Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię o Ani mojej koleżance z młodości. Znasz takie małe, polskie miasteczka, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą? No więc, Ania i Robert wychowywali się w takim właśnie miejscu, chodzili razem do jednej klasy od podstawówki. Potem wyjechali na studia do Warszawy i zostali tam szukać pracy. Wynajęli razem kawalerkę na Ochocie, oboje dostali jakąś pracę i tak sobie żyli na kocią łapę.
Kiedy Ania zaszła w ciążę, Robert nagle uznał, iż on nie chce żadnych dzieci i po prostu ją zostawił. Ania była rozbita, nie miała innego wyjścia, więc wróciła do mamy do ich rodzinnego Siedlec, żeby tam wychować dziecko. Tylko wiesz co jest najgorsze? Matka Roberta była istotną osobistością w mieście pracowała w urzędzie miasta. Rozpowiedziała wszędzie, iż to nie jest dziecko Roberta, iż Ania wkręca ich rodzinie jakieś historie. W dodatku nasze obie rodziny mieszkały na tym samym osiedlu, więc plotki rozchodziły się szybciej niż się tego można było spodziewać.
Przyjaciele wiedzieli, jak było naprawdę, ale hej plotka to plotka, w Polsce potrafi człowieka zniszczyć. Ania urodziła śliczną córeczkę Marysię. Nie miała pretensji do rodziny Roberta, chciała po prostu spokojnie wychować małą. Ale matka Roberta nie dawała za wygraną do wszystkich mówiła, iż ta dziewczynka na pewno nie jest jej wnuczką.
Popatrzcie, jakie one są! tłumaczyła sąsiadkom. Dziecko ma jasne włosy, a nasza cała rodzina czarna jak węgiel. I ten nos… taki nijaki, a u nas wszyscy mają ładne rysy. Przecież widzicie to nie nasza krew.
Ania miała już tego po dziurki w nosie i sama zaproponowała test na ojcostwo, żeby raz na zawsze udowodnić prawdę. Efekt natychmiastowy. Mama Roberta od razu zaprosiła Anię do siebie, chciała poznać wnuczkę. Dała jej tyle pięknych rzeczy, ciuszków, choćby trochę na start wsunęła Ani 2000 złotych. Ania, która żyła wtedy tylko z emerytury swojej mamy, była ogromnie wdzięczna.
Z czasem babcia zaczęła nalegać, żeby Marysia została u niej na noc, a najlepiej na cały weekend. Ale mała miała dopiero rok! Ania powiedziała grzecznie, iż to jeszcze za wcześnie. I wtedy się zaczęło babcia się obraziła, zapowiedziała, iż poda Anię do sądu o kontakt z wnuczką. Powiedziała: Anka, daj mi dziecko, przecież ono u mnie będzie miało wszystko! Sąd i tak mi przyzna rację ja mam mieszkanie w centrum, Twoja matka ledwo wiąże koniec z końcem, a Ty choćby pracy nie masz. Zresztą, na pewno sobie jeszcze urodzisz dziecko, jesteś młoda!. Strasznie to Anię dotknęło, ale postanowiła walczyć o swoje prawa. Przez kilka lat trwała batalia sądowa.
Marysia, za którą wszyscy się tak tłukli, nagle stała się oczkiem w głowie wszystkich krewnych. Rodzina Roberta wynajmowała świadków, wynajdywała brudy, robiła zdjęcia, szukała haków na Anię. W końcu dziewczyna uciekła do Łodzi z córką, żeby się trochę uspokoiło. Ale po jakimś czasie wszystko się rozeszło po kościach. Robert założył nową rodzinę, urodził mu się syn, więc matka skupiła się na nowym wnuku. A Marysia poszła do pierwszej klasy.
Ania wróciła do Warszawy, a jej mama została z małą w Siedlcach. Jeździła tam co tydzień. Potem poznała nowego chłopaka, a jej mama mówi: No weź w końcu ułóż sobie życie, ja się zajmę Marysią, a ty ogarnij siebie. Ania wyszła za mąż, zaszła w drugą ciążę, znowu wynajęli mieszkanie. Ale swojego dziecka nie zabrała jej mąż nie był zachwycony perspektywą wychowywania cudzej córki. Ania uznała, iż lepiej, żeby Marysia została z babcią, gdzie ma koleżanki, szkołę, sąsiedzkie podwórko.
Niestety, mama Ani zaczęła mieć poważne problemy zdrowotne. Kilka razy do mieszkania przyjeżdżało pogotowie, raz trafiła do szpitala, ktoś z sąsiadów musiał się zająć dzieckiem. A babcia ze strony Roberta już się nie interesowała losem Marysi tylko zaczepia czasem na przystanku, komentuje: A mogłaś mnie posłuchać! Dzisiaj by grała na pianinie, chodziła na angielski do najlepszej szkoły, znałaby dwa języki. Teraz? Kto wie, co z niej wyrośnie, skoro matka ją zostawiła? Mój wnuk przynajmniej ma teraz wszystko, szkołę prywatną, zajęcia dodatkowe na najwyższym poziomie!.
A Robert? On nigdy nie zapytał o Marysię, nie odwiedził jej ani razu. I tak ta dziewczynka, o którą była taka wojna, nie jest dziś nikomu potrzebna. Ciężko powiedzieć, jaka przyszłość ją czeka Wiesz, jest mi jej po prostu zwyczajnie żal.













