Miała 37 lat. W sylwestrową noc wracała z partnerem ze świętowania Nowego Roku. Tuż przed wejściem do bloku, w którym mieszkali rozpędzone BMW wjechało w nią na ulicy Wysockiej w Ostrowie Wielkopolskim. Za kierownicą siedział pijany 26-latek, obok niego – również pijana pasażerka. Para po potrąceniu odjechała, zamiast udzielić pomocy. Teraz sprawa śmierci Anity Idziorek ponownie wybrzmiała w ogólnopolskich mediach. W poniedziałkowy wieczór TVN UWAGA! pokazał niepublikowane dotąd nagrania monitoringu.
Reportaż programu TVN UWAGA! wrócił do tragedii, która wydarzyła się 1 stycznia tego roku przy ulicy Wysockiej w Ostrowie Wielkopolskim.
Anita Idziorek miała 37 lat. Szła chodnikiem razem ze swoim partnerem. W pewnym momencie nadjechało BMW. Samochód poruszał się z dużą prędkością. Doszło do potrącenia.
Kamery monitoringu zarejestrowały przebieg zdarzenia. W reportażu pokazano po raz pierwszy niepublikowane wcześniej nagrania. Widać na nich między innymi moment, gdy para wsiada do samochodu i odjeżdża. Pokazano także BMW dojeżdżające do łuku drogi, chwilę przed tragedią.
Ze względu na drastyczność materiału nie publikujemy nagrań pokazujących samo potrącenie.
„Oni po prostu zabili mi dziecko i odjechali”
Partner Anity natychmiast wezwał pomoc. Jak wynika z relacji przedstawionej w reportażu, próbował również reanimować kobietę.
Partner córki sam próbował ją reanimować. Będę mu zawsze wdzięczna za to, iż był przy niej i nie umierała sama – mówiła Donata Idziorek, matka Anity.
Po godzinie 4 nad ranem na miejsce dotarł zespół pogotowia. Ratownicy rozpoczęli czynności resuscytacyjne. Akcję ratunkową kontynuowano w szpitalu. Niestety, życia 37-latki nie udało się uratować. Około godzinę po wypadku stwierdzono jej zgon.
Dla rodziny Anity najbardziej bolesne było jednak nie tylko samo potrącenie. Była też świadomość, iż osoby znajdujące się w BMW nie zatrzymały się, by sprawdzić, w jakim stanie jest potrącona kobieta.
Oni po prostu zabili mi dziecko i odjechali. Myśleli, iż im się upiecze – mówiła w reportażu Donata Idziorek.
Jak wynika z ustaleń śledczych, pierwszym telefonem po wypadku nie było wezwanie pomocy. Para miała kontaktować się ze znajomym, szukając miejsca, w którym można byłoby ukryć samochód.
Ponad 2 promile za kierownicą
Policja jeszcze tej samej nocy zatrzymała kierowcę BMW.
26-letni Daniel Z. wracał z zabawy sylwestrowej. Badanie wykazało, iż kierował samochodem, mając ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Pasażerka miała z kolei 1,8 promila.
Jak można nie stracić panowania nad kierownicą, jadąc 100 km/h i mając 2 promile alkoholu – pytała w reportażu matka Anity.
Maciej Meler z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim podkreślał, iż oboje świadomie zdecydowali się na podróż samochodem.
Pasażerka była pielęgniarką
W sprawie szczególnie mocno wybrzmiała kwestia zachowania pasażerki BMW.
Kobieta z zawodu jest pielęgniarką. Prokuratura zarzuciła jej nieudzielenie pomocy poszkodowanej.
W sądzie tłumaczyła, iż analizowała sytuację wielokrotnie i – w jej ocenie – nie miała możliwości zrobić niczego, dlatego nie przyznała się do zarzutu.
Dla rodziny Anity takie wyjaśnienia są trudne do zaakceptowania.
Nie rozumiem, jak można tak postąpić, nie rozumiem, jak można zrobić komuś krzywdę i choćby nie zobaczyć, czy ta osoba potrzebuje pomocy – mówiła Anna, przyjaciółka zmarłej.
Adwokat Michał Trzecki, pełnomocnik rodziny Anity, zwracał uwagę, iż pasażerka posiada wykształcenie medyczne i jako pielęgniarka była przygotowywana do udzielania pomocy.
Samo tłumaczenie, iż ktoś jest w szoku bądź też znajduje się pod wpływem alkoholu, nie uzasadnia takiego zachowania, jakim była ucieczka z miejsca zdarzenia – mówił prawnik.
15 lat więzienia dla kierowcy. Pasażerka dostała 3 tysiące złotych grzywny
Sprawa zakończyła się przed Sądem Rejonowym w Ostrowie Wielkopolskim.
Daniel Z. został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Jednocześnie sąd zmienił kwalifikację prawną czynu dotyczącego nieudzielenia pomocy – zarówno w przypadku kierowcy, jak i pasażerki – uznając go za wykroczenie.
Za ten czyn kierowca otrzymał 30 dni aresztu, natomiast pasażerka została ukarana grzywną w wysokości 3 tysięcy złotych.
To właśnie ta część orzeczenia wywołała szczególne emocje wśród rodziny i przyjaciół Anity.
Prokuratura zaskarżyła wyrok. Maciej Meler poinformował, iż wniesiono o wymierzenie kary wyższej niż 15 lat pozbawienia wolności.
Przepis dotyczący nieudzielenia pomocy nie zakłada kwestii związanych z tym, iż pomoc musi być skuteczna. Rolą osób uczestniczących w wypadku jest podjęcie wszelkich działań, żeby ograniczyć negatywne skutki. Te osoby takich działań nie podjęły – wskazywał przedstawiciel prokuratury.
„Orzeczenie zaskoczyło wszystkie zainteresowane strony”
Pełnomocnik rodziny podkreślał, iż orzeczenie sądu było dla bliskich Anity zaskoczeniem.
Oboje, zarówno pani, jak i pan oskarżony przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów, czyli przyznali się do popełnienia przestępstwa nieudzielenia pomocy. Natomiast o ile chodzi o samą panią oskarżoną, pani oskarżona zmieniła swoje stanowisko po wniesieniu aktu oskarżenia i nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przestępstwa. Orzeczenie, w mojej ocenie, zaskoczyło wszystkie zainteresowane strony tego postępowania – mówił adwokat Michał Trzecki.
Prawnik zwracał również uwagę na relację partnera Anity, zgodnie z którą kobieta w chwili kontaktu z numerem alarmowym miała jeszcze oddychać.
Na miejsce przyjechała karetka pogotowia i obecni w niej ratownicy medyczni podjęli czynności resuscytacyjne. Takich czynności nie podejmuje się po stwierdzeniu zgonu – podkreślał.
Kluczowa dla przyjętej przez sąd kwalifikacji prawnej okazała się opinia biegłego, według której Anita poniosła śmierć na miejscu.
„Ból matki zrozumie tylko matka, która straciła dziecko”
Rodzina Anity nie ukrywa, iż wyrok nie przyniósł poczucia sprawiedliwości.
Doskonale wiedzieli, co robią. Wyrok jest nieadekwatny do tego, co zrobili – mówiła Donata Idziorek.
Po tragedii bliscy Anity zaczęli również mówić o czymś więcej niż tylko o jednym wypadku. Odpowiedzialności osób, które decydują się prowadzić samochód po alkoholu. O odpowiedzialności tych, którzy widzą, iż ktoś nietrzeźwy chce wsiąść za kierownicę, ale mimo to nie reagują.
Gdybym miała wsiąść z pijanym mężem do samochodu, to zabrałabym kluczyki i nie pozwoliła mu jechać. A ona wsiadła razem z nim. Nikt jej do tego nie zmusił – mówiła matka Anity.
Aleksandra, kuzynka zmarłej, zwracała uwagę na konieczność wyciągania konsekwencji wobec osób, które prowadzą po alkoholu.
Powinniśmy skupić się na karach, które ponoszą ludzie wsiadający za kierownicę po alkoholu. Bo jeżeli to nie zmieni się od tego najwyższego szczebla, czyli od właśnie wyroków, to jest to uderzanie głową w mur – oceniała.
Anita nie chce być tylko kolejną ofiarą statystyki
W całej tej historii pozostało jeden, niezwykle istotny głos – przyjaciółki Anity.
Nie chce, aby jej śmierć była jedynie kolejną informacją w statystykach wypadków drogowych.
Chcielibyśmy, aby wszyscy zapamiętali śmierć Anity na przekór takim sytuacjom. Żeby znalazł się ktoś, kto w takiej sytuacji zabierze klucze, ktoś, kto powie „nie”, ktoś, kto powie: „Nie wsiadaj”. I dzięki temu może ktoś inny, ktoś następny, nie straci życia – mówiła Anna.
To zdanie pozostaje jednym z najmocniejszych przesłań reportażu.
Bo tej tragedii nie da się już cofnąć. Anity nie można przywrócić rodzinie. Jej bliscy zostali z pustką, z pytaniami i wspomnieniami, które pozostaną z nimi na zawsze.
Ale być może można sprawić, by jej historia nie skończyła się wyłącznie na kolejnym procesie i kolejnym wyroku.
Czasem wystarczy jedno stanowcze „nie”. Zabranie kluczy. Telefon po pomoc. Zatrzymanie kogoś, kto chce prowadzić po alkoholu.
Bo za decyzją, którą ktoś podejmuje po kilku kieliszkach, może kryć się czyjeś życie.
Anita miała 37 lat.







































![5 października ruszył kolejny remont torowiska w centrum Krakowa [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Remont_torowiska16.jpg)
