Kierowca volkswagena, który zjechał z drogi w jednej z miejscowości gminy Kałuszyn i wjechał w ogrodzenie posesji, mógł liczyć na jedno – iż zdąży zniknąć, zanim ktokolwiek zada mu pytanie, co się stało. Nie liczył się jednak z tym, iż do akcji wkroczy przewodnik z czworonożnym partnerem, dla którego ludzki zapach na trawie i asfalcie jest równie czytelny, jak ślady opon.
K9 Unit – owczarek niemiecki siedzący obok umundurowanego funkcjonariusza w parku. | Fot. Wellphoto / Shutterstock.Zniknął z miejsca kolizji, zanim ktokolwiek zdążył go zapytać, co się stało
Do zdarzenia doszło, gdy dyżurny Komisariatu Policji w Mrozach otrzymał zgłoszenie o wypadku drogowym na terenie gminy Kałuszyn. Z ustaleń wynikało, iż kierujący volkswagenem z nieustalonych wówczas przyczyn stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z jezdni i uderzył w ogrodzenie posesji. Zamiast zaczekać na policję czy chociaż sprawdzić, czy komuś nie stała się krzywda, mężczyzna wysiadł z auta i po prostu odszedł, zostawiając rozbity samochód i pytania bez odpowiedzi.
Na miejsce natychmiast skierowano patrol, który zabezpieczył ślady i ustalił wstępny przebieg zdarzenia, a ponieważ kierowca zdążył się już oddalić, do akcji wezwano wzmocnienie o zupełnie innych kompetencjach – przewodnika psa służbowego sierż. Emila Perzyka z Wydziału Prewencji Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim wraz z psem tropiącym o imieniu Pezet.
Pies poprowadził prosto do kryjówki, a alkomat wyjaśnił, dlaczego kierowca uciekał
Pezet nie potrzebował wiele czasu. Pies błyskawicznie podjął trop i poprowadził przewodnika prosto do budynku, w którym ukrywał się 51-letni kierowca – dzięki tej współpracy mężczyznę odnaleziono i zatrzymano, zanim zdążył choćby przespać się z tego, co się wydarzyło. Powód ucieczki wyjaśnił się już przy pierwszym badaniu: alkomat pokazał blisko 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Według ustaleń policjantów to właśnie znaczne upojenie alkoholowe najprawdopodobniej odpowiada za utratę panowania nad pojazdem, a strach przed konsekwencjami – za decyzję o ucieczce.
Mężczyźnie zatrzymano prawo jazdy, a jego samego osadzono w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych do wytrzeźwienia. Gdy odzyskał trzeźwość, usłyszał dwa zarzuty naraz – kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz ucieczki z miejsca zdarzenia drogowego. Zgodnie z przepisami grozi mu za to wysoka grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz kara więzienia do 3 lat, a o jego dalszym losie zdecyduje teraz sąd.
Ucieczka nie chroni przed odpowiedzialnością – najczęściej ją tylko pogłębia
Ta historia dobrze pokazuje, dlaczego z punktu widzenia samego kierowcy ucieczka z miejsca zdarzenia rzadko bywa opłacalną strategią. Zamiast uniknąć konsekwencji, mężczyzna dołożył sobie drugi, osobny zarzut – a policja i tak go namierzyła, tylko iż w gorszych dla niego okolicznościach, bo ukrywanie się samo w sobie sugeruje próbę uniknięcia odpowiedzialności karnej i dodatkowo utrudnia ustalenie okoliczności zdarzenia, co sądy biorą pod uwagę przy wymiarze kary. Policja przypomina, iż nietrzeźwi kierowcy stanowią realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla innych uczestników ruchu – a szybka reakcja świadków i sprawna praca służb, tak jak w tym przypadku, potrafi zakończyć niebezpieczną sytuację, zanim dojdzie do czegoś poważniejszego niż uszkodzone ogrodzenie.












