Czarna wdowa Ładna i inteligentna Lila, studentka dziennikarstwa tuż przed ukończeniem Uniwersytetu Warszawskiego, poznaje dużo starszego od siebie Władysława Romanowicza, znanego w stolicy autora piosenek. Jako osoba rozpoznawalna z lokalnej telewizji, gdzie zna wszystkich, Władysław pomaga Lilii rozpocząć karierę jako prowadząca własny program „Rozmowy od serca”, do którego zaprasza wziętego warszawskiego psychologa i innych gości. Lila gwałtownie zdobywa popularność, wychodzi za Władysława, staje się lokalną gwiazdą. Mimo prestiżu i pozornej szczęśliwości, przekonuje się, iż jej mąż, trzykrotny rozwodnik, żyje dla siebie, dużo pije, rzadko bywa w domu. Po siedmiu latach małżeństwa bez dzieci, dociera do niej rozczarowanie, coraz częściej musi opiekować się nie tylko mężem, ale i ich domową pomocnicą – Weroniką, samotną, złośliwą, ale oddaną kobietą. Po nagłej śmierci męża podczas kolejnej burzliwej nocy, Lila zostaje wdową, otoczoną plotkami i domysłami. Zmieniając swoje życie, Lila poznaje w stołecznym cafe’u sympatycznego, choć nieatrakcyjnego z wyglądu, biznesmena Kacpra „Misia”, z którym idzie do drugiego ślubu – tym razem skromnego. Wyjazd na Malediwy okazuje się luksusowy, ale nowy mąż choruje na cukrzycę. Lila nie ma do niego uczuć, zaczyna romans z przystojnym trenerem sportowym – Arturem. Kiedy Kacper nakrywa ją na zdradzie, dostaje zawału serca i umiera, a Lila traci nowy dom w konflikcie z córką męża. Na nowo próbując odnaleźć sens życia, wchodzi w relację z kolegą z pracy, Konstantym. Niebawem dociera do niej wieść o śmierci Artura w wypadku samochodowym. Lila zaczyna podejrzewać, iż jej życie i aura przynoszą nieszczęście mężczyznom – staje się w oczach innych „czarną wdową”. Poznaje młodego i tajemniczego Maćka, zakochuje się w nim z wzajemnością, odkrywając niespodziewanie, iż jest jednym z najbogatszych Polaków. Gdy Maciek trafia do szpitala z atakiem serca, Lila boi się o jego los, ale tym razem szansa na prawdziwą miłość i szczęście staje przed nimi otworem. Dziękujemy za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia!

newsempire24.com 4 godzin temu

Czarna wdowa

Ładna i inteligentna Lidia tuż przed ukończeniem Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale dziennikarstwa poznała Władysława, mężczyznę znacznie od niej starszego. To właśnie Władysław Mazur jako pierwszy zwrócił uwagę na filigranową oraz subtelną Lidię w Warszawie był osobą poważaną, tworzył piosenki, które lubiła lokalna społeczność.

Władysław był jak swojak dla wszystkich na lokalnej telewizji znał się prawie ze wszystkimi. Bez trudu załatwił Lidii pracę w stacji jako prowadzącej swoją własną audycję. niedługo ruszył jej pierwszy program Rozmowy przy kawie. Do studia zaprosiła znanego warszawskiego psychologa oraz jeszcze kilka osób. Program bazował na pytaniach i odpowiedziach, przytaczano prawdziwe życiowe przypadki.

Brawo, Lidia pochwalił ją Władysław po obejrzeniu programu. Trzeba to solidnie świętować.

Mazur, 45 lat, był żonaty trzy razy nieposkromiona energia i szalone życie towarzyskie nie pasowały do rutyny domowej. Artysta, kompozytor piosenek, uważał się wręcz za zasłużonego twórcę. Często bywał w restauracjach, kawiarniach, saunach, wszędzie miał znajomych; niestety, nadużywał alkoholu.

Minął czas. Lidia zdobyła popularność w Warszawie, wyszła za mąż za Władysława, jej programy oglądało mnóstwo ludzi. Prezentowała się świetnie, miała dobry gust, zawsze była uprzejma. Nic złowieszczego w niej nie było, piękność z telewizji tak mówili. Ale wyszła za niewłaściwego mężczyznę. Zrozumiała to po jakimś czasie, bo mąż coraz częściej wracał do domu nietrzeźwy.

Władek, nie prowokuj, powiedział kiedyś jego kolega Szymon, ta dziewczyna jeszcze ci pokaże, gdzie twoje miejsce, gdy ten upokarzał Lidię pod wpływem alkoholu.

Nie, Szymon, nigdy nie wybierałem sobie zbyt mądrych żon, odparł wyniośle i uszczypnął żonę w policzek, gdy siedzieli w kawiarni.

Dopóki zdobywał jej serce, zachowywał się jak gentleman. Kwiaty, prezenty choćby dwie piosenki poświęcił Lidii i wysłuchiwał jej z uwagą. Ale gdy została jego żoną, wszystko zniknęło. Zaczął traktować ją z równym zainteresowaniem co domowego kota; czasem choćby pokrzykiwał.

To ja naiwna myślałam, iż dzięki niemu zostanę gwiazdą, myślała Lidia.

Sprawy przybrały inny obrót. Na uniwersytecie uczyła się francuskiego, co w codziennych podróżach kilka dawało. Władysław nawijał jej w kółko:

Ucz się angielskiego. Jak jeździsz za granicę, wyglądasz jak chłopka. Do siłowni nie chodzisz, bo szkoda ci czasu, ale na angielski nigdy nie masz ochoty.

Po takich tekstach Lidia ze złości choćby nie chciała uczyć się angielskiego. Jednak gdy Szymon, erudyta, powiedział przy stole:

Dla nowoczesnej kobiety angielski jest tak samo naturalny jak chodzenie na obcasach, Lidia znalazła sobie kursy językowe z wyśmienitym nauczycielem.

Szymek, ale wpłynąłeś na moją żonę, śmiał się Władysław podręczników kupiła, a w samochodzie zamiast muzyki ciągle lekcje angielskiego.

Mieszkali w dużym mieszkaniu po dziadku-profesorze medycyny. Pomagała im gosposia, pani Weronika samotna czterdziestotrzylatka, złośliwa i zazdrosna, choć sprytnie udawała przyjazność. Wszystko o ich życiu wiedziała, bo była tam praktycznie cały dzień.

Rano Lidia wstała męża nie było w łóżku, znów nocował pijany w swoim gabinecie na kanapie. Poszła do kuchni, gdzie Weronika trzymała pustą butelkę po koniaku.

Wieczorem pełna była. Czym go na śniadanie poczęstować jak się obudzi?

Rosół, mruknęła Lidia i poszła pod prysznic.

Po siedmiu latach małżeństwa z Władysławem nie urodziła mu dziecka choćby nie chciał, miał syna z pierwszego związku. Poza tym sama nie miała wielkiej potrzeby bycia matką, realizowała się zawodowo. Po śniadaniu wysłała Weronikę do gabinetu męża. Władysław leżał na brzuchu, na poduszce świeciła się krwawa plama.

Lidia! zawołała Weronika. Potrzebna karetka.

Co się stało?

Sama nie wiem!

Piętnaście minut później Lidia jechała ambulansem do szpitala. Z izby przyjęć Władysława zabrano prosto na OIOM. Lekarze wydali krótki komunikat:

Sprawa ciężka. Na razie nic nie możemy obiecać.

Wieczorem Lidia otrzymała telefon:

Pani mąż zmarł.

Nie wierzę po prostu nie wierzę, wyszeptała. Przecież on nie był jeszcze taki stary. Pogrzeb był piękny. Szymon wszystko zorganizował przyszło mnóstwo ludzi, bo Władysław był znany w stolicy. choćby na stypie powiedział:

Nie smućmy się. Władek przeżył bogate, interesujące życie zasłużył na odpoczynek, teraz jest wolny i spokojny.

Wszystko miał, usłyszała szept.

Lidia długo nie mogła się przyzwyczaić, iż w domu nie ma męża. Cisza dzwoniła po kątach, przytłaczała. Weronika taksowała ją wzrokiem, czekając na decyzję czy zostanie czy ją zwolnią. Koledzy z pracy mówili:

Lidia, nie masz się czym martwić. Jesteś młoda, wolna i do tego z pieniędzmi. Po mężu zostały dwa konta bankowe, podzielone między syna a nią; sama też dobrze zarabiała. Szukała towarzystwa, unikała samotności, zaglądała do kafejek.

Pewnego dnia po nagraniach do programu weszła do kawiarni blisko domu. Zamyślona, sączyła hiszpańskie wino. Podszedł do niej postawny mężczyzna, uśmiechając się uprzejmie.

Można się przysiąść? tylko skinęła głową. Innokenty, przedstawił się. Ona także powiedz, czemu jesteś smutna? Takiej piękności nie przystoi.

Jakoś samotnie się czuję.

Innokenty około 40, barczysty, szatyn, nieprzystojny, ale Lidia od razu skojarzyła go z pluszowym misiem bardzo ją to rozbawiło.

Pozwól, iż cię zaproszę wino, koktajl, ciastko, co chcesz?

Proszę, może tylko ciastko, nie przepadała za słodyczami.

Może nie przystojny, ale uroczy i pełen humoru gwałtownie zdobył jej uwagę opowiadając interesujące historie. Lidia śmiała się, rozbawiona, potem odprowadził ją do domu. Umówili się na spotkanie.

Rano powiedziała Weronice:

Rezygnuję z twoich usług. Sama sobie poradzę ugotuję, posprzątam.

Lidko, tyle lat z wami byłam, a teraz na bruk? Gdzie ja się podzieję?

Znajdziesz nową rodzinę, albo choćby portiernię.

Wyrzucasz mnie, zaniosła się łzami. Tak się przywiązałam.

No trudno, pomyślała Lidia, nie zbiednieję, a przynajmniej nie będę myć okien i sedesów.

Popatrzyła na Weronikę, ta pochlipywała.

Dobrze, Weroniko, skoro nalegasz, wracaj Weronika rozpromieniła się i choćby pocałowała Lidię w policzek.

Pokocham was z Władkiem, byliście mi jak rodzina, a tu nagle Władka nie ma, a ty chcesz się mnie pozbyć.

Tak żyły dalej. Innokenty Kubuś, jak go nazywała zaczął częściej wpadać w odwiedziny. Uwielbiał Lidzię. Po trzech miesiącach wzięli ślub. Lidia nalegała, by uroczystość była skromna. Przy podróży poślubnej Kubuś zabrał ją na Malediwy. Był przedsiębiorcą, stać go było.

Lidia spodziewała się wypadu jak z Władkiem bezpośredni lot, dobry hotel, atrakcje dla turystów. Tymczasem jej misiowaty mąż miał zupełnie inne pojęcie o luksusach. Lot pierwszą klasą! Na miejscu prywatny katamaran, powitano ich jak VIPów z fajerwerkami, koktajlami i tańcami narodowymi.

Willa cztery pokoje, dwie łazienki, basen i własna plaża.

Boję się pomyśleć, ile mój miś tu zapłacił, myślała.

Nigdy go nie wypytywała czy jest bardzo bogaty, ale wiedziała, iż pieniędzy nie brak. Kubuś okazał się kochający dbał o nią, okrywał w nocy kocem, głaskał, pilnował by rano nie zadowalała się tylko kawą, ale jadła solidne śniadanie.

Władek był zgorzkniały, poniżał mnie, chciał zrobić ze mnie lepszą wersję siebie. Kubuś, choć nie model, żyje dla mnie, słucha, rozumie, a to najważniejsze, myślała Lidia.

Weronika zachwalała nowego męża pani, żyła teraz z nimi pod Warszawą, w dużym domu Kubusia. Jedyną trudnością dla Lidii było to, iż niespodziewanie zobaczyła męża z igłą.

Co się dzieje? przestraszyła się.

To tylko insulina, mam cukrzycę, ale żyję pełnią życia.

Na Malediwach leniwie rozmyślała:

Może rzeczywiście wygrałam los na loterii?

Szyk i wygoda bardzo jej odpowiadały. Trochę przygnębiało ją, iż zamiast barczystego trenera czy surfera, jej mężem był niezdarny, puchaty miś.

Muszę go posłać na dietę i siłownię.

Rozmawiała z mężem, ale Kubuś posmutniał i powiedział:

Oczywiście mogę spróbować schudnąć, ale niestety mam problemy z metabolizmem. Na wygląd Apolla nie zasłużę jestem uzależniony od insuliny.

Rozumiem, nie szkodzi, choćby nie musisz zdecydowała Lidia.

Po powrocie do kraju wciągnęła się w pracę. Ciągle czuła pustkę. Ciekawe, czy spotkam prawdziwą miłość. Do męża nie czuła żaru. Pragnęła dowiedzieć się, czym jest prawdziwa namiętność. Chciała, by nocą obok niej leżał muskularny przystojniak, a nie pluszowy miś. W pracy żartowano:

Naprawdę nie zdradzasz swojego Kubusia? Taka porządna jesteś?

Nie była aż taka święta, po prostu nie chciała ranić dobrego męża. Na firmowej imprezie noworocznej, wypiła za dużo, kolega Kostek poprosił swojego kumpla Artura, by odwiózł ją do domu.

Lidia, możemy cię podrzucić zaproponował Kostek, Lidia się zgodziła.

Artur posadził ją koło siebie.

Kostek, a czemu jeszcze mnie z Lidią nie poznałeś? śmiał się, a ona patrzyła na niego ze zdumieniem.

Przystojniak w luksusowym samochodzie nie odrywał od niej wzroku. Odwiózł Kostka, potem ją. Po drodze wziął jej numer. Wysiadając, przycisnął ją do auta i mocno pocałował. Nie odepchnęła go, podobał jej się ten niegrzeczny Artur.

Jako kochanek był idealny. W domu była czuła dla Kubusia, a Artur nie tracił czasu w czułości spotykali się w jego kawalerce, gdzie był stanowczy, potężny. Potem tylko rzucał: Dobrze mi z tobą.

Obojgu ten układ pasował. Kubuś wracał późno z pracy, więc niczego nie podejrzewał. Pewnego dnia Lidia wpadła do Artura, już w łóżku nagle dzwonek. Usłyszała dwa znane głosy Artura i Kubusia. Przerażona, zakładała ubrania. Na progu stanął Kubuś milcząco. Byłoby łatwiej, gdyby wykrzyczał jej w twarz.

Kubuś Innokenty to nie tak

Artur milczał, choć mógł nie wpuszczać Kubusia.

Kto mnie wydał? zapytała.

Teraz jaka różnica? Oby nie wierząc, postanowiłem sprawdzić.

Lidia widziała, iż Kubuś blednie, poci się i pada na podłogę. Podbiegła, oddychał ciężko.

Dzwoń po karetkę! zawołała.

Artur wezwał pomoc. Lidia odnalazła w kieszeni męża pen z insuliną, którą zwykle nosił. Wstrzyknęła dawkę.

To powinno pomóc. Ale nie pomogło. Przyjechała karetka, lekarz oznajmił:

Nie przeżył.

Lidia w końcu oprzytomniała. Artur odwiózł ją do domu. Weronika zapytała:

Lidko, co się stało? Wyglądasz strasznie.

W pewnej chwili Lidia pomyślała:

Może to Weronika mnie wydała? Nie znosiła Artura, wypytywała ale milczała, bo i tak się nie przyzna.

Przyczyna śmierci: zatrzymanie akcji serca. Po pogrzebie długo nie potrafiła się pozbierać. niedługo pojawiła się córka Innokentego z pierwszego małżeństwa z adwokatem, która wyrzuciła Lidię z domu, strasząc ją prawnikami. Rzuciła sporą paczkę pieniędzy i dała jej trzy dni na wyprowadzenie się wraz z Weroniką.

Lidia nie chciała walczyć o spadek ze wszystkiego zrezygnowała. Z Weroniką wróciła do swojego dużego mieszkania w Warszawie po Władysławie Mazurze.

Czas płynął. Pomógł jej Artur, spotykali się, ale nie planował zostania jej mężem ona to rozumiała, ale kontynuowała romans. Pewnego dnia zadzwonił Kostek:

Lidia, usiądź Artur zginął w wypadku, zginął na miejscu

Wtedy Lidia zaczęła myśleć.

Dlaczego wszyscy moi mężczyźni umierają? Chyba zostanę okrzyknięta czarną wdową Chyba mam jakąś złą aurę.

Wkrótce do jej programu przyszedł młodszy mężczyzna Makary. Od razu poczuła jego spojrzenie, po nagraniach zaprosił ją do kawiarni.

Dobrze, zgodziła się, bo czas wrócić do życia.

Makary zdobył jej serce, Lidia zakochała się, szczęście wypełniło każdy jej dzień.

Tak wygląda prawdziwa miłość wręcz nie mogę oddychać bez Makarego, nie tylko żyć. Ale boję się o niego.

Makary także się zakochał, cieszyli się sobą lekko i swobodnie, nigdy nie pytała kim jest, wiedziała tylko iż nie ma rodzeństwa, relacji z ojcem też nie miał. Makary zamieszkał u Lidii, wyjeżdżał do pracy, ona późno szła do telewizji któregoś dnia postanowiła coś się o nim dowiedzieć. Nie był żonaty, nie miał dzieci.

Lidia odpaliła laptopa, wpisała imię i nazwisko już pierwsza pozycja ją zaszokowała. Skromny Makary był na liście tysiąca najbogatszych Polaków. Lidia była w szoku. Majątkiem przewyższał wszystkich znanych jej ludzi.

Nie wierzę, roześmiała się histerycznie. Niesamowite! potem przeraziła się co jeżeli z nim też coś się stanie?

Uspokoiła się i ruszyła do pracy. Wieczorem zadzwoniła do Makarego, ale nie odebrał. Dzwoniła do firmy:

Dzień dobry, proszę do Makarego.

A kto pyta?

Lidia

Makary trafił do szpitala podała nazwę placówki.

Lidia w strachu ruszyła do szpitala.

Co się dzieje? pytała lekarza.

Doktor uspokoił:

Spokojnie. Nic groźnego, serce szwankuje, wszystko pod kontrolą.

Mogę go zobaczyć? Proszę

Dobrze, 10 minut.

Lidia weszła do sali, Makary uśmiechał się. Usiadła przy nim, złapał ją za ręce.

Wszystko będzie dobrze, kocham cię, gdy wyjdę stąd, pobierzemy się. Zgadzasz się?

Oczywiście! Lidia go pocałowała. Przed nami całe życie i prawdziwe szczęście.

Życie nauczyło ją, iż warto czekać na prawdziwe uczucie, a najpiękniejsze dni przychodzą wtedy, gdy nie tracimy nadziei. To, kim jesteśmy, nie zależy od tego, ile przeszliśmy smutku, ale jak potrafimy odnaleźć siebie po burzy.

Idź do oryginalnego materiału