między innymi odtworzenie przebiegu wypadku na podstawie zgromadzonego materiału.

Mężczyzna usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Za taki czyn grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Sławomir K. pozostaje podejrzanym, a o jego odpowiedzialności i ewentualnej karze może zdecydować dopiero sąd.

Po zatrzymaniu 57-latek trafił do aresztu, który opuścił po wpłaceniu 40 tys. zł poręczenia majątkowego. Jego prawo jazdy przez cały czas pozostaje zatrzymane. W czerwcu sąd nie uwzględnił wniosku o jego zwrot, a wydane w tej sprawie postanowienie jest prawomocne.

Przed wypadkiem obawiał się utraty pracy

W dniu wypadku Sławomir K. wracał z pracy. Zatrudniony był przy sprzątaniu ulic, a swoje obowiązki rozpoczynał wcześnie rano. Jak opowiedziała jego żona, tego dnia wstał około godziny czwartej.

Mężczyzna przyznał, iż już kilka dni wcześniej był podenerwowany. Jego umowa wygasała z końcem kwietnia i obawiał się, iż pracodawca jej nie przedłuży. Ostatecznie rzeczywiście stracił zatrudnienie. Jak wynika z jego relacji, od czterech miesięcy bezskutecznie poszukuje nowej pracy.

57-latek z wykształcenia jest ekonomistą i ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą. Wcześniej pracował między innymi w Poczcie Polskiej, magazynie oraz hucie szkła samochodowego. Twierdzi, iż po ukończeniu 50. roku życia znalezienie stabilnego zatrudnienia stało się dla niego bardzo trudne.

„Żyję z piętnem zabójcy”

Sławomir K. powiedział, iż jego życie po wypadku całkowicie się zmieniło. Część znajomych przestała się z nim kontaktować, inni przez cały czas okazują mu wsparcie. Niepewność związana z przyszłością oraz możliwą karą ma towarzyszyć mu każdego dnia.

Kierowca zapewnia, iż szanował Łukasza Litewkę, a członkowie jego rodziny głosowali na polityka. Stanowczo odrzucił również pojawiające się w internecie sugestie, jakoby zdarzenie mogło być celowym działaniem.

Ukojenia ma szukać w codziennej modlitwie do ojca Pio. Jak powiedział, modli się zarówno za siebie, jak i za zmarłego posła.

– Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało – powiedział w rozmowie z dziennikarką.

Ostateczne ustalenie przyczyny wypadku będzie zależało od wyników pracy biegłego oraz zgromadzonych dowodów. Dopiero po zakończeniu postępowania będzie wiadomo, jaką decyzję w sprawie 57-letniego kierowcy podejmie sąd.

Idź do oryginalnego materiału