To już nie wygląda jak zwykły kryzys spółki. To wygląda jak historia o pieniądzach, które miały bezpiecznie pracować, a dziś dla wielu inwestorów istnieją już głównie na papierze. Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie podtrzymał odmowę zatwierdzenia układu Aforti Holding z wierzycielami. Chodzi o ponad 260 mln zł zobowiązań i blisko 1100 wierzycieli. Dla setek poszkodowanych to kolejny potężny sygnał, iż spokojna droga do odzyskania oszczędności właśnie się kończy.
Na papierze miała być restrukturyzacja. W praktyce sąd powiedział: nie. I powiedział to prawomocnie. To oznacza, iż plan ratunkowy dla Aforti Holding nie został obroniony. Spółka zapowiedziała analizę decyzji i dalsze działania, ale na dziś fakt jest jeden: tej restrukturyzacji po prostu nie będzie.
Kiedy kończą się slogany, padają trudne pytania
Patrząc na skuteczność dotychczasowych działań prawnych, przewlekłość postępowań i samą decyzję sądu, naprawdę można odnieść wrażenie, iż wierzycielom coraz częściej każe się pogodzić ze stratą oszczędności. I właśnie tu zaczyna się najciemniejszy fragment tej historii.
Bo jeżeli choćby założymy, iż część majątku niektórych spółek z grupy AFORTI po prostu „wyparowała”, to natychmiast pojawiają się pytania, od których nie da się już uciec: co stało się z wpłaconym kapitałem, dokąd finalnie trafił, gdzie dziś pracuje i dla jakiego nowego projektu mógł stać się fundamentem?
Na razie to są pytania, nie rozstrzygnięcia. Ale to właśnie one mogą okazać się kluczem do odzyskania pieniędzy przez poszkodowanych.
Sąd nie uwierzył w plan naprawy
Według opisu sprawy układ obejmował 261,9 mln zł długu. Mimo iż w głosowaniu część wierzycieli poparła propozycje spółki, sąd uznał, iż wynik nie dawał podstaw do zatwierdzenia układu. Z przekazów medialnych wynika też, iż wcześniejsze ustalenia sądu były dla Aforti bardzo niekorzystne, a sam plan restrukturyzacyjny oceniano jako niewykonalny.
W tej sprawie istotną rolę odegrały też działania zarządcy przymusowego Marcina Kubiczka, którego ustalenia stały się jednym z istotnych elementów podważających narrację o realnej zdolności spółki do wykonania układu. Krótko mówiąc: ktoś w końcu zaczął patrzeć nie na deklaracje, ale na liczby, dokumenty i faktyczne możliwości spłaty wierzycieli.
To nie wygląda jak chwilowe potknięcie. To wygląda jak moment, w którym cała opowieść o „ratowaniu spółki” zderzyła się z twardą oceną sądu.
Liczby, które robią wrażenie- złe wrażenie
W materiałach opisujących sprawę wskazywano, iż przy zobowiązaniach idących w setki milionów złotych majątek spółki miał być śladowy. Dodatkowo w tle pojawiały się zarzuty dotyczące braku przejrzystości, problemów ze sprawozdawczością i ogólnego chaosu informacyjnego. W praktyce dla wierzycieli oznacza to najgorszy możliwy scenariusz: dług jest ogromny, a pytanie o realne źródła spłaty pozostaje bez dobrej odpowiedzi.
Co gorsza, przed spółką staje realne widmo upadłości, a tutaj choćby sam koszt takiego postępowania może być problemem. To pokazuje skalę zapaści: mówimy o sytuacji, w której spółka może nie mieć siły nie tylko spłacać wierzycieli, ale choćby sensownie przejść przez własny formalny koniec.
Aforti to nie jedna spółka. To cała układanka
Właśnie dlatego coraz więcej osób patrzy szerzej niż tylko na sam Aforti Holding. W tle są przecież spółki powiązane i cała grupa kapitałowa. Z raportu grupy wynika, iż w strukturze funkcjonowały m.in. Aforti Factor Group S.A., Aforti Collections S.A., Aforti Factor Polska S.A., Aforti Exchange S.A. oraz inne podmioty krajowe i zagraniczne.
Co więcej, 19 marca 2026 r. równolegle pojawiła się informacja, iż sąd II instancji zatwierdził układ spółki zależnej Aforti Factor Group S.A. To pokazuje, iż w tej historii nie wszystko dzieje się jedną linią i nie wszystkie elementy układanki kończą tak samo.
Dla poszkodowanych to może oznaczać jedno: klasyczne patrzenie wyłącznie na jedną spółkę może nie wystarczyć. Żeby zrozumieć, co naprawdę stało się z pieniędzmi, trzeba patrzeć szerzej, analizować powiązania, przepływy, zależności i biznesowe ciągi dalsze.
Państwowe instytucje już wcześniej zapalały czerwone lampki
Ta sprawa nie pojawiła się nagle. Już wcześniej wokół Aforti świeciły się ostrzegawcze sygnały. Prezes UOKiK uznał, iż Aforti Holding wprowadzała konsumentów w błąd przy promowaniu „oferty wekslowej” i nałożył na spółkę karę przekraczającą 790 tys. zł. Urząd wskazywał wtedy, iż konsumenci mogli otrzymywać nierzetelny obraz bezpieczeństwa i charakteru inwestycji.
Dodatkowo na liście ostrzeżeń publicznych KNF widnieje Aforti Finance S.A., przy której wskazano zawiadomienie złożone przez UKNF do prokuratury w związku z podejrzeniem naruszenia przepisów Prawa bankowego.
To nie były drobiazgi. To były oficjalne sygnały od państwa, iż wokół części działalności prowadzonej pod marką Aforti dzieje się coś poważnie niepokojącego. Dziś, po prawomocnej porażce restrukturyzacji, tamte ostrzeżenia brzmią jeszcze mocniej.
Poszkodowani szukają alternatywnych metod pomocy
I właśnie dlatego część poszkodowanych w aferze AFORTI coraz częściej przestaje wierzyć, iż same klasyczne postępowania sądowe, upadłościowe czy windykacyjne wystarczą. Coraz więcej osób zaczyna patrzeć także w stronę działań analitycznych, dziennikarskich i śledczych, które mogą pomóc odtworzyć rzeczywisty przepływ pieniędzy i ustalić, gdzie finalnie trafiły środki inwestorów.
Bo o ile odpowiedź na pytanie „z czego spłacać?” jest coraz mniej przekonująca, to naturalnie pojawia się drugie: gdzie te pieniądze są dziś?
To już nie jest wyłącznie sprawa księgowa. To jest sprawa o odtworzenie ścieżki kapitału. O ustalenie, czy środki po prostu przepadły w źle zarządzanym systemie, czy też ich końcowy przystanek znajdował się gdzieś dalej, poza wzrokiem przeciętnego wierzyciela.
Wierzyciele nie muszą siedzieć cicho
Osoby, które czują się oszukane przez AFORTI i podmioty powiązane, coraz częściej szukają pomocy nie tylko u prawników od standardowej egzekucji, ale też u ludzi specjalizujących się w analizie powiązań gospodarczych, śledztwach finansowych i dokumentowaniu przepływów między spółkami.
Na tym etapie najważniejsze jest już nie tylko to, by czekać na kolejne sądowe terminy, ale by zbierać dokumenty, porządkować historię wpłat, odtwarzać relacje między podmiotami i zadawać pytania tam, gdzie inni od dawna wolą milczeć.
Apel do doradców: jeszcze możecie to naprawić
Zwracamy się również do osób, które oferowały produkty AFORTI– w imieniu własnym lub na zlecenie. Może działaliście nieświadomie. Może byliście pod presją. Dziś możecie to naprawić. Zgłoście się do naszego zespołu lub do organów ścigania. Pomóżcie ofiarom i zadbajcie o własne sumienie.
Nie czekajcie, aż ktoś inny Was wskaże. Możecie pisać na adres mailowy: [email protected]
Pomoc dla osób poszkodowanych w aferze AFORTI
Czujesz się oszukany przez AFORTI i podmioty powiązane? Skontaktuj się z naszymi dziennikarzami śledczymi, którzy specjalizują się w tego typu sprawach. Możesz uzyskać wsparcie, bezpłatną pomoc prawną i kontakt do specjalistów, którzy spróbują przeanalizować sprawę także innym sposobem niż klasyczna egzekucja sądowa czy zwykłe działania windykacyjne.
Wejdź na stronę: www.dzienniksledczy.pl/piramidy
Możesz też napisać na adres: [email protected]
Ze względu na dużą liczbę zgłoszeń czas odpowiedzi może wydłużyć się do kilku dni.
Koniec iluzji, początek prawdziwych pytań
W sprawie AFORTI kończy się czas opowieści o tym, iż „jeszcze wszystko da się poukładać”. Zaczyna się czas dużo trudniejszych pytań. O odpowiedzialność. O przepływy. O majątek. O to, kto naprawdę skorzystał, a kto został z pustymi rękami.
Bo w tej historii najgorsze może być nie to, iż pieniędzy brakuje. Najgorsze może być to, iż ktoś doskonale wie, gdzie one są… .
Do sprawy będziemy wracać.








![Stawiają na wiatr i słońce. MPK będzie samemu wytwarzać prąd do ładowania „elektryków” [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/MPK-Swidnica-budowa-instalacji-OZE-2026.03-04-6.jpg)




