Przy drodze wojewódzkiej nr 429 w kompleksie leśnym pomiędzy Ochodzami w gminie Komprachcice a Prószkowem na odcinku około 100 metrów miały miejsce dwie tragedie. Pierwszą był wypadek samochodowy 6 kwietnia 1997, w którym zginęło trzech młodych chłopaków: Daniel, Marek i Lucjan. Upamiętniają ich trzy przydrożne krzyże.
Kawałek dalej stoi drugi, charakterystyczny czarny krzyż, z którego boku wychodzi mniejszy, biały. To symbole dziadka i wnuczki, w których parę tygodni później wjechał pijany kierowca. Obydwoje zginęli na miejscu.
Choć od tych wydarzeń upłynęło blisko 30 lat, w obu tych punktach do tej pory ludzie regularnie zapalają znicze. Kładą też kwiaty.
Podobnych miejsc w regionie jest o wiele, wiele więcej. Niezależnie, czy to droga gminna, powiatowa, wojewódzka czy krajowa – znajdziemy przy nich różne formy upamiętnienia ofiar wypadków drogowych. zwykle są to przydrożne krzyże stojące na poboczach czy w rowach. Tam, gdzie zginęli motocykliści na krzyżu potrafi być umieszczony kask. Krzyże bywają też przybite do przydrożnych drzew.
Przydrożne krzyże jak nielegalna reklama?
Okazuje się, iż taka forma pamięci nie licuje z obowiązującymi przepisami. Na lukę zwrócił uwagę pan Marek (dane do wiadomości redakcji), który przez kilka miesięcy prowadził w tej sprawie korespondencję z resortami infrastruktury oraz rozwoju i technologii, a także z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad.
„Za nielegalną reklamę przy drodze grożą kary, postępowania administracyjne i nakazy usunięcia. Tymczasem krzyże i nagrobkowe formy upamiętnienia ofiar wypadków drogowych, stawiane w tych samych pasach drogowych – często bez żadnej zgody – nie są choćby ewidencjonowane” – zauważa.
Początki korespondencji sięgają października 2025 roku. Wtedy pan Marek zwrócił się do Ministerstwa Infrastruktury z wnioskiem o uregulowanie kwestii lokowania krzyży upamiętniających ofiary wypadków. Argumentował, iż rozpraszają one uwagę kierowców. Sugerował, by najpierw przeprowadzić inwentaryzację, by potem usunąć te formy upamiętnienia ofiar wypadków, które pojawiły się w pasach drogowych bez pozwolenia.
„Droga publiczna nie jest miejscem przeznaczonym do stawiania pomników, tablic czy krzyży. Takie upamiętnienia powinny znajdować się w miejscach symbolicznych – np. w parafiach, cmentarzach, parkach pamięci lub wirtualnych księgach ofiar wypadków” – argumentował.
Ministerstwo: Narzędzia już są
Ministerstwo Infrastruktury odrzuciło te postulaty. W uzasadnieniu Katarzyna Kościesza, dyrektorka departamentu dróg publicznych w resorcie, powołała się na zapisy Ustawy o drogach publicznych, która kategorycznie zabrania dokonywania w pasie drogowym czynności zagrażających bezpieczeństwu ruchu, w tym lokalizacji tzw. urządzeń obcych, do których zaliczono krzyże czy tablice pamiątkowe.
Ministerstwo zastrzega, iż zarządcy dróg mogą w wyjątkowych przypadkach wydać zgodę na umieszczanie „urządzeń obcych” w pasie drogowym, ale musi to poprzedzić stosowny wniosek oraz trzeba za to zapłacić. Resort przypomina też, iż za samowolne działania w tym względzie grozi kara grzywny, w wymiarze od 1 do 1,5 tys. zł.
Wychodziłoby więc na to, iż stosowne narzędzia istnieją. Ale pan Marek nie dał za wygraną i zwrócił się do największego zarządcy dróg w Polsce: Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
GDDKiA: Przydrożne krzyże to delikatna sprawa
Zapytał, czy GDDKiA inwentaryzuje przydrożne krzyże oraz czy wszystkie nowe formy upamiętniania ofiar wypadków śmiertelnych pojawiają się po formalnych uzgodnieniach z tą jednostką.
W odpowiedzi Rafał Pydych, dyrektor oddziału GDDKiA w Opolu przyznał, iż instytucja nie prowadzi żadnych cyklicznych inwentaryzacji przydrożnych krzyży. Potwierdził też, iż część z nich stawiana jest samowolnie, poza procedurami i bez stosownych zgód.
Rafał Pydych zapewnia, iż służby drogowe starają się na bieżąco usuwać krzyże wbijane bezpośrednio w pobocza dróg. jeżeli są one ulokowane dalej od jezdni, choć przez cały czas w pasie ruchu drogowego, drogowcy biorą pod uwagę „delikatność sprawy”.
„Krzyże lokalizowane są jako elementy pamięci po osobach, które utraciły życie w związku ze zdarzeniem drogowym. Ewentualne postępowania w zakresie ich usuwania muszą być traktowane z dużą ostrożnością, która ma na celu ochronę uczuć poszkodowanych tragicznym zdarzeniem rodzin (…)” – uzasadnia dyrektor GDDKiA w Opolu.
Pan Marek dociekał też, czy GDDKiA prowadziła badania na temat wpływu tych form na rozpraszanie kierowców. Rafał Pydych przyznał, iż nie.
Przez dekadę nikt o przydrożne krzyże nie pytał
Zdaniem pana Marka to dowodzi, iż system nie jest taki szczelny, jak go resort infrastruktury malował. Zwrócił też uwagę na „szarą strefę”.
„Brak inwentaryzacji, brak zgód, brak badań i tolerowanie niezgodnych z prawem obiektów sprawiają, iż problem jest realny i systemowo nieuregulowany” – argumentuje w kolejnym piśmie do Ministerstwa Infrastruktury.
Zwrócił się w nim z wnioskiem o wprowadzenie formalnego zakazu lokowania nowych krzyży, a także o utworzenie alternatywnych form upamiętniania ofiar wypadków, w formie wirtualnej na mapach w sieci oraz na tablicach pamiątkowych poza pasami ruchu drogowego.
Ministerstwo wniosek o zmiany w przepisach zaopiniowało negatywnie. Padły przy tym argumenty z pierwotnej odpowiedzi. W skrócie: obecne przepisy regulują poruszane kwestie i nie ma co w nich zmieniać.
W toku dalszej korespondencji z ministerstwem pan Marek dowiedział się, iż jego wystąpienie „jest jedynym zgłoszeniem dotyczącym problematyki lokalizowania przydrożnych miejsc pamięci (krzyży, tablic, zniczy) jakie w latach 2015–2025 wpłynęło do resortu infrastruktury”.
„Państwo odmawia działań”
Opolanin skierował się jeszcze do Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Zapytał ile gmin przyjęło uchwały krajobrazowe regulujące zasady sytuowania małej architektury sakralnej oraz czy resort opracował wytyczne dla samorządów dotyczące lokalizowania miejsc pamięci przy drogach.
MRiT odpowiedziało, iż według stanu na koniec 2024 roku 79 gmin w Polsce posiadało uchwały krajobrazowe. Resort nie przygotował też wytycznych, o które spytał pan Marek, uzasadniając to tym, iż jest to poza zakresem jego kompetencji.
„Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego potwierdziła, iż problematyka przydrożnych miejsc pamięci nie była przedmiotem odrębnych analiz, obrad zakończonych rekomendacjami ani planowanych badań” – napisał do nas pan Marek.
„Nie twierdzę, iż każdy przydrożny krzyż zagraża bezpieczeństwu. Twierdzę natomiast, iż państwo nie wie, ile takich obiektów jest w pasach drogowych, nie zbadało, czy mogą one rozpraszać kierowców, i nie wypracowało jednolitych zasad postępowania z nimi. Jednocześnie odmawia podjęcia jakichkolwiek działań w tym kierunku” – zauważa Opolanin.
Przydrożne krzyże dekoncentrują czy skłaniają do ostrożności?
Pan Marek argumentuje, iż podczas podróży kierowca mimowolnie zwraca uwagę na krzyż lub tablicę po wypadku. Może przy tym próbować przeczytać napisy lub zrekonstruować w głowie zdarzenie. Zaznacza, iż to naturalna reakcja na symbol tragedii, mogąca jednak zdekoncentrować kierowcę.
Opolanin argumentuje, iż część państw europejskich wprowadziła regulacje w tej kwestii. Wskazuje, iż w Wielkiej Brytanii rady lokalne dopuszczają tymczasowe, trwające kilka tygodni upamiętnienia, ale ograniczają trwałe formy w pasie drogowym.
„W Niemczech funkcjonuje sieć kaplic autostradowych jako bezpieczna alternatywa. W ramach szwedzkiego programu Vision Zero priorytetem jest jak najmniej obciążone wizualnie otoczenie drogi” – wylicza.
Z drugiej strony są kampanie mające skłaniać kierowców do zdejmowania nogi z gazu. Czasami są to billboardy ukazujące miejsca wypadków. Albo radosne zdjęcia z albumów rodzinnych osób, które zginęły w danym miejscu. Bywały też bardziej drastyczne, mające szokować kampanie. Jak ta, gdy przy drogach układane były czarne worki – takie, do których wkłada się ciała ofiar wypadków.
Kierowcy przyznają, iż krzyże przy drogach potrafią podziałać jak znak STOP. – Zdarzyło mi się na ich widok zdjąć nogę z gazu – mówi Paweł z Opola.
Dariusz z Nysy często kursuje do stolicy regionu. – Na trasie nie brak punktów upamiętniających tragiczne wypadki. Niby jak się regularnie jeździ tą samą drogą, to człowiek przywyka do ich widoku, ale mimo tego jakoś bardziej się przy nich pilnuję – stwierdza.
Policja: Nie było wypadków
Zapytaliśmy w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Opolu czy mundurowi odnotowali zdarzenia, w których przyczyną był przydrożny krzyż lub inna forma upamiętnienia ofiar wypadku.
– Rzadko zdarza się by przydrożny obiekt był przyczyną wypadku – mówi Ewelina Karpinska z biura prasowego KWP w Opolu. – W naszych statystykach nie ma wyodrębnionej kategorii dotyczącej zdarzeń, które miały związek z przydrożnymi krzyżami. Sama długo pracowałam w ruchu drogowym i nie przypominam sobie takiej sytuacji. Rozpytani mundurowi również.
Ewelina Karpińska nie zna też przypadku, w którym ktoś, kto udał się do przydrożnego miejsca pamięci by zapalić znicz czy złożyć kwiaty, został potrącony przez innego kierowcę. Zaznacza, iż takie osoby powinny zachowywać szczególną ostrożność. Na przykład poprzez zakładanie odblasków, poruszanie się wzdłuż drogi w odpowiedni sposób oraz niepozostawianie aut w miejscach, w których mogą one stwarzać zagrożenie dla innych uczestników ruchu.
Przekładają, nie usuwają
Wydawałoby się, iż dogodną okazją do tego, by usuwać przydrożne krzyże, są rozbudowy dróg. To mogło spotkać krzyż i kamień z tabliczką upamiętniające trójkę młodych żołnierzy, którzy w 1991 roku zginęli w wypadku pod wiaduktem kolejowym nad ulicą Krapkowicką w Opolu. Był to zresztą drugi tak tragiczny wypadek w tym miejscu. W latach 70. zginęło tam czterech milicjantów, gdy kierowca wiozącego ich Stara próbował pokonać pojazdem ciężarowym wąskie światło przejazdu.
Przejazd ów był na tyle niski i wąski, iż samochody musiały się tam mijać. By usprawnić ruch i zarazem poprawić bezpieczeństwo miasto przejazd poszerzyło i pogłębiło. Ale drogowcy kamienia z krzyżem upamiętniającym żołnierzy nie usunęli, tylko ustawili w innym miejscu w pobliżu konstrukcji.
Zapytaliśmy GDDKiA w Opolu co dzieje się z przydrożnymi krzyżami, gdy następuje rozbudowa drogi.
– Staramy się znaleźć taką lokalizację, aby przede wszystkim wyznaczone miejsce upamiętnienia ofiar nie stwarzało nowego zagrożenia dla uczestników ruchu, tzn. nie może być zlokalizowane przy krawędzi jezdni, czy na poboczu – odpowiada Agata Andruszewska, rzeczniczka GDDKiA w Opolu.
Drogowcy lokują krzyże przy drogach zbiorczych, po drugiej, dalszej do jezdni stronie rowu, w krawędzi pasa drogowego.
– Zawsze robimy to w uzgodnieniu z lokalnym proboszczem lub Radą Parafialną, oczywiście z pełnym poszanowaniem krzyża czy kapliczki – zaznacza Agata Andruszewska.
Przydrożne krzyże jak bumerang
Sam temat usuwania różnych form upamiętniania ofiar wypadków nie pojawia się po raz pierwszy. W 2011 jeden z radnych Gorzowa Wielkopolskiego argumentował, iż pobocza i drogi to nie miejsce do stawiania krzyży i iż dla niego, jako osoby wierzącej, to profanacja symbolu religijnego.
– Miejscami czczenia zmarłych są kościół i cmentarz – argumentował.
Jak widać, od wtedy aż do teraz przydrożne krzyże budzą mieszane uczucia. Zarazem nic nie wskazuje na to, by w kwestii ich lokowania miało się coś zmienić.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania



![Służby ruszyły do akcji po godz. 23:00. Wypadek pod Ostrołęką [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/wypadek_zamosc_20_06.png)

![[FOTO] Groźnie wyglądające zdarzenie na Salmopolu. Motocyklista zderzył się zosobówką](https://img.bielskiedrogi.pl/2026/06/interwencja_sluzb_ratunkowych_na_dw941_w_wisle_20_06_2026_d8b6.jpeg)







