Dwa tygodnie kot przychodził pod okno. Pracownicy byli w szoku, gdy odkryli powód

polregion.pl 16 godzin temu

**Dziennik osobisty**

Od dwóch tygodni kot przychodził pod okno. Pracownicy nie mogli uwierzyć, gdy poznali powód.

Do pokoju dyżurnego wpadła Ewa młoda, świeżo po szkole pielęgniarskiej. Oczy jej błyszczały, policzki płonęły.

Pani doktor! On znowu tu jest! Wyobraża pani sobie?

Kto on? kierowniczka oddziału zmęczono przetarła skronie. Nocna zmiana była ciężka, a tu jeszcze to

Kot! Szary, z białym uchem Siedzi już godzinę! I przychodzi codziennie, rozumie pani?

Co znaczy codziennie?

Doktor Maria Nowak, szefowa oddziału intensywnej terapii, znów przejrzała dokumenty przed obchodem. Nowa pacjentka z sali numer cztery wciąż nie odzyskała przytomności. Czternaście dni w śpiączce po potrąceniu na przejściu dla pieszych. Jakiś pirat drogowy przejechał na czerwonym świetle Jakby mieli mało problemów z planowymi pacjentami!

Ewa przysiadła na krawędzi krzesła:

Już od dwóch tygodni tu przychodzi. Pod okno sali, gdzie leży pani Katarzyna. Siedzi i patrzy, patrzy Woźni go odganiają, a on i tak wraca. Nazwałyśmy go Dyżurnym.

Maria skrzywiła się tylko bezdomnych zwierząt im tu brakowało! Chciała skarcić pielęgniarkę, ale pracy było zbyt dużo. Jednak coś w głosie Ewy sprawiło, iż wstała i podeszła do okna.

Na parapecie jednego z okien rzeczywiście siedział kot. Szary, z białym uchem dokładnie tak, jak opisała Ewa. Chudy, ale wyraźnie domowy: sierść choć zmierzwiona, widać było, iż kiedyś o nią dbano. Siedział w dziwny sposób: nie po kociemu, ale wyprostowany, jak żołnierz na warcie. I wpatrywał się nieruchomo w okno sali, gdzie leżała nowa pacjentka.

Boże, co za bzdura mruknęła doktor. Tu człowiek między życiem a śmiercią, a my o kotach rozmawiamy

Ale coś w tej sytuacji nie dawało jej spokoju. Może fakt, iż ten kot uparcie wracał, mimo prób odgonienia go? Taka wierność! Niejeden człowiek takiej nie ma.

A co wiemy o tej pacjentce? spytała nagle.

Ewa wzruszyła ramionami:

Prawie nic. Katarzyna, pięćdziesiąt dwa lata. Mieszka sama, czasem odwiedza ją córka. Potrącona na pasach, niedaleko domu

Jakiego domu?

Tej szarej pięciopiętrówki wskazała ręką w stronę okna. Za szpitalnym płotem.

Maria znów spojrzała na kota. Ten jakby wyczuł jej wzrok odwrócił głowę. Doktor przeszły ciarki od jego bystrego spojrzenia.

Odpowiedź przyszła niespodziewanie tego samego dnia córka pacjentki przyniosła dokumenty do historii choroby. Z teczki wypadło zdjęcie. Na nim Katarzyna siedziała w fotelu, a na jej kolanach szary kot z białym uchem.

To głos doktor zadrżał. Kto to?

Córka pacjentki łkając odpowiedziała:

To Puszatek, mamine kocisko. Zgubił się dwa lata temu wyskoczył na ulicę, gdy hydraulicy zostawili drzwi otwarte. Mama rozkleiła ogłoszenia, przeszła każdy podwórek Otarła łzy. choćby się wyprowadzić nie chciała. Mówiła: A jeżeli Puszatek wróci? Jak mnie znajdzie?

Maria poczuła dreszcz. Więc kot jednak się odnalazł, ale za późno Może był gdzieś blisko, gdy jego panią potrącił samochód i zabrała karetka. Podążając za nią, trafił do szpitala. A okno? Pewnie zaglądał w wiele

A gdzie gdzie ona mieszka? spytała doktor.

Tuż obok szpitala. W tej szarej pięciopiętrówce

W tej chwili ciszę korytarza przerwał pisk monitorów z sali Katarzyny. Pobiegli doktor, pielęgniarka, córka Kardiomonitor pokazywał pierwsze oznaki wybudzenia. O kocie oczywiście wszyscy zapomnieli.

Gdy Katarzyna pierwszy raz otworzyła oczy, wokół krzątali się lekarze. Jasne światło, czyjeś głosy, piszczenie sprzętu Wszystko jak we mgle.

Mamo! odezwała się córka, Agnieszka. Słyszysz mnie?

Katarzyna próbowała skinąć głową. Mówić jeszcze nie mogła gardło bolało od rurek.

Spokojnie, spokojnie powiedziała Maria. Nie śpiesz się. Jest pani dzielna.

Później Agnieszka trzymała matkę za rękę i płakała. Potem nagle uśmiechnęła się przez łzy:

Mamo, mam dla ciebie niespodziankę! Nie uwierzysz Puszatek się odnalazł!

Katarzyna drgnęła, próbując coś powiedzieć. W jej oczach pojawiło się zdumienie, rozpoznanie i radość.

Leż spokojnie łagodnie, ale stanowczo zatrzymała ją Maria. Jeszcze nie możesz się denerwować.

Wyobraż sobie, mamo Agnieszka gładziła jej dłoń sam cię znalazł! Przychodził tu codziennie, siedział pod oknem Lekarze go zauważyli. Gdy przyniosłam zdjęcie, od razu go poznali!

Po policzkach Katarzyny popłynęły łzy.

Zabrałam go do siebie ciągnęła córka. Na początku nie chciał iść, ciągnął w stronę szpitala. Ale się dogadaliśmy będę go codziennie przyprowadzać, gdy tylko pozwolą

Gdy Katarzynę przeniesiono na zwykłą salę, Agnieszka przyszła z wielką torbą, z której dochodziło niezadowolone mruczenie.

Nie wolno go tu wnosić! upomniała salowa.

Ale Maria tylko machnęła ręką:

Zostawcie! Ten kot zasłużył, by tu być, bardziej niż niejeden człowiek.

No proszę mruknęła Ewa, która podeszła. A myślałyśmy, iż nam się zdaje.

Nic się nie zdawało cicho odpowiedziała Maria. Po prostu miłość bywa silniejsza niż czas i przeszkody.

No, jeszcze chwilkę Agnieszka wyjęła rozczochranego Puszatka. Zaraz zobaczysz mamę

Kot zastygł, obwąchał powietrze I rzucił się w stronę łóżka tylko łapy migały.

Ostrożnie! krzyknęła Maria, ale było za późno.

Puszatek już siedział przy poduszce i szturchał nosem swoją panią. Mruczał tak głośno, iż słychać było w korytarzu. A ona płakała i śmiała się jednocześnie, próbując pogłaskać go drżącą ręką.

Boże szepnęła Ewa, ocierając łzy jak w filmie.

Od tamtej pory Agn

Idź do oryginalnego materiału